W jednym ze swych najświeższych tekstów p. Kłopotowski stwierdził, że „Wszystkie nasze [to jest polskie – G.K] idee zrodziły się na Zachodzie” (http://klopotowski.salon24.pl/112625,dlaczego-prawica-jest-nudna).
Że Polska żadnych własnych idej światu nie dała, to słyszę bardzo często. Z nutką żalu mówi się i pisze, że „polska dusza” jest jak kserokopiarka, że nie wydała nikogo na miarę Kanta, Hegla, Nietschego itp.
Głosom tym można jednak co nieco zarzucić; po pierwsze zbyt łatwo utożsamiają one jakość z popularnością. To prawda, że nie ma i nie było Polaka, który zyskał by taki wpływ na literaturę i w ogóle kulturę (nawet masową,) itd., jak np. Nietsche. Ale sama tego rodzaju popularność nie świadczy jeszcze o wadze myśli. Dlatego nie można na tej zasadzie, że nikt z Polaków-myslicieli, Polaków-pisarzy itd. tak powszechnie hołubiony nie jest jak autor „Wiedzy radosnej” wnosić o tym, że polska myśl jest podrzędna, wtórna itd. Należy się zastanowić czy na przykład wgląd w ludzką duszę Antoniego Kępińskiego nie był równie cenny, a może cenniejszy od wglądu Nietschego.
To sprawa pierwsza. Druga jest inna – dotyczy ona całkowitego pomijania przypadków, w których to polska myśl inspirowała Zachód (trochę dziwne to przeciwstawienie Polska – Zachód, Zachód – Polska, mnie się zdaje, że jesteśmy integralną częścią Zachodu). Na przykład zapomina się o takich postaciach, jak:
- Paweł Włodkowic (twórca idei praw narodów, z którego korzystano w całej Europie)
- Witelon ze Śląska (pionier optyki europejskiej)
- Feliks Koneczny (filozof cywilizacji równy Toynbeemu, inspirator Huntingtona)
- Ludwik Fleck (inspirator Khuna).
Nie musimy chyba zatem przesadzać z deprecjonowaniem rodzimego dorobku umysłowego.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)