Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki
585
BLOG

Metafizyka w pragmatyzmie Williama Jamesa

Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 

 

Metafizyka w pragmatyzmie Williama Jamesa

 

 

Słowo „metafizyka” występuje w filozofii w kilku znaczeniach. Ja mówiąc o metafizyce u Jamesa chcę go używać w znaczeniu arystotelesowskim – metafizyka to dziedzina, która bada byt jako byt. Chciałbym ponadto zarysować „metafizykę religijną” jaką znajdujemy w pismach Jamesa.

 

1)     natura rzeczywistości według Jamesa

 

 

Do refleksji nad naturą rzeczywistości doprowadza Jamesa jego własna teoria prawdy. Pamiętamy, że James akceptuje formułę klasycznej definicję prawdy jako zgodności myśli z rzeczą:

 

„Prawda, jak powie wam każdy słownik, jest własnością niektórych naszych idei. Oznacza ich „zgodność” z „rzeczywistością”. Zarówno pragmatyści, jak i filozofowie intelektualistyczni przyjmują tę definicję jako oczywistość. Zaczynają się spierać dopiero wówczas, gdy postawione zostaje pytanie, co dokładnie rozumie się przez ową „zgodność” a co przez „rzeczywistość” – gdy ową rzeczywistość traktować jako coś, z czym mają zgadzać się nasze idee”[1].

 

Co James rozumie przez „prawdę”? Rozumie ją jako weryfikację. To, że weryfikujemy (potwierdzamy) pewne idee (poglądy) jest bowiem wszystkim, co wynika dla nas z posiadania idei prawdziwych. Jest to oczywiście zastosowanie pragmatyzmu jako dyrektywy semantycznej do pojęcia „prawda”. Dla Jamesa słowa „prawda” i weryfikacja są zatem synonimami[2].

Weryfikację rozumie James szeroko jako „sprawdzanie się” idei zarówno działalności praktycznej lub poznawczej. Weryfikacją może być na przykład naoczny test empiryczny (James nazywa go weryfikacją bezpośrednią), ale też na przykład spójność danego poglądu z grupą wyznawanych już poglądów ( na przykład: w tym sensie zweryfikowana jest dla nas teza o istnieniu Japonii). Taka weryfikacja jak w przypadku Japonii jest przykładem tego, co James nazywa weryfikacją pośrednią. Jest nią nie tylko spójność z innymi poglądami, ale też sam brak falsyfikacji poglądu, jaki wyznajemy[3].

 

Weryfikacje te dotyczą faktów (np. że zegar wisi na ścianie). Muszą nieustannie się z nimi liczyć, to one są miarą dla nich. Jeśli gdzieś okażą się sprzeczne z faktami, to po prostu tracą ważność poznawczą.  I tu właśnie pojawia się to, co James nazywa „rzeczywistością”. Rzeczywistość to to, co nasza działalność poznawcza musi uwzględniać, z czym musimy się liczyć. Fakty są pierwszą z wymienionych przez autora Pragmatyzmu sferą rzeczywistości.

Drugą są obiekty intelektualne – takie jak prawa matematyki i logiki, definicje, procesy identyfikacji. Zarówno te prawa, jak te procesy stosujemy w praktycznym życiu wśród faktów. Nie odnosi się jednak do nich weryfikacja, o jakiej pisałem wyżej, gdyż nie ma takiej potrzeby. Kto raz zrozumiał, że jeden plus dwa jest trzy, to zawsze i wszędzie będzie wiedział, że jedna widzialna rzecz zsumowana z dwiema innymi da wynik „trzy rzeczy”. Takie prawa (resp. obiekty) intelektualne są czymś, czemu musimy bezwzględnie się podporządkować w naszej działalności poznawczej, niedopuszczalne jest, podkreśla James, traktowanie ich dowolne, lub tylko wtedy, gdy odpowiada to naszym chwilowym interesom: „prawa dodawania obowiązują nie tylko nasze aktywa, ale też nasze długi”, czytamy w tekście Pragmatyzmu.

 

W rozdziale „Pragmatyzm i humanizm” owej książki James rozwija swoją refleksję o naturze rzeczywistości. Podkreśla, że rzeczywistość w każdym procesie poznawczym jest tym, co odkrywane. Czytamy tam: „w każdym konkretnym przekonaniu rzeczywistość funkcjonuje jako coś niezależnego, jako coś odkrywanego, nie zaś stwarzanego[4].

Równocześnie jednak z całą mocą podkreśla rzecz inną – że z rzeczywistością samą w sobie nie stykamy się nigdy. Ilekroć na nią spojrzymy tylekroć percypujemy ją na ludzki sposób, a gdy nie mamy żadnych wstępnych pojęć nie możemy jej nawet widzieć. Wypada zatem stwierdzić, że fakty, które weryfikujemy, a które są czymś, co określa nasze weryfikacje, są jednocześnie przez nas samych tworzone. Fakty to coś, co tworzymy a jednocześnie coś, co nas ogranicza. James jest zwolennikiem właśnie takiej wizji – bo proces poznawczy jest nierozdzielną „mieszaniną” czynników ludzkich i przedmiotowych, przeczytajmy:

 

„Czy to rzeka tworzy brzegi, czy brzegi tworzą rzekę? Czy człowiek stąpa bardziej prawą czy lewą nogą? Równie niemożliwe byłoby oddzielenie zarówno procesie poznawczym czynników pozaludzkich od czynników ludzkich”[5].

 

Należy pamiętać o tym, że również druga sfera rzeczywistości – ta intelektualna – jest sferą, w której aktywny udział ludzi odgrywa wielką rolę. Zanim ukształtują się systemy logiczne jak i inne tego typu, przez długi czas prawa w nich obowiązujące są zmieniane, dowolnie ustalane, zakładane etc. a dopiero już gotowe są bezwzględnie obowiązujące. Fakty oraz zasady intelektu – to, co dla nas stanowi jakieś ograniczenie dla naszej poznawczej działalności – nazywa James „rzeczywistością, ale (co teraz podkreślę) nie tylko to. Jest też, podkreśla ten myśliciel, trzecia jej sfera – prawdy zastane. Każde postrzeżenie nowego przedmiotu odbywa się w świetle pojęć, którymi dysponujemy, stare teorie i hipotezy mają wpływ na każdą próbę sformułowania nowych. Stare prawdy mimo tego, że ograniczają naszą dowolność poznawczą są jednak, mówi James, stosunkowo najmiększą częścią rzeczywistości, korygowanie aż do zupełnej zmiany zdarza się dość często.

Można, jak mniemam, stwierdzić, że słowo „rzeczywistość” występuje u Jamesa w dwóch znaczeniach:

 

Rzeczywistość (a), o której wiemy, że jest, ale nie wiemy, co więcej, nie możemy wiedzieć jaka jest. Jest ona dla nas zupełnie nie uchwytna, gdyż każda próba jej uchwycenia zawiera elementy twórcze podmiotu poznania.

Rzeczywistość (b), jako to, co stawia opór w naszych procesach poznawczych. Ale „to, co stawia opór” jest już w jakiś sposób utworzone przez nas. Kiedy na przykład badacz laboratoryjny widzi fakty, to są one czymś, z czym jego wyniki poznawcze muszą się bezwzględnie liczyć i w tym sensie są rzeczywiste, jednocześnie jednak to, że akurat rzecz x, proces y, czy cechę z nazywa „faktem” jest czymś co wcześniej ustalił kierując się nie tylko tym, co dane zmysłowo, lecz również swoją wcześniejszą wiedzą oraz celami jakie sobie stawiał. Kolejne doświadczalne próby badania tego samego problemu nie muszą koniecznie przyjmować, że fakty x, y, z, są czymś, co ogranicza, (a więc że są  rzeczywistością)[6]. Można więc stwierdzić, że co raz jest rzeczywiste, innym razem – w innym poznaniu – może już rzeczywiste nie być, gdyż za fakty uznamy zupełnie inne elementy.

 

James pogląd na naturę rzeczywistości (b) nazywa humanizmem, a ściśle przejmuje tę nazwę od Ferdynanda Schillera[7] i deklaruje, że zamierza właśnie jego koncepcji bronić. Przytacza James cytat z książki Schillera Personal idealizm:

 

„Świat – powiada Schiller – jest z istoty swej hyle[8]; jest tym, co zeń uczynimy. Jest rzeczą jałową definiować go przez to, czym był na początku, czy poprzez to, czym jest niezależnie od nas; jest on tym, co zeń zrobimy. Dlatego też….świat jest czymś plastycznym”[9].

 

James podaje kilka przykładów czynności poznawczych, gdzie zachowujemy się twórczo kształtując to, co dane zgodnie z naszymi intencjami. Przeczytajmy:

 

„Liczbę 27 możecie potraktować jako trzecią potęgę liczby trzy, jako iloczyn liczby trzy i dziewięć, bądź sumę 26 i 1 różnicę 100 i 73, i na nieskończenie wiele, sposobów, których każdy będzie równie dobry jak każdy inny. Szachownicę możecie potraktować jako czarne kwadraty na białym tle, lub jako białe kwadraty na czarnym tle, żadne z tych ujęć nie jest fałszywe”.

„O linii możecie powiedzieć, ze biegnie na wschód albo że biegnie na zachód – linia per se akceptuje obydwa te opisy, nie buntując się przeciw ich niekonsekwencji”[10].

 

James porusza też pytanie o cel, dla jakiego rzeczywistość istnieje. Można śmiało powiedzieć, że chodzi tu rzeczywistość w sensie (a) i (b), lecz szczególnie ciekawe jest ono w odniesieniu do tej „rzeczywistości samej w sobie”. Rzeczywistość istnieje tylko w tym celu, by być dopełnianą, uzupełnianą przez człowieka. James udziela takiej odpowiedzi przytaczając i akceptując myśl Rudolfa Hermana Lotzego[11].

Właśnie on sugerował, że jest naiwnością sądzić, iż rzeczywistość istnieje, by być biernie odwzorowywana. Przeciwnie – ona istnieje, by być dopełnianą, wykańczaną, doskonaloną, przez nasze ludzkie działania:

 

„Rzeczywistość, skłonni jesteśmy sądzić, jest gotowa i zakończona, a na naszych intelektach ciąży jeden jedyny prosty obowiązek: opisywanie jej w zastanej już postaci. Czyż jednak nie może być tak, zapytuje Lotze, że same nasze opisy są ważnym dodatkiem do rzeczywistości? Czyż nie może być tak, że to sama rzeczywistość istnieje nie tyle po to, byśmy wiernie odzwierciedlali ją w aktach poznawczych, lecz właśnie po to, by pobudzać nasze umysły do takiego jej wzbogacenia, dzięki któremu wzrośnie wartość całego wszechświata?”[12].

 

Wizja metafizyczna, wedle której świat jest otwarty, niewykończony, w nieustannej budowie i rozwoju, stanowi największą różnicę, pisze James, między pragmatyzmem a racjonalizmem, wedle którego rzeczywistość istnieje jako niezmienna, gotowa, wykończona:

 

„Znaczenie różnicy między pragmatyzmem i racjonalizmem objawia nam się teraz w całej swej okazałości: według racjonalizmu rzeczywistość jest od wieków gotowa i zakończona, podczas gdy dla pragmatyzmu wciąż jest ona w trakcie powstawania i dopełnienia oczekuje dopiero od przyszłości. Z jednej więc strony mamy wszechświat spokojny i bezpieczny, z drugiej zaś wszechświat, który podejmuje ryzykowne przedsięwzięcia”[13].

 

Tak to znów pojawia się w refleksji Jamesa problem monizmu i pluralizmu, któremu poświęcę teraz sporo uwagi.

 

2) Metafizyka religijna, czyli pluralizm i monizm.

 

Racjonalizm i związany z nim monizm ontologiczny uważa James za przejaw hipostazowania, czyli tworzenia bytów na modłę pojęć. Taka tendencja do „urzeczowiania” kategorii pojęciowych występuje szeroko w języku potocznym, na przykład fakt, że uznajemy „zimę” za realny byt jest jej przejawem. Wszystko co występuje w przyrodzie to tylko szereg zimnych dni. Tymczasem my uważamy, że oprócz nich istnieje jeszcze coś – właśnie sama „zima” – której przejawami i skutkami są te zimne dni. Owa „zima” to – myślimy - jeden wielki podstawowy fakt, który powoduje, że pewien cykl dni i nocy jest zimny.

James uważa, że racjonalistyczny monizm jest wynikiem tego samego mechanizmu myślowego, co w wypadku „zimy” z tym, że dotyczy on wszystkich faktów, a nie tylko jednej jej grupy, jak to jest przy porach roku. Fakty, które widzimy, ujmujemy jako przejawy jakiejś głębszej, mocniej istniejącej rzeczywistości, jakiegoś – by tak rzec – arche. W takich słowach opisuje je sam James:

 

„Za naszym światem de facto, światem rzeczywistym, istnieć musi świat de iure – jego duplikat niezmienny, istniejący wcześniej. Wszystko, co może nastąpić tutaj, już tam istnieje in posse: każda kropla krwi, każdy najmniejszy drobiazg – przesądzone już i zaplanowane, opieczętowane i oznakowane – bez możliwości zmiany. Słabości trapiące ideały, które wyznajmy tu i teraz, same z kolei muszą zostać zakwestionowane w obliczu tego co absolutnie Rzeczywiste. Tylko to sprawia, że wszechświat jest całością. To właśnie jest ostateczna opoka wszechświata. Błąkamy się po burzliwej powierzchni, lecz kotwica nasza trzyma mocno, gdyż uczepiona jest skalistego dna”[14].

 

James zastanawia się nad pragmatycznym sensem takiego monizmu i pierwsze, co podkreśla to to, że hipostazowanie ma bardzo ważny wymiar praktyczny. Na przykład wspomniana już „zima” pozwala nam na orientowanie się w dłuższym, kilkumiesięcznym okresie czasu; pozwala odpowiednio planować zachowania na ten czas:

 

„Zima to skrótowa nazwa tych rzeczy, których należy się spodziewać. Nazywa niektóre obyczaje natury i przygotowuje Was na ich ciąg dalszy. Jest ono konkretnym narzędziem wyabstrahowanym z doświadczenia; jest pojęciową rzeczywistością, którą musicie brać w rachubę i która odsyła Was do rzeczywistości zmysłowej. Pragmatysta jest ostatnią osobą, która odmawiałaby realności takim abstrakcjom. Są one wszakże kapitalizowanym doświadczeniem”[15].

 

Istnieje też pragmatyczny wymiar monizmu racjonalistycznego – gwarantuje on mianowicie zbawienie świata, czyli przezwyciężenie zła, cierpienia i bólu[16]. Jeśli bowiem wszystko co się dzieje w świecie jest przejawem jakiejś głębszej rzeczywistości i jest określone, konieczne to zło, którego doświadczamy, ma charakter pozorny, bo jest wynikiem jakiegoś głębokiego powodu, jakiegoś planu, czy Rozumu; przeczytajmy:

 

„Wszyscy przeżywamy chwile zniechęcenia, kiedy mamy dość samych siebie i na próżno zmagamy się ze światem. Życie wali się nam na głowę; przybieramy wtedy postawę syna marnotrawnego. Pragniemy wszechświata, w którym moglibyśmy dać za wygraną, zawisnąć Ojcu na szyi, dać się pochłonąć życiu Absolutu jak kropla wody, którą pochłania rzeka albo morze”[17].

 

W monistycznym świecie nie można przegrać życia, czy cierpieć, naprawdę bowiem istnieje podstawowa rzeczywistość, której człowiek jest częścią, a zło to tylko zjawisko w świecie empirycznym, czyli zjawiskowym, nietrwałym. Najkrócej mówiąc zło jest tu pozorem, a nie czymś realnym. Świat zatem jest już teraz zbawiony i to z konieczności – to jest pragmatyczny wymiar filozofii monistycznej.

 

James opowiada się jednak za pluralizmem dlatego soteriologia monistyczna nie może go zadowolić. Zamiast jej proponuje własną jej wersję – melioryzm. Wedle niej świat nie jest już teraz zbawiony i to z musu. Świat w melioryzmie jednak może być zbawiony jeśli ludzie będą postępować wedle swych najlepszych możliwości. Kluczowe jest tu owo „może być”. James pragmatycznie pojmuje „to co możliwe” – wyrażenie to znaczy dlań tyle, co[18]:

1)     to, co możliwe nie jest wewnętrznie sprzeczne

2)     nie ma niczego, co by przeszkadzało w ziszczeniu tej możliwości

3)     są już pewne elementy „tego, co możliwe” , które się zrealizowały.

 

Kierując się taką analizą twierdzi James, że: teza: „Świat może być zbawiony” na pewno nie jest wewnętrznie sprzeczna, dalej - każdy zrealizowany ideał, dla jakiego ludzie chcą żyć i działać jest punktem w procesie zbawienia świata, niejeden z takich ideałów jest już zrealizowany (to odnoście punktu 3). Możemy owe ideały realizować, gdy zachodzą pewne bytowe warunki po temu, wyjaśnia James:

 

„Czym są owe warunki? Są one przede wszystkim takim połączeniem rzeczy, które w stosownym czasie dają nam szansę, są luką, w którą możemy wskoczyć; w którą możemy wepchnąć nasz czyn”[19].

 

Nasz czyn stwarza zatem zbawienie świata – czy raczej tego jego wycinka, którego czyn ten dotyczył:

 

„Nasze czyny (…), w których stwarzamy sami siebie i w których wzrastamy – są tymi fragmentami świata, do których nam najbliżej, fragmentami, o których mamy najbardziej bezpośrednią, najpełniejsza wiedzę. Dlaczego nie mielibyśmy ich wziąć za dobrą monetą? Dlaczegóż nie miałyby one być punktami zwrotnymi świata i miejscami wzrostu, na jakie wyglądają, jak gdyby kuźniami istnienia, w których możemy uchwycić czyn w chwili jego narodzin, tak, że świat nigdzie nie mógłby wzrastać w sposób inny niż ten”[20].

 

Racja działania – tu James odpiera zarzut ze strony racjonalistycznej – jest tylko chęć, nic więcej:

 

„(…)jedyną realną racją dla zaistnienia czegokolwiek, jaką mogę sobie wyobrazić, jest to, że ktoś tego czegoś zapragnął. To cos jest pożądane – pożądane być może by przynieść ulgę choćby najmniejszej drobinie wszechświata. I to jest żywotna racja, w porównaniu, z którą przyczyny materialne i konieczności logiczne są niczym widma”[21].

 

Celem melioryzmu-pragmatyzmu nie jest stwierdzenie, że zło to w istocie pozór (jak chce monizm), ale próba radykalnej negacji zła. Zło ma przestać istnieć:

 

„Sposobem na unikniecie zła nie jest – według tego systemu – jego „zniesienie” czy też zachowanie w ramach całości jako kluczowego, lecz „przezwyciężonego” elementu. Sposób ten polega na zupełniej eliminacji zła, na wyrzuceniu go za burtę i wykroczeniu poza nie – na próbach stworzenia takiego świata, w którym zaginąłby po złu wszelki świat i samo jego imię”[22].

 

Oczywiście każda taka próba radykalnej eliminacji zła obciążona jest ryzykiem porażki. Klęska jest w pluralizmie jest realną możliwością, nie zaś jak w monizmie tylko ułudą.

Rozdział „Pragmatyzm i religia” kończy James kilkoma uwagami, które wypada mi teraz przytoczyć.

Można wierzyć w to, że ktoś pomaga nam realizować nasze ideały, a tym samym zbawiać świat. Mogą to być inni ludzie, ale mogą to być bogowie – bogowie, a nie Bóg. James pisze, że doktryna monoteistyczna o ile była żywą doktryną religijną, zawsze pojmowała Boga, jako jednego z wielu różnych pomocników „z zaświatów”.

Charakteryzuje też krótko na czym owa pomoc może polegać – na tym, że nasze własne plany i cele jakoś zbiegają się z planami „sił wyższych”, dokładnie tak, jak „plany” naszych zwierząt domowych harmonizują się czasem z naszymi. I sprawa ostatnia: James podkreślał zawsze, że kluczową rolę w wyborze poglądów filozoficznych i innych odgrywa temperament, wyróżnił nawet dwa typy umysłowości – twardą i miękką – które tworzą i lgną do różnych filozofii. Ta twarda koncentruje się na faktach, druga na zasadach, mówiąc najogólniej. Religia jest również domeną ich działalności. I tak, gdy ktoś jest umysłowością skrajnie twardą najprawdopodobniej nie będzie potrzebował żadnej religii, jeśli natomiast skrajnie miękką wówczas wybierze monizm.

Większość ludzi jest jednak gdzieś w centrum miedzy tymi skrajnościami. Do nich może przemówić pluralizm i melioryzm.

 

Streszczenie

 

 

Rzeczywistość jest przez Jamesa rozpatrywana wyłącznie jako korelat poznania. Jest ona dlań tym, co stanowi jakąś barierę i nie pozwala poznaniu na zupełną dowolność. Rzeczywistość jest tym co nasze prawdy muszą uwzględniać. James wyróżnia trzy sfery tak rozumianej rzeczywistości: fakty, prawidła umysłowe, oraz grupy prawd zastanych. Gdzie indziej formułuje to nieco inaczej, mianowicie jako: strumień danych zmysłowych, relacje między jego elementami (odnajdywane przez intelekt) oraz stare prawdy. Te trzy czynniki są tym, z czym musimy się liczyć i za każdym razem do nich się na naszym poznaniu stosować. Mimo tej ograniczającej funkcji nawet one są jakoś przez nas samych utworzone. Dla przykładu: fakt jest dla nas barierą, ale co jest faktem to już sami wprzódy ustanowiliśmy. Rzeczywistości „samej w sobie” nie możemy spotkać nigdy, gdyż każde spojrzenie na nią zawiera czysto podmiotowe elementy (pojęcia, cele).

Pogląd, że my tworzymy rzeczywistość, ale jesteśmy w tym ograniczani przez pewne czynniki nazywa James humanizmem. Humanistyczne spojrzenie na świat musi pociągać za sobą wizję, wedle której ów świat jest otwarty. Otwarty, czyli taki, że nie ma on ostatecznego i wiecznego kształtu. Świat jest tym, czym go ludzie zrobią. Twierdzenie o otwartości świata nazywa James pluralizmem w opozycji do związanego z racjonalizmem monizmu, czyli stanowiska, że postać świata jest raz na zawsze dana i to z konieczności.

Kontrowersja pluralizmu i monizmu przybiera dla Jamesa charakter religijny. Cały sens monizmu sprowadza się dlań bowiem do poglądu, że świat już jest, bo musi być, zbawiony, czyli że zło jest już przezwyciężone, jest pozorem. James podkreśla jednak, że również jego pluralizm może mieć taki religijny wymiar i pokazuje na czym może polegać zbawienie z tego punktu widzenia. Zbawienie świata jest możliwe jeśli ludzie będą postępować wedle swoich najlepszych możliwości i ideałów. Stanowisko to polega na próbach radykalnej eliminacji zła, a nie na uczynieniu z niego pozoru, co więcej każda próba takiej eliminacji może zakończyć się prawdziwą porażką, bo tu (nie jak w monizmie) naprawdę można ponieść klęskę. Taka soteriologię nazywa James melioryzmem.



[1] W. James, Pragmatyzm, str. 86, Kraków 2004.

[2] (…) ideami prawdziwymi są te, które możemy przyswajać, uzasadniać, potwierdzać i weryfikować. Pozostałe idee są fałszywe. Na tym właśnie polega znaczenie praktyczne, jakie ma dla nas posiadanie idei prawdziwych, takie zatem jest znaczenie samej prawdy, gdyż znamy ją tylko w tej postaci (Pragmatyzm, str. 87).

[3] W istocie prawda żyje w większości przypadków na kredyt. Nasze myśli i przekonania są w obiegu dopóki nic ich nie zakwestionuje, tak samo jak o obiegu sa banknoty, dopóki nikt nie odmówi ich przyjęcia (tamże, str. 90).

[4] Tamże, str. 106.

[5] Tamże, str. 109.

[6] To, że kolejne badania przyjmują za fakty wciąż te same zjawiska jest osobnym zagadnieniem. Najważniejsze dla mnie jest to, że nie muszą tego robić.

[7] Ferdinand Canning Scott Schiller (1864 – 1937) niemiecko-angielski filozof, swój pragmatyzm nazywał “humanizmem”.

[8] Materią, czyli czymś potencjalnym.                                    

[9] Pragmatyzm, str. 105

[10] tamże, str. 109.

[11] Rudolf Hermann Lotze (1817 – 1881) niemiecki filozof i logik.

[12] tamże, str. 111.

[13] Tamże, str. 112.

[14] Tamże, str. 114.

[15] Tamże, str. 115.

[16] Widać tu motyw religijny, konkretnie, soteriologiczny, czyli dotyczący zbawienia.

[17] Tamże, str. 126.

[18] James odrzuca tradycyjne rozumienie możliwości, jako czegoś, co jest większe niż niebyt, ale mniejsze niż byt.

[19] Tamże, str. 124.

[20] Tamże, str. 125.

[21] Tamże, str. 125.

[22] Tamże, str. 129.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Technologie