0 obserwujących
7 notek
2279 odsłon
207 odsłon

Mów to każdemu

Wykop Skomentuj4


Dokument Sekielskich obejrzałem ze wzruszeniem, choć powiem szczerze, że na emocjonalne paroksyzmy i rozklejenie byłem już uodporniony po obejrzeniu "Leaving Neverland" o Michaelu Jacksonie. Sekielscy wykonali dobrą robotę. Dzięki jakże odważnym ofiarom księży pedofilli zdemaskowali i potajemnie nagrali zwyrodnialców w sutannie. Zwyrodnialców i recydywistów, których nie dosięgła ręką sprawiedliwości kościelnej i świeckiej i którzy przez tyle lat otaczani byli ochronnym kloszem przez wyższych hierarchów.  

Nie ma naszej zgody bez względu na światopogląd na to, aby objawy raka pedofilii w łonie kościoła przerzucane były w inne miejsca. Mówiąc obrazowo i dobitnie, nie jest do przyjęcia, aby hierarchowie wspomagali „przerzuty tego raka”....do innych parafii.

Dokument jak wiadomo skupia się wyłącznie na duchowieństwie katolickim. Musimy jednak na wstępie odnieść się sprawiedliwie do oficjalnych statystyk organów ścigania, z których wynika, że problem pedofilii w kościele jest problemem marginalnym, promilowym tyleż w obrębie samego Kościoła, co w zestawieniu z innymi grupami społecznymi. Wg ww. danych najwięcej skazanych pedofilów występuje wśród pracowników fizycznych (ślusarzy, murarzy itp.), a inne uprzywilejowane grupy zawodowe nie są mniej wolne od tych przestępców. Istnieją dwie możliwości tej dysproporcji. Pierwsza jest taka, że istotnie w kościele problem jest sporadyczny, ale każdy pojedynczy przypadek „waży” więcej i jest po stokroć bardziej skandaliczny i jaskrawy medialnie z uwagi na słusznie przypisywaną moralno-etyczną rolę Kościoła. Druga zakłada czarny jak sutanna scenariusz, że oto w Kościele odsetek pedofilów jest w rzeczywistości o wiele większy niż w ujęciu oficjalnych raportów, ale nieskutecznie wykrywany lub zamiatany pod dywan przez silne i zorganizowane powiązania instytucjonalne. Nie zmienia to faktu, że ta ostatnia możliwość zastosowanie może mieć również do innych tzw. środowisk elitarnych, których hermetyczność może być wielekroć szczelniejsza niż kościelna.

Przejdę do słabych stron dokumentu.

Pierwszym minusem dokumentu Sekielskich jest uzyskany manipulacyjnym zabiegiem bardzo pesymistyczny wydźwięk końcowy dokumetu. W jednej z ostatnich scen prawnik broniący ofiar wraz z jedną z ofiar próbuje skontaktować się z kardynałem Dziwiszem poprzez przysłowiowe kołatanie do drzwi o różnych porach dnia. Widz pozostawiony jest w odczuciu, że kardynał jest zupełnie nieuchwytny i nieskory do spotkania, jakby wyczuwał czekającą go wrogą indagację ze strony prawnika i ofiary. Drobna manipulacja autorów polega w tym, że hierarchowie kościelni, podobnie jak wszystkie osoby na wysokich stanowiskach (ale przecież również lekarze, fryzjerzy i manikurzyści) wymagają umówienia wizyty (tu: audiencji) z wyprzedzeniem, a nie rendez-vous ad hoc. W ostatniej scenie pojawia się dialog zamykający, który jakoby kładzie krzyżyk na szanse ukarania księży przestępców: „Co zrobisz? Nic nie zrobisz.” W świetle realnych działań Kościoła jest to konkluzja tendencyjna, a nawet błędna.

Po pierwsze dlatego, że Papież Franciszek w ogłoszonym niedawno dokumencie „Vos estis lux mund” bezpardonowo wypowiada wojnę nie tylko pedofilii, ale również wykorzystywaniu przez kapłanów np. niepełnosprawnych, sióstr zakonnych oraz dzieci powyżej 15 roku życia. W dokumencie Papieża taryfy ulgowej brak również wobec biskupów przełożonych. Owoce tych działań mogą być już faktem, o którym autorzy dokumentu sobie nie zdają sprawy. Tak samo, jak nie zdają sobie sprawy z działań poprzedników obecnego Papieża, które stopniowo „docierają się” w ostatnich czasach.

Po drugie, sama racjonalna refleksja skłania mnie do wniosku, że w strategicznym interesie Kościoła nie jest tworzenie i konserwacja przyczółków dla ohydnych pedofilów i ich ochrona. Nie jest w jego żywotnym interesie prowadzenie „pedofilskiego podziemia” w świetle malejącej liczby powołań. Nie ma bowiem większej patologii, która bardziej zniechęcałaby wiernych do Kościoła i religii niż pedofilia. Z własnych obserwacji wnioskuję, jak bardzo łatwo wiernych można do Kościoła zniechęcić i zrazić. Przykładem mogą być rzeczy materialne, którymi wielu prezbiterów i biskupów lubi się otaczać, życie ponad stan, dość częste przypadki romansów z kobietami, co aż tak nie szokuje w kontekście jakże trudnego do zniesienia celibatu. Dla Kościoła ostatnią rzeczą, na którą może sobie pozwolić, to strata wiernych.

Wiele osób słusznie zwraca uwagę, że większośc księży zwyrodnialców pokazanych w dokumencie to tajni współpracownicy SB, a więc prawdopodobnie tacy, którzy podpisali komunistyczne cyrografy w rezultacie demaskacji ich zboczeń przez funkcjonariuszy bezpieki. Fakt współpracy księży pedofilów z SB nie oczyszcza co prawda Kościoła z odpowiedzialności za utrzymywanie czarnych owiec w swoich strukturach, ale na pewno rzuca inne światło na całą sprawę. I jeżeli grono nieżyczliwych Kościołowi osób nazywa Kościołem mafią, to popełnia błąd, o ile odnosi ten epitet do całej instytucji kleru. Jeżeli natomiast odnosi to określenie do wąskiego, ale niezwykle mocnego i obleczonego w szaty liturgiczne środowiska pederastów, pedofilów oraz, co warto podkreślić, efebofilów w strukturach Kościoła, to prawdopodobnie ma rację. Uważam, że Kościół przesiąknięty jest sprawną „piątą kolumną”, której celem nie jest transcendencja, ale doczesna władza, rozpusta, kontrola, a może i nawet docelowo implozja całej wspólnoty.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo