W niedzielę, 18 kwietnia 2010 historia Polski zamknie pewien okres, zatoczy pewne koło.
Niezbyt często się zdarza, by naród mógł być tak blisko świadkiem dokonującej się na jego oczach historii. A dzieje się tak, gdy historia wykonuje dramatyczne zakręty, gdy, jak 10 kwietnia bieżącego roku, dochodzi do tragicznych wydarzeń.
Uczestnicząc w historycznych wydarzeniach można zrozumieć ich znaczenie i ich powagę. Można więc przy okazji zachować powściągliwość w wypowiadaniu pochopnych sądów, można przemilczając, czasem oczywiste prawdy lub wątpliwości, dać dowód swej dojrzałości, swej kultury i swej klasy.
Narody mają to do siebie, że potrafią w swej masie zachowywać się godnie lub kompromitować się masowo. Ale to historia oceni to, czego dzisiaj i w jutrzejszą niedzielę będziemy wszyscy naocznymi świadkami.
Za ćwierć wieku także prezydentura Lecha Kaczyńskiego oceniana będzie z nowej perspektywy i w obliczu nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, która nie zawsze będzie musiała rozumieć i znajdywać wszystkie odpowiedzi, na wiecznie i od nowa pojawiające się pytanie... dlaczego...
Zaraz po niedzielnym pogrzebie Polska obudzi się, niestety, do nowej wojny i do nowej, jeszcze bardziej brutalnej kłótni. Krótkotrwała, spowodowana tragicznymi wydarzeniami pod Smoleńskiem kampania wyborcza o najwyższy fotel w państwie przerodzić się może w bardzo zaciętą i, powtórzę, niestety, bezpardonową walkę o być, albo nie być. Obawiam się, że zaraz i wszyscy będziemy tego świadkami. I obym się mylił...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)