0 obserwujących
8 notek
12k odsłon
  6399   0

Krzysztof Habich czyli wojna z Państwem

Najsłynniejszemu polskiemu „oszustowi podatkowemu” prokuratura nie zdołała dotychczas udowodnić żadnego oszustwa podatkowego

- Na poszczególne podatki przepisuję po prostu właściwe pigułki – mówił Krzysztof Habich w latach 90. – Na VAT różowa, na dochodowy zielona, a na ryczałt biała. Na początku lat 90. uchodził za jednego z najbogatszych ludzi w kraju, był nagradzany i fetowany. A choć dziś siedzi w więzieniu, to zarzucanych mu licznych oszustw podatkowych wymiar sprawiedliwości nie jest mu w stanie udowodnić.

Doradcy podatkowi mówili o nim „Larry Flint polskiego biznesu”, bo tak jak amerykański magnat porno uwielbiał prowokować urzędników. W wyniku jego prowokacji państwo musiało szybko zmieniać przepisy, a on zostawał z pieniędzmi. W kilkudziesięciu sprawach sądowych on i jego klienci zostali już uniewinnieni. Dwadzieścia miesięcy temu został aresztowany pod zarzutem wyłudzania VAT. Proces w tej sprawie do dziś nie może się rozpocząć.

15 lutego 2002 roku na schodach Sądu Rejonowego w Siedlcach Krzysztofa Habicha zatrzymała policja. Właśnie zakończył się jego kolejny proces. Podczas rozprawy prokuratura wycofała akt oskarżenia i oświadczyła, że sprawy nie było – po trwającym prawie pięć lat śledztwie okazało się, że policja prawdopodobnie wymuszała zeznania na świadkach.

Winne jest złe prawo podatkowe

Krzysztof Habich to bardzo kontrowersyjna postać. Choć nie jest prawnikiem, znakomicie potrafi poruszać się w materii prawnopodatkowej, czyniąc użytek ze znajdywanych w niej licznych furtek i dziur, pozostawionych przez nie tak uważnych posłów i urzędników aparatu skarbowego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby ta wiedza nie prowadziła do naciągania fiskusa – czyli wszystkich podatników – na zwrot pieniędzy za fikcyjne bądź odpowiednio ustawione transakcje. Straty poniosło także wielu korzystających z porad Krzysztofa Habicha. Być może nie potrafili tak biegle jak on posługiwać się przepisami przed obliczem służb skarbowych.

Aparat skarbowy, z którego drwił sobie Habich przez wiele lat, zrewanżował mu się wieloma doniesieniami do prokuratury, ale niewiele wytoczonych przeciwko niemu spraw udało się doprowadzić do finału, czyli prawomocnego wyroku. Habich tymczasem siedzi w więzieniu, stając się wzbudzającą współczucie ofiarą wściekłych, ale bezsilnych stróżów prawa podatkowego. Racja być może jest po stronie urzędników skarbowych, ale sympatia – po stronie tego, który z nimi zadarł.

Ofiarą nie jest jednak Krzysztof Habich, ofiarami jesteśmy my, podatnicy. Przypadek Habicha kompromituje państwo i stan prawa podatkowego w naszym kraju. Nie byłoby pokrętnych jego interpretacji, gdyby nie było dziurawe i pokrętne. Habicha wykreowali właściwie sami twórcy prawa podatkowego, którzy nie są w stanie przewidzieć złych konsekwencji złych przepisów. To jeszcze jeden argument za jak najdalej idącym uproszczeniem prawa podatkowego, wprowadzeniem jednolitego podatku dochodowego, likwidacją ulg i wyłączeń w VAT.

Wcześniej czy później Habich wyjdzie przecież z więzienia. A poza tym mogą znaleźć się jego naśladowcy.

Krzysztof Bień

Wychodzącemu z budynku Habichowi zajechały drogę dwa cywilne samochody. – Z pierwszego wysiadło czterech gości – wspomina Piotr Sarba, jego były kierowca – błysnęli policyjnymi legitymacjami, spytali, czy wejdzie grzecznie do środka. Wtedy ostatni raz widziałem szefa na wolności.

Przedtem prokuratorzy z całego kraju kilkadziesiąt razy oskarżali Habicha o oszustwa podatkowe, lecz choć jego działania pozbawiły państwo milionów planowanych dochodów z podatków, to ani razu nie udało się udowodnić mu złamania prawa. Tym razem miał zostać wreszcie przykładnie ukarany.

Sprawę wziął w swoje ręce sam Kazimierz Olejnik, znany m. in. z rozpracowania łódzkiej „ośmiornicy”. Prokurator ogłosił wykrycie wyjątkowo niebezpiecznej szajki oszustów podatkowych. Aresztowano ponad dwadzieścia osób. Na pierwszych stronach gazet widniały słowa prokuratora Olejnika: „Przywódcą grupy okazuje się dobrze znany aparatowi skarbowemu Krzysztof H.! „. Prokuratura zarzucała mu utworzenie organizacji przestępczej, która miała wyłudzać podatek VAT eksportując koszulki, filmy i płyty produkowane w zakładach pracy chronionej (warsztaty szkolne). Wobec aresztowanych zastosowano nadzwyczajne środki ostrożności – na przesłuchania, ze skutymi nogami i rękami, konwojowali ich uzbrojeni i zamaskowani członkowie brygady antyterrorystycznej.

Kiedy akta prokuratury sięgały dwustu tomów po dwieście stron każdy, prasa zaczęła zapominać o Habichu. Prokurator Olejnik awansował tymczasem do Warszawy, a trudną sprawę zostawił łódzkim kolegom. Wkrótce sądy odwoławcze wypuściły prawie wszystkich aresztowanych. Krzysztof Habich został wprawdzie za kratkami, ale okoliczności sprawy postawiły prokuraturę w gorszym położeniu.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale