26 obserwujących
392 notki
366k odsłon
589 odsłon

Czy ktoś pokusi się o opinię ws. opinii sędziego? Zachęcam i proszę.

Wykop Skomentuj35

Drodzy Państwo!

Potrzebuję szczerych, przemyślanych, rozważnych i poważnych opinii w kontekście odpowiedzi na zadane na końcu notki pytanie dotyczące okoliczności prawno – proceduralnych w opisanym poniżej przypadku. Pytanie jest bardzo proste. Oczywiście za każdą opinię będę wdzięczna, natomiast za te merytoryczne z przemyślanym uzasadnieniem – wyjątkowo szczególnie. :)

Zachęcam do komentowania i przyjaciół i wrogów, jeśli takowych posiadam. Nie mam nic przeciwko nie pozostawieniu na mnie suchej nitki jeśli kogoś najdzie potrzeba. Można mnie obsmyczyć od góry do dołu, byle tylko wpleć merytoryczną i klarowną odpowiedź na nurtujące mnie pytanie.


Otóż wyobraźmy sobie przypadek prawny:

Szary obywatel napisał skargę o prezesa sądu opisując rażąco niewłaściwe – jego zdaniem - zachowania sędziego prowadzącego proces członka rodziny tego szarego obywatela. Prezes zasugerował obywatelowi skierowanie kroków na drogę postępowania dyscyplinarnego przeciwko sędziemu. Szary obywatel odpuścił, bo uznał, że szkoda zachodu, czyli czasu, papieru i druku na napisanie pisma do rzecznika dyscyplinarnego, oraz 5 zł na przesyłkę pocztową.

Natomiast sędzisko się wkurzyło i poleciało do prokuratury pożalić się, że zostało pomówione i znieważone w tej skardze do prezesa.


Po przekręceniu przez prokuratorkę wypowiedzi obywatela z tegoż pisma do prezesa, oraz po powyrywaniu z kontekstu pojedynczych zwrotów, poszedł akt oskarżenia z art. 212, 226 i 231a kk, czyli pomówienie, znieważenie w związku z wykonywaniem czynności służbowych oraz znieważenie bez związku z wykonywaniem czynności tylko z powodu zawodu i stanowiska.

Co ciekawe, gdyby ktoś zajrzał do art. 226 kk zauważyłby, że przepis ten nakazuje ściganie za znieważenie „PODCZAS i w związku” z wykonywaniem czynności. No ale, że podczas nie zaistniało, bo skarga do prezesa poszła pocztą, więc osobistej styczności z sędziskiem nie było, to prokuratorka wyrzuciła sobie to słowo z przepisu jak skórkę od banana, bo co tam sobie głowę zawracać przepisem, skoro ego kolegi cierpi, prawda?


Sąd rejonowy, w którym orzeka wkurzony sędzia, a który był właściwy do rozpoznania sprawy – wykluczył się. Wszyscy sędziowie co do jednego poskładali wnioski o wyłączenie od sprawy ze względu na powiązania zawodowe i towarzyskie i jeden drugiego nawzajem powykluczali.

Sąd Okręgowy – zgodnie z procedurą - przeniósł sprawę do sądu w sąsiednim miasteczku. A tam znowu prawie połowa wydziału karnego samych znajomków. Też poskładali wnioski, żeby ich wykluczyć od rozpoznania sprawy, w tym przewodnicząca tegoż wydziału, bo się „znają i kochają” mówiąc metaforycznie, a to mogłoby budzić podejrzenia co do braku bezstronności przy rozpoznaniu sprawy.


Jednak znalazło się dwóch takich, co podjęli się wyrokowania. Pierwszy skazał szarego obywatela wyrokiem nakazowym czyli bez żadnych wątpliwości, bez żadnej rozprawy, za plecami na posiedzeniu (zgodnie z procedurą), że szary obywatel pomówił i znieważył wkurzonego przyjaciela pani przewodniczącej wydziału, w związku i bez związku z wykonywaniem czynności służbowych, tj. jak leciało po wszystkich artykułach z aktu oskarżenia, łącznie z tym uszczuplonym o słowo „podczas”.

Druga podwładna pani przewodniczącej wydziału, tj. koleżanki wkurzonego sędziego, deczko poucinała tych artykułów w wyroku. Skazała szarego obywatela tylko za pomówienia, tłumacząc że znieważenia nie było, bo przecież szary obywatel w skardze do prezesa nie wyzywał sędziska wulgarnie. Oczywiście zawnioskowanych świadków nie dopuściła do zeznań, a w nagranym i odsłuchanym protokole rozprawy, co do której skarżył się obywatel do prezesa, nie dosłyszała pyskówek sędziska. Uznała, że sędzisko miało prawo w taki deseń trzymać porządek na sali rozpraw, a jak obywatelowi się nie spodobało i się poskarżył do prezesa, to winien zapłacić 2 tys. zł grzywny plus 674 zł kosztów procesu i wisieć 10 lat w rejestrze skazanych.


Poszła apelacja szarego obywatela.

W sądzie okręgowym sprawę dostała sędzia delegowana z tego sądu, w którym toczyła się sprawa jako w I instancji. Czyli orzeka ona w sądzie rejonowym, w którym połowa wydziału z przewodniczącą to przyjaciele wkurzonego sędziego, no ale została na jakiś czas delegowana do pełnienia obowiązków w sądzie okręgowym. I dostała tą sprawę.

Szary obywatel złożył wniosek o wyłączenie jej ze sprawy, no bo przecież to również podwładna przewodniczącej przyjaciółki sędziska i wkrótce wróci do tamtejszego wydziału, więc istnieje obawa, że nie będzie chciała się narażać i sprawy nie poprowadzi obiektywnie, żeby na nią później całe towarzycho wilkiem nie patrzyło i świństw nie robiło.

Sędzina najpierw z własnej inicjatywy, zgodnie z procedurą wystąpiła do Sądu Najwyższego, żeby ten przeniósł sprawę do innego sądu okręgowego. Sąd Najwyższy stwierdził, że uzasadnienie jej wniosku jest nieprzekonujące i nie ma potrzeby przenosić.

Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo