Halo Halo
327
BLOG

Błogosław Panie Kaczolikom i Palikociakom... :)

Halo Halo Społeczeństwo Obserwuj notkę 10

To jedna z tych historii, w których aktywnie uczestniczy Bóg. Aż czuje się w kościach, że pośredniczy w negocjacjach siedząc ludziom na karku. :)

 

Zaczęło się od tego, że Halosiowi ponad tydzień temu obumarła ósemka w gębie. Bo Haloś jest typem, który tak ma, że z dnia na dzień coś mu obumiera i gnije w tkankach. Wszystko dobrze, nic się nie dzieje i raptem bach – zgorzel.

Dentysta rozwiercił ząb, żeby zgnilizna nie szła w kość tylko na zewnątrz i kazał natychmiast zgłosić się do chirurga szczękowego na usunięcie. Latał Haloś z wywieszonym ozorem, szukał pomocy, obdzwonił całą stolicę… Na lipiec miejsca. Głowa Halosia nawala, oko po przekątnej zapuchło, nogi rwą… Nie ma szans. Nikt nie ma litości. Prywatnie. Cena od 250 d0 500 zł.

Haloś nie może teraz płacić za zęby, bo wkopał się w prostowanie ścian, żeby drzwi se pokojowe założyć – takie jak z pałacu – i mu zaśpiewali… Przecież nie będzie brał kredytu na ząb, żeby bankierskie piranie dorabiać? Zatem zagryzł zęby i cierpi.

Przed rwaniem trza zrobić rentgen. Dostał Haloś skierowanie i pojechał dziś tam, gdzie go wysłali – do innej dzielnicy. Powiedzieli, że tam bez zapisów… i się okazało, że źle powiedzieli. Haloś rączęta załamał.

- Pani kochana, ja od tygodnia chodzę… ząb rozwiercony… łeb nawala… terminy na lipiec… - woła Haloś zrozpaczony do młodej, niskiej i korpulentnej rentgenolożki - Pewien lekarz z piątej dzielnicy z litości powiedział, że moooooże przyjmie mnie w poniedziałek, bo ma trochę luźniej ale musi mieć rentgen.  Ja muszę mieć dziś zrobiony (bo do następnego wtorku rentgena w tej przychodni nie robią). Ja panią strasznie błagam, szuram wręcz kolanami po ziemi. Będę błogosławić do końca życia…

Haloś przygląda się scenie, którą odstawia i oczom własnym nie wierzy, co wyprawia… Normalnie nie poznaje sam siebie na co go stać.

- No dobrze – odpowiada pani rentgenolog. - Proszę. Mówi pani, że w poniedziałek lekarz zgodził się przyjąć?

I raptem w jej oczach Haloś dostrzegł feministyczny błysk, przy którym Środa, Szczuka i Nowicka, to stare trupy, a który można przetłumaczyć na słowa:

‘Baby górą! Kichać na samca, co łachę robi z litości!’

- Wie pani co? – zagadała  – Ja pójdę pogadać z doktor, a pani niech się ładnie uśmiecha, to może zaraz pani wyrwie.

Halosia zatkało z niedowierzania.

- Yyyyy…. Tak, oczywiście, będę się uśmiechać pełną gębą. Wszystkie ząbki w uśmiechu pokażę łącznie z tą martwą ósemką. :)

Po 10 minutach Haloś został poproszony na fotel. Wchodzi. A tu normalnie doktor taka Kaczoliczyca, że Halosiowi nogi się ugięły z wrażenia i chciał wiać. Stara, sucha, maska sztywna, oczy jak z SS (Schutzstaffel) a na czole jak wół wypisana Deklaracja Wiary.

- Co to za dziwne nazwisko? – pyta doktor.

- Yyyy… no… po mężu.

- Ale chyba nie Polaku?

- No nieee…. – kwęczy Haloś przerażony.

- Skąd jest mąż?

- Eeeee… ze środka Afryki – szepcze konający ze strachu Haloś.

- Jak żeście się poznali?

Haloś grzecznie opowiedział.

- DZIECI MACIE?

Jezus Maria! Co robić? Powiedzieć prawdę? Haloś przecież nie okłamuje. Ale jak powie prawdę, że nie ma, to doktor gotowa jeszcze nie wyrwać tej ósemki tylko obcęgami zdzielić przez łeb bez znieczulenia…

-Yyyy… eeee… nieeee… - piszczy Haloś.

W tym momencie czoło doktor, z Deklaracji Wiary zamieniło się w SONDERKOMMANDO.

- Dlaczego?

- No bo… zapalenie tkanki łącznej… miopatia… zespół pozakrzepowy żył głębokich… lekarze odradzają, że mogą być komplikacje… zagrożenie życia…

Cisza. Sonderkommando z czoła powiększyło się do kwadratu.

- Ale… my jeśli chodzi o zabezpieczenia – kontynuowała Haloś - to prawie nic z tych rzeczy, bo hormonalna antykoncepcja to straszne zło, trucizna… w ogóle nigdy w życiu żadnej tabletki! To wyniszcza kobiety…! No ale jak widać natura nie dąży do poczęcia…

No. Napięcie puściło, siekiera zawieszona w powietrzu opadła na podłogę, w gabinecie zrobiło się jaśniej, doktor rozgrzeszyła Halosia wobec tej deklaracji, wzięła obcęgi i jak gwoździa ze ściany wyciągnęła Halosiowi trupa z gęby.

Uffff… Załatwione. Haloś nie skłamał i pięć stów pozostało w kieszeni.

- Bóg zapłać – ukłoniłam się do samej ziemi, zawinęłam receptę na antybiotyk, nogi za pas i prysnęłam czym prędzej do domu.

 

No cóż. Trza Bogu podziękować, że przyłożył dziś palec, zakręcił kim trzeba i nie pozwolił Halosiowi wykończyć się do lipca ze zgorzelinowym trupem w gębie.

Haloś oczywiście kłania się Bogu do samej ziemi i wali czołem w posadzkę. Ale wie, że Bóg po prostu spłacił swoje długi. Bo niedawno Haloś zrobił coś dobrego dla przedstawiciela służby zdrowia. Spotkał na zakupach starą panią doktor pierwszego kontaktu, utykającą na nogę, leczącą jej babcię. Halo miała wózeczek tylko do połowy wypełniony zakupami. A pani doktor dwie, ciężkie siaty. Więc Haloś wsadziła siaty pani doktor na wózeczek i zatachała jej zakupy przez całe osiedle pod sam dom. A wiadomo, że co dajesz, to do ciebie wraca. Więc dziś przedstawiciele służby zdrowia zrobili coś dobrego dla Halosia. :)

Przysięgam przed Bogiem i ludźmi, że dialogi z dzisiejszej notki są w stu % prawdziwe. I kto mądry, to wyciągnie z nich prawidłowe wnioski.

A teraz Haloś idzie konać, bo znieczulenie schodzi i szczęka rwie jak od 25 lat reszta ciała podczas zaostrzeń choroby.

 

Halo
O mnie Halo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo