Panie Chazan! Nie piszę „doktorze” – bo to niezgodne z moim sumieniem.
Proszę odpowiedzieć mi na proste pytanie.
Czy dokonałby pan mi aborcji w takim hipotetycznym, acz bardzo możliwym w urzeczywistnieniu się przypadku:
W wieku 14-19 roku życia przechodziłam epizody zakrzepowego zapalenia żył głębokich kończyn dolnych łącznie ze skrzeplinami w żyle głównej dolnej – 5 cm pod przeponą. Obecnie pozostał mi pozakrzepowy zespół z uszkodzonymi zastawkami w kończynach.
Nigdy w życiu nie wzięłam do ust ani jednej hormonalnej tabletki antykoncepcyjnej, żadnych plastrów czy innych chemicznych środków.
Załóżmy, że jestem w którymś tam tygodniu ciąży, płód już ma swoją wielkość, ale nie jest jeszcze w stanie przeżyć samodzielnie poza łonem. Jednak fizjologicznie uciska mi na żyłę główną dolną. Utrudnia odpływ krwi z kończyn dolnych. Z racji spowolniałego krążenia robią się zakrzepy. Załóżmy, że jestem zaskrzepiona jak za młodu – skrzep przy skrzepie.
Jestem na mieście. Przechodzę obok pańskiego szpitala. Nagle zaczynam się dusić, bo urwał się skrzep i poszedł na tętnicę płucną blokując ją całkowicie.
Wpadam do pana - bo najbliżej - z gałami wybałuszonymi z przerażenia. Nawet nie mogę krzyczeć ratunku.
Rozumiem, że w pierwszym rzędzie zoperuje mnie pan, żeby wyciągnąć skrzep z tętnicy. Ale co dalej?
Czy dokona mi pan aborcji, czy będzie podawał w ciąży konieczne dla rozpuszczenia skrzeplin środki przeciwzakrzepowe – pochodne kumaryny, które są SILNIE TERATOGENNE DLA PŁODU.
Co pan zrobi? Zabije pan dzieciaka, czy zrobi z niego CIĘŻKĄ KALEKĘ NA CAŁE ZYCIE?
Króko: zabicie, czy deformacja płodu i dalsze narażanie mnie na śmierć?
I proszę mi jeszcze wytłumaczyć, bo tyle pan mówił w TV o cierpieniach i bólach płodów i noworodków, jak to jest, że do 1 roku życia miewałam incydenty zagrożenia życia (mama mówiła, że raz przez sen poszła mi strużka krwi buźką) robili ze mną w szpitalach najróżniejsze rzeczy – bolesne i chronicznie nieprzyjemne dla świadomego człowieka, bez znieczuleń, bo to za komuny było i nikt się cackał, a ja…
kompletnie tego nie czułam, nie pamiętam, nie miałam świadomości żadnego cierpienia. Gdyby mnie wtedy siekali na kawałki a mój obwodowy układ nerwowy zwijał się w chiński paragraf podczas siekania – prawdopodobnie mojemu brakowi świadomości zwisałoby to i powiewało.
Jak to jest panie Chazan na tym świecie? Bo jedno pan mówisz, a ja drugie doświadczam w realiach.


Komentarze
Pokaż komentarze (131)