Inspiracją poniższych przemyśleń była zwyrodnialcza notka i dyskusja, która od wczoraj toczy się na blogu niejakiego Citisusa. Przedmiotem tego uwłaczającego ludzkiej godności linczu jest kobieta po zabiegu in vitro. Oczywiście mniej podłe nagonki toczą się na innych blogach jak i w telewizji. Swoje dwieście dwadzieścia pięć groszy dorzuca Kościół Katolicki.
Kobieta, kobieta i kobieta... winna... powinna się liczyć... zdawała sobie sprawę... była świadoma... niech ponosi konsekwencje za wady płodu... Do tego wyrzucane są z bestialskich gardzieli niewyobrażalne teksty pod jej adresem, wobec których ukamieniowanie byłoby aktem miłosierdzia.
Względem męskiego udziału w zapłodnieniu iv vitro panuje GROBOWA CISZA. Nikt nie powiesi na facecie nawet jednego, małego pieska.
W sytuacjach par decydujących się na iv vitro - w świetle powyższych postaw - facet, który dał swoją spermę na szkło celem zapłodnienia żony, jest zdegradowany do roli upośledzonego umysłowo dawcy - zapładniacza.
Z postaw otwierających gęby w dyskusjach wynika, że facet nie winien... nie zdawał sobie sprawy... nie był świadomy... konsekwencje go nie dotyczą... Czyli niepoczytalność całkowita. Dlatego w psychopatycznym wyżywaniu się pomijana jest jego osoba.
To kobieta wszystkiemu winna, ta wredna, podła, co w raju zerwała jabłko z zakazanego drzewa, ugryzła i dała do zjedzenia tej biednej kalece umysłowej, niepoczytalnej, bezwolnej, niczego nie świadomej, niezdolnej do decydowania, wymagającej całodobowej opieki istocie (przede wszystkim podciągania majtek i wycierania nosa) - Adamowi. I przez to ludzki ród cierpi nieszczęścia, bo podła baba wykorzystała niedorozwiniętego i wylecieli z raju.
To jest samcza mentalność. Infantylny, niedojrzały, gówniarski konstrukt osobowości przedstawicieli męskiego rodu, który zatrzymał się w rozwoju emocjonalnych, moralnym i społecznym na poziomie trzylatków z przedszkola.
Główną cechą charakteru tego samczego konstruktu, który hańbi swoim panoszeniem się po świecie garstkę wyewoluowanych mężczyzn tego świata jest TCHÓRZOSTWO.
Tchórzaste samce nie urządzą nagonki na facetów, bo raz, że nie pozwoli im atawistyczna, jaskiniowa solidarność męskich plemników, a dwa, że boją się ryzykować zamalowaniem ich w limo przez pozostałych członków męskiego rodu.
Zatem co najłatwiej zrobić, żeby dać upust swojej prymitywnej, ślepej, jaskiniowej agresji? Rozszarpać kobietę. Bo słaba, bo się nie odwinie i nie przywali, bo po prostu jest łatwiej.
Co dziwne, że w społeczeństwie mamy jakiś procent jaskiniowych samic, które przyłączają się do tego procederu w nadziei, że swoją elokwentnością zwrócą na siebie uwagę jakiegoś samca, spodobają się i zostaną zapłodnione.
A cały ten łańcuszek samczo - samiczych prymitywnych, jaskiniowych interesów podkładany jest pod kościół Jezusa Chrystusa z hasłami na sztandarach "obrońcy życia... szacunek dla życia..." i inne pierdoły.
I jak tu proszę Państwa nie być za eugenika? Przecież tak poważne wady rozwojowe umysłów bezdyskusyjnie powinno korygować się na szkle w laboratoriach, skoro Bóg/Natura/Stwórca przez tysiące lat nie potrafi sam się z tymi problemami uporać.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)