Salonowe, nadęte, agresywne samce powinny iść w real i zobaczyć jak się żyje.
Stali bywalcy Salonu i mojego bloga znają mnie z nakręcania się i zrzędzenia na samców. Otóż prawda jest taka... że ja w sumie do płci męskiej nic nie mam. W realu nic złego na samczyków powiedzieć nie mogę. Szczególnie po tegorocznych wakacjach, co się interesów z samcami nakręciłam. Bardzo udane i pańcia jest zadowolona.
Gdzie nie poszłam, cokolwiek załatwić - wszystkie samczyki uczynne, pełne poświęcenia, miłe, operatywne, troskliwe, opiekuńcze, uwijały się, żeby się przypodobać...
Pierwszy dzielnicowy. Musiałam o niego zahaczyć, żeby coś załatwić. Drobny problem. No takie cacuszko, że już prawie, prawie i za mycie okien mi się brał. No chciał mi okna pomyć po tym czerwcowym wycinaniu futryn, choć wcale za bardzo nie narzekałam, że nie mam siły. Ale że 2 lata temu miałam sen, że MOJA mama, za MOIMI plecami, wynajęła MOJĄ letnią rezydencję policjantowi i ja przyjeżdżam na wakacje, a tu mi policjant w wannie siedzi rozebrany do golasa, bo on tu wynajął, to udałam, że nie wiem o co teraz dzielnicowemu chodzi. Jeszcze by się zmrowił, wlazł do wanny i sen by się sprawdził? Wolałam nie ryzykować.
Potem byli hydraulicy. Ach... jak co roku kombinowali i użerali się z moją sypiącą się instalacją. Stawili się natychmiast. Ileż oni napocili się, żeby tu przyłatać, tam przepchać, tam zaklaistrować, żeby ustrojstwo wytrzymało jeszcze z rok do remontu kapitalnego. A w ogóle wszystko za symboliczną złotówkę zrobią, jak będę robić remont, telefony mi swoje powciskali i całe życiorysy podczas roboty naopowiadali.
Kierowcy busików, którymi jeździłam z letniej rezydencji do mamy (50 km). No cacuszka. Torby mi wsadzali i wynosili... ach i w ogóle serdeczność, uprzejmość, nadskakiwali, zagadywali... też już prawie żeśmy się żenili.
Meblowcy spod granicy, co tu przyjeżdżają raz w tygodniu na targ... Ach co oni sobie głów nałamali, żeby na przyszły tydzień spełnić moje zachcianki i żeby prawie za darmo było... tu telefon, tam telefon, tamtego pogonili, żeby już dziś wziął na warsztat, bo pani za tydzień za granicę jedzie... 'Za jaką granicę?' - pytam się. "Cicho, cicho, tak się mówi, żeby sprawę załatwić...' - oni do mnie. Udało się. Nie wiem ile oni na tym interesie zyskają, bo się najeżdżą w te i we wte, nadźwigają, ale ja mam zysk niewspółmierny.
No w ogóle tylko same ochy i achy mogę powiedzieć na samczyków. Hołubią mnie tu i niańczą jak księżniczkę. Zastanawiam się, czy to czasem nie na pokaz, bo może żenić się chcą, a po ślubie wyjdzie z nich prawdziwe, samcze oblicze...? Ale przecież ani ja młoda, ani ja piękna, ani sprawna jak należy, pieniędzy nie mam tylko długami śmierdzę... Stara, biedna, zdychająca gęś jestem w nędznym odzieniu, a młode chłopaki dwoją się i troją... I strasznie mnie lubią, co okazują na każdym kroku. No niebywała sprawa.
Szczerze mówiąc, to ja mam w życiu w zasadzie tak zawsze. A na Salonie gderałam na samców, bo tu takie stare, nadęte, niewydarzone, z komunistycznym wychowaniem się pałętają, to się chciałam z nimi podroczyć. Bo oni to normalnie podejścia do kobiet w sowieckim kołchozie się uczyli. Ja nie wiem, że jeszcze takie mamuty święty Salon na sobie nosi... I to prawdziwymi patriotami się tytułują. Hm!
Poza tym skoro prawdziwi patrioci mają swojego urojonego wroga w postaci jakiegoś nieokreślonego, tęczowego komucha, to ja nie będę gorsza i też sobie uroiłam swojego wroga - samca.
A w realu to się okazuje, że w Polsce to same, fajne chłopaki. Takie do tańca i do różańca... Zaradne, pracowite, przedsiębiorcze, operatywne, milusie... :)
Czy Wy też kobitki tak uważacie? :)


Komentarze
Pokaż komentarze (79)