Halo Halo
315
BLOG

Zainspirowana notką Diviny Rustica ws eutanazji...

Halo Halo Społeczeństwo Obserwuj notkę 13

W dzisiejszej notce Divina Rustica poruszyła kilka intrygujących wątków dotyczących eutanazji.  Niestety dwie osoby, którym świat przysłania zawiść i nienawiść wobec mojej osoby, że od lat nie mogą wygrać ze mną ani na argumenty ad meritum, ani na komentarze o treściach zawierających przemoc psychiczną - rozkołysało dyskusję (przy subtelnym podsycaniu gospodyni) do osoby Halo jako kontrowersyjnej bohaterki Salonu24, co z eutanazją nie ma nic wspólnego.

Wprawdzie autorka notki przyznała się do winy, że nie zapanowała nad dyskusją i zeszła ona na niewłaściwe tory (interpretacja powodów do winy - moja), jednak jej postawy nie przekonały mnie, że dalsza dyskusja nadal nie będzie miała charakteru zabawy w melinie nożowników. A na potyczki z tego typu egzemplarzami, nie mam dziś wybitnie ochoty. Zatem postanowiłam wypowiedzieć się w obszarze poruszanych przez Divinę wątków na swoim blogu.

Pierwszy to sprawa skazanego Andrzeja O. Cytat:

Andrzej O. został skazany na 15 lat więzienia za zabójstwo swojego kolegi 36-letniego Tomasza K.W Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu trwa rozprawa w drugiej instancji,mężczyzna twierdzi, że było to zabójstwo na prośbę ofiary, za które według kodeksu karnego nie grozi 15 lat, lecz maksymalnie do 5 lat więzienia.

Mężczyzna skopał ofiarę, zepchnął ze skarpy, a następnie podciął jej nożem gardło. Wcześniej wziął od ofiary 5 tys. zł. Obrona przekonuje, że to była "eutanazja". Tuż przed śmiercią Tomasz K. pisał bowiem na komputerze pożegnalne listy. Miał chcieć umrzeć i był przekonany, że to jedyne wyjście z kłopotów. Był niepełnosprawny po udarze mózgu i z trudem się poruszał.- czytamy na portalu Onet.

Na podstawie przedstawionych informacji, podkreślam  -  przedstawionych informacji, bo nie znam akt sprawy uważam, że było to morderstwo z premedytacją, ze szczególnym okrucieństwem i nie miało nic wspólnego z eutanazją.

Sprawca wykorzystał depresyjny stan ofiary i jej myśli samobójcze do przykrycia swoich prawdziwych intencji – wyładowania w bestialski sposób zbrodniczych instynktów. Być może zatargi, animozje, urazy i prymitywne, negatywne uczucia nawarstwiały się pomiędzy panami od wielu lat i nadarzyła się dla jednego okazja (słabość psychiczna drugiego) do wyrównania rachunków i uknucia misternego planu obrony przed sądem. Wątpliwości budzi przyjęcie 5 tys. zł. W jakim charakterze? Zapłaty za rzekomą eutanazję, czy zwyczajnej pożyczki, której dłużnik po dokonaniu zabójstwa nie musiałby spłacać?

W moim odczuciu, skopanie, zepchnięcie ze skarpy i poderżnięcie gardła nie jest próbą ulżenia depresantowi w cierpieniu, lecz przejawem bestialskiego dowartościowania się psychopaty, który ofiarę sponiewierał zadając jej niewyobrażalny ból.

 

Drugi wątek poruszony przez Divinę to, cytuję:

Również Ojciec Święty Jan Paweł II zabierał głos w sprawie eutanazji:
„(…) Próśb nieuleczanie chorych, którzy nieraz żądają śmierci nie można rozumieć jako wyrazu prawdziwej woli eutanazji; w istocie bowiem są one prawie zawsze trwożnymi prośbami o pomoc i uczucie”

Pamiętamy chyba dość głośną sprawę sparaliżowanego od ponad trzydziestu lat mężczyzny, który od serca, bez znajomości litery prawa napisał do Sądu prośbę o umożliwienie eutanazji. Oczywiście, sprawę oddalono(…).

Jak się okazało po latach, sprawa Janusz Świtaja, bo tak nazywał się wołający o pomoc państwa mężczyzna, była faktycznie chęcią zwrócenia na siebie uwagi, przede wszystkim chorego systemu pomocowego. Wystarczyło zainteresowanie prywatnych instytucji  i osób, by życie tego człowieka zmieniło się diametralnie. Dziś pytany odpowiada: „dziękuję tym wszystkim, których los postawił na mojej drodze(…)”.

Być może są osoby, które prośbą o eutanazję lub informowaniem, że zamierzają popełnić samobójstwo – chcą zwrócić na siebie uwagę, a zaoferowana im pomoc w sprawach życiowych przywraca im wolę życia.

Są jednak osoby, którym ta pomoc przedłuża tylko cierpienia.

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy leżysz Czytelniku 30 lat całkowicie sparaliżowany, życie straciło dla Ciebie sens, zwracasz się z prośbą o eutanazję. Społeczność uznaje, że jest to wołanie o pomoc dla życia, eutanazji odmawia (tak jak ten sąd) i zaczynają schodzić się pielgrzymki ochotników o wielkich, gorących sercach, którzy ze szczerej miłości do bliźniego poświęcają swój czas, pieniądze, siły, rezygnują z części własnego życia, by się Tobą zaopiekować.

Zaczynają przynosić zabawki – komputery, gry, książki, inne klamoty, którymi zabawiają Cię jak niemowlaka. Opowiadają setki i tysiące optymistycznych historii mających na celu wpompowanie w Twojego ducha optymizmu i nadziei. Wywożą Cię na spacery, pokazują w parku ptaszki i pszczółki, zabierają do teatru, kina, na dyskoteki… Za wszelką cenę pokazują, że warto żyć.

Patrzysz na ten ogrom wysiłku, poświęcenia, życzliwości… na ten ogrom wartościowych ludzi…

Czy miałbyś odwagę powiedzieć im o swoich prawdziwych uczuciach, gdyby były one takie:

‘Słuchajcie, nie jestem infantylną istotką, której przyjemność sprawia zabawianie się zabawkami - komputerami, grami, książeczkami. Nie jestem trzyletnim Jasiem, któremu przyjemność sprawia słuchanie opowiadanek. Nie jestem nastolatkiem, który pragnie kina, teatru i dyskoteki. Mam 50 lat. Jestem dojrzałym mężczyzną/kobietą i pragnę samodzielności, niezależności , kreowania świata wedle własnej woli, potrzeb, podejmowania własnych decyzji, ponoszenia odpowiedzialności za nie, pragnę dawania siebie innym i przyjmowania od innych na moich zasadach, a nie wedle pomysłów litościwych opiekunów.  Zrozumcie, tylko to jest dla mnie wartością życia. Chcę być człowiekiem, a nie obowiązkiem dla kogoś i kulą u szyi. Chcę być człowiekiem a nie obiektem podreperowania sobie samooceny przez ludzi, którzy dzięki mnie mają okazję poczuć się lepsi. Wasza pomoc męczy mnie’.

Czy miałbyś odwagę powiedzieć to tym ciężko pracującym przy Tobie ludziom prosto w oczy?

Założę się, że nie.

Zatem pozostają słowa Janusza Świtaja: „dziękuję tym wszystkim, których los postawił na mojej drodze(…)”.

Pozostaje też dalsze znoszenie dotychczasowych cierpień – niespełnionych marzeń, tęsknot, żalów, przygnębienia i znoszenie nowych – okłamywania siebie i innych, że wróciła radość życia. Okłamywanie, żeby tym szlachetnym ludziom nie sprawić zawodu, przykrości.

A dyskusję o dylemacie moralnym ws eutanazji rozpoczęłm komentarzem u Diviny:

@DIVINA RUSTICA

Rozwiązanie dylematu eutanazji i konsekwencji podaje film: "W stronę morza".

Główny bohater opracował takie rozwiązanie, że obszedł wszelkie prawo, dopiął swej śmierci i nikogo odpowiedzialnością sumienia za nią nie obciążył.

Całkowicie sparaliżowany od szyi w dół. Walczył wiele lat o zgodę sądu. Nie dostał.

Spotkał przychylną duszę, która weszła z nim do spółki w pewien plan. Plan polegał na postawieniu przed nim na stoliku szklanki wody z rozpuszczonym arszenikiem.

Postawiła i poszła.
Bohater wziął słomkę wystającą ze szklanki do ust i wypił. Umarł.

Nie było zabójstwa, nie było eutanazji, bo każdy może sobie stawiać truciznę u siebie w domu gdzie chce. A dorosły, świadomy człowiek, że to trucizna - nie spożytkuje jej, jeśli nie chce się zatruć.

Było samobójstwo. Bohater nie musiał brać słomki do ust. Trucizna mogła sobie tam stać do końca świata. Wziął, bo chciał popełnić samobójstwo i to zrobił.

I tym sposobem wystrychnął wszystkich na dudka osiągając swoje.

Polecam ten film. Cholernie wzruszający i dający do myślenia.

HALO14:19

15710630

 

Myślę, że najlepszym sprawdzianem na to, czy ktoś prosi o śmierć, czy o pomoc w trudnym życiu jest właśnie powyższy test zaprezentowany przez bohatera filmu.

Halo
O mnie Halo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo