Jozef- Londyn Jozef- Londyn
18
BLOG

Gdy państwo jeszcze potrafi powiedzieć: sprawdzam

Jozef- Londyn Jozef- Londyn Polityka Obserwuj notkę 0
Miniony tydzień był jednym z tych momentów, kiedy polityczna mgła na chwilę się podniosła i zobaczyliśmy wyraźniej, kto w tej grze próbuje trzymać ster, a kto jedynie zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą.

Spotkanie prezydenta z szefami służb specjalnych, a także z Tomaszem Siemoniakiem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, było punktem zwrotnym. Nie dlatego, że padły na nim sensacyjne deklaracje, ale dlatego, co wydarzyło się zaraz po nim.

 Najpierw na konferencji pojawił się premier Donald Tusk – pewny siebie, spokojny, wręcz demonstracyjnie opanowany. Usłyszeliśmy, że państwo działa, że wszystko jest pod kontrolą, a nominacje Klicha i Schnepfa nie zostaną wycofane. Był to klasyczny komunikat siły: rząd wie, co robi, i nie zamierza się cofać.

 Problem w tym, że chwilę później wystąpił rzecznik prezydenta i powiedział coś dokładnie przeciwnego. Bez niedomówień, bez dyplomatycznych półzdań: nominacji nie będzie. I w tym momencie cała narracja o pełnej kontroli zaczęła się sypać. Bo jeśli w państwie premier i prezydent mówią obywatelom dwie sprzeczne rzeczy, to znaczy, że nie mamy do czynienia z harmonią władzy, lecz z realnym sporem o kierunek.

 Najistotniejsze jednak nie były same nominacje, lecz to, co, według relacji, prezydent polecił przygotować szefom służb. Dwa raporty. Pierwszy dotyczący skali i mechanizmu szkalowania go w kampanii wyborczej: kto to zlecał, kto finansował, kto koordynował. Drugi dotyczący potencjalnych nieprawidłowości przy finansowaniu kampanii Rafała Trzaskowskiego. Nie są to wyroki, nie są to oskarżenia. To polecenie sprawdzenia, czyli dokładnie tego, czego w III RP zawsze brakowało - realnej woli ustalenia faktów, bez względu na to, kogo one dotkną.

 W tym kontekście szczególnie wymowne były późniejsze konferencje Siemoniaka i Klicha. Miny mieli nietęgie, a przekaz wąski i ostrożny. Podkreślali niemal wyłącznie, że z prezydentem panuje zgoda w sprawach bezpieczeństwa. I być może właśnie to było najciekawsze, bo gdy politycy nagle mówią tylko o jednym, zwykle oznacza to, że w pozostałych kwestiach zgody już nie ma.

 Drugi akt tego politycznego tygodnia to budżet. Patrząc na sposób jego uchwalenia, zapisy i napięcia konstytucyjne, coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że prezydent skieruje ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. A jeśli tak się stanie, trudno sobie wyobrazić inny werdykt niż stwierdzenie niekonstytucyjności, czy to ze względu na tryb, czy na naruszenie równowagi władz, czy na jawne obchodzenie ograniczeń finansowych.

 I znów: nie chodzi o blokowanie państwa. Chodzi o zatrzymanie procesu, w którym budżet staje się narzędziem politycznego nacisku, a nie planem odpowiedzialnego zarządzania wspólnymi pieniędzmi. Skierowanie ustawy do Trybunału byłoby sygnałem, że ktoś jeszcze pamięta, iż konstytucja nie jest sugestią, lecz zobowiązaniem.

 Ten tydzień pokazuje jedno. Prezydent nie wycofał się w cień, nie ograniczył do przecinania wstęg i wygłaszania okolicznościowych przemówień. Wziął na siebie rolę hamulcowego w momencie, gdy pociąg państwa zaczął niebezpiecznie przyspieszać w stronę chaosu instytucjonalnego.

  Można się z nim nie zgadzać. Można krytykować jego styl i decyzje. Ale trudno dziś zaprzeczyć, że to właśnie on próbuje powiedzieć „sprawdzam” tam, gdzie inni chcieliby zamknąć temat hasłem „zaufajcie nam”.

 I to jest powód do ostrożnego optymizmu. Bo dopóki w Polsce jest jeszcze ktoś, kto zamiast zamiatać sprawy pod dywan domaga się raportów, kontroli i konstytucyjnych bezpieczników - dopóty degradacja państwa nie jest procesem nieodwracalnym.

A nadzieja, choć dziś krucha, wciąż ma w naszym kraju swój urząd.


https://naszeblogi.pl/75428-gdy-panstwo-jeszcze-potrafi-powiedziec-sprawdzam

Dziadek 6 -ga wnuczat

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka