Grenlandia znów znalazła się w centrum geopolitycznych napięć. Jak ostrzega The Economist, zapowiedzi Donald Trump dotyczące przejęcia kontroli nad wyspą nie są polityczną fantazją. Europa ma jednak tylko dwa realne scenariusze obrony Grenlandii – i oba są obarczone poważnym ryzykiem.
Dlaczego Grenlandia stała się celem Trumpa
Grenlandia, formalnie terytorium zależne Dania, od lat ma znaczenie strategiczne ze względu na położenie w Arktyce. Trump argumentuje, że przejęcie wyspy jest konieczne dla bezpieczeństwa USA, wskazując na zagrożenie ze strony Rosji i Chin oraz dostęp do surowców naturalnych.
Jak zauważa „Economist”, te argumenty są wątpliwe. Wyspa już dziś znajduje się pod parasolem NATO, a obowiązujące umowy pozwalają Stanom Zjednoczonym dowolnie zwiększać obecność wojskową. Również wizja eksploatacji grenlandzkich złóż okazuje się mało realistyczna – koszty wydobycia są ogromne, a amerykańskie firmy nie wykazują większego zainteresowania inwestycjami.
Problem polega na tym, że racjonalne argumenty nie trafiają do Trumpa. Według cytowanego przez tygodnik byłego amerykańskiego dyplomaty, chęć przejęcia Grenlandii wynika przede wszystkim z „obsesji prezydenta na punkcie własnego historycznego dziedzictwa”.
Pierwsza opcja: odstraszanie, które może drogo kosztować
Zdaniem „Economist”, Europie realnie pozostaje dziś tylko jedna twarda strategia: odstraszanie. Ekspert Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych European Council on Foreign Relations Jeremy Shapiro wskazuje, że chodziłoby o podniesienie „kosztu politycznego” ewentualnej próby zajęcia wyspy.
W praktyce oznaczałoby to m.in. rotacyjną obecność europejskich wojsk na Grenlandii, groźbę sankcji wobec amerykańskich firm oraz intensywne lobbowanie wśród umiarkowanych Republikanów w USA. Taka strategia niesie jednak ryzyko – może poważnie pogorszyć relacje z Waszyngtonem.
Ukraina jako zakładnik sporu o Grenlandię
„Economist” zwraca uwagę na kluczowy problem: Ukrainę. Jeśli Europa zdecyduje się na twardą linię wobec administracji Trumpa, istnieje realne ryzyko, że USA wycofają się z wcześniejszych deklaracji dotyczących gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. W efekcie obrona Grenlandii mogłaby osłabić bezpieczeństwo w zupełnie innym regionie Europy.
To sprawia, że polityczna cena odstraszania może okazać się zbyt wysoka, nawet jeśli militarnie byłoby ono wykonalne.
Druga opcja: liczyć na niecierpliwość Trumpa
Druga – i zdaniem tygodnika bardziej realistyczna – strategia polega na przeczekaniu. Każdy scenariusz przejęcia Grenlandii wymagałby długotrwałych przygotowań, złożonych działań dyplomatycznych i konsekwentnej realizacji planu. A to, jak zauważa „Economist”, nie są mocne strony Trumpa.
Prezydent USA ma dziś na głowie wiele innych tematów – od Wenezueli po Iran – zbliżają się też wybory środka kadencji. Co więcej, jedynie 4 proc. Amerykanów popiera użycie siły wobec Grenlandii. Trump preferuje natomiast „łatwe zwycięstwa”, które szybko można sprzedać politycznie.
Scenariusze przejęcia wyspy już są analizowane
Tygodnik przypomina, że administracja USA rozważała różne warianty działania: od wzmacniania ruchu niepodległościowego na Grenlandii i podsycania niechęci wobec Danii, przez omijanie Kopenhagi w rozmowach z lokalnymi władzami, aż po otwarte groźby użycia siły.
Według „Economist” amerykańskie służby, w tym CIA oraz NSA, miały zintensyfikować działania wywiadowcze związane z grenlandzkim ruchem niepodległościowym i identyfikować osoby „życzliwe Ameryce”.
Grenlandia jako test europejskiej sprawczości
Spór o Grenlandię staje się nie tylko problemem terytorialnym, ale też testem zdolności Europy do samodzielnego reagowania na presję ze strony sojusznika. Jak konkluduje „Economist”, największą nadzieją Europejczyków pozostaje fakt, że przejęcie wyspy byłoby dla Trumpa zbyt skomplikowane, zbyt czasochłonne i zbyt mało spektakularne, by poświęcił mu realną uwagę.
na zdjęciu: Grenlandia, Nuuk: Duński okręt patrolowy „Knud Rasmussen” zacumowany u wybrzeży Nuuk. Fot.: Julia Wäschenbach/dpa/pap
RD
Inne tematy w dziale Polityka