Kiedyś było hasło "Nicea albo śmierć". Wyjątkowo durne, bo widać pan Rokita nigdy w tym mieście nie był. Hałas wielki, samochodów setki tysięcy, dno morza kamieniste i strome, nic wspaniałego. Dużo lepiej jest za Antibes, w kierunku Cannes. Plaża spokojna, piaszczysta, łagodne zejście do wody, urocze miasteczka z wytworami prowansalskiej sztuki ludowej.
Teraz mamy "Pierwiastek albo śmierć". Rozumiem "pierwiastka", bo wszyscy (no, prawie wszyscy) popieramy młode Mamy. Rozumiałbym też "pierwiastek chemiczny", na przykład, krzem, bo warto byłoby mieć Dolinę Krzemową za Tomaszowem.
Ale "pierwiastek kwadratowy"? Dawniej mówiło się na niego "korzeń" (zresztą w języku angielskim i rosyjskim dalej tak się mówi). Czyżby chodzi o to, że będziemy jeść korzonki, jak nas odetną od Euro, bo nikt już dalej polskiej bufonady znieść nie będzie mógł?
Niektórzy internauci zachwycają się, że "już nie prowadzimy polityki na kolanach". Otóż jest tak, że czasami lepsza jest taka pozycja. Jak facetowi rekin zje majtki w morzu, to po wyjściu jedynym rozsądnym sposobem jest przemknięcie na czworaka do swojego ręcznika i pozostawionych na plaży spodni. Dumne wyprostowanie oznacza, że wszyscy zobaczą, że rekin zjadł nie tylko majtki...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)