521 obserwujących
825 notek
2885k odsłon
8175 odsłon

NIECH PŁONIE

Wykop Skomentuj246

 

We wczorajszym wpisie zadawałem sobie i swoim czytelnikom pytanie o zdolność Europy do obrony przed wrogiem zewnętrznym, używając jako pretekstu masakry, którą w jednym z najzamożniejszych i najlepiej zorganizowanych europejskich państw spowodował pojedynczy psychol po przeszkoleniu wojskowym. Czy w przeprowadzeniu ataków ktoś mu pomagał czy nie, nie ma w tej chwili żadnego znaczenia, bo wszystko wskazuje na to, że nie musiałby. Generalne pytanie tkwi jednak nie w tym, czy Europa potrafi się obronić, bo to wiemy – potrafi, ma na to wystarczającą ilość środków, ale czy chce?

Kłopoty obronne Europy biorą się z tego, że Europa nie potrafi zdefiniować się cywilizacyjnie; nie wie, czym ma być. Sanatorium dla wymierających staruszków? A kto to będzie opierał i za ile? Kontynent od lat potrzebuje rąk do pracy, po tym jak groteskowa choć potwornie groźna fala ignorantów lat 60-tych zafundowała nowy model państwa oparty na przyjemnościach i uciechach nie zrównoważonych odpowiedzialnośią i pracą. Sen gnostyka spełnił się na jawie; raj na ziemi zrealizował się w postaci bachanaliów rozumianych nie jako odpoczynek od trudów codziennego znoju, ale jako stan permanentny, którego celem jest poszerzanie katalogu promowanych rozrywek. Praca, zwłaszcza praca fizyczna, została zdegradowana, a wolność od konieczności jej podejmowania została zagwarantowana rozdętymi programami socjalnymi.

Spokój permanentnego odurzenia zapewniały amerykańskie gwarancje militarne oraz wyższość cywilizacyjna i technologiczna – owoc zapobiegliwości i pracy dziesiątek pokoleń nie pokaranych przez opatrzność pokoleniem idiotów na katedrach.

Mentalna zdolność do obrony własnej społeczności przed agresją z zewnątrz bierze się z zakorzenienia, a więc z delikatnego i złożonego systemu relacji emocjonalnych. W pierwszym rzędzie gotowość dla poświęcenia bierze się z relacji ojcowskiej i małżeńskiej. Mężczyzna – statystycznie silniejszy fizycznie, broni swojej żony i dzieci; wykonuje swoje zadania wojskowe działając pod wpływem silnych uczuć wynikających z naturalnych więzi.

Idioci zrobili wszystko, żeby te relacje osłabić, a odpowiedzialność znieść. To państwo w coraz szerszym zakresie edukuje i utrzymuje dzieci, to państwo zapewnia opiekę nad zniedołężniałymi starcami, przez co zrywa się więź wzajemnej solidarności międzypokoleniowej i zaufanie. Z „państwem” łączą mnie, przyznam, chłodne relacje; szczerze mówiąc nie wiem dokładnie gdzie ono mieszka.

W Europie*, poza ostatnimi skansenami, nie istnieją emocje związane z przynależnością do klanu, rodu bądź plemienia znane praktycznie we wszystkich innych cywilizacjach. Stało się tak za sprawą chrześcijaństwa, które wpłynęło na wykształcenie się „emocjonalnej” przynależności do narodu. Na-ród wyparł inne formy zrzeszeń, bo oferował skok cywilizacyjny związany z opartą o poczucie związku pozytywną emocją. Największe, znane historii zrzeszenia ludzkie mogły odtąd działać wspólnie w oparciu o więź emocjonalną, a nie pod wpływem przymusu satrapy, przez to stały się skuteczne.

Tego progu – progu narodowego, nie udało się nigdy przeskoczyć; stąd klęska idei imperialnej (karolińskiej, ottońskiej, jagiellońskiej, habsburskiej). Innymi słowy: nie udało się związać „emocjonalnie” zrzeszeń przekraczających zrzeszenia narodowe.

Jedyne co się udawało to minimalizować tarcia pomiędzy narodami w oparciu o wspólnie wyznawany katalog wartości. Katalog wartości poważny, bo składający się z historii miłości, poświęcenia, przebaczenia, cierpienia, mądrości, wytrwałości i wierności. Codzienne przypominanie tego katalogu, jego odświeżanie, było zadaniem specjalnie do tego celu powołanej instytucji, wspólnej dla całej Europy, i z kierownictwem w jednym Europejskim mieście, niezależnym od władztw narodowych: pan-Europejskim (celowo pomijam eschatologiczny wymiar Kościoła, bo nie chciałbym, żeby dyskusja zeszła na tory sporu religijnego, opisuję instytucję z punktu widzenia jej roli w organizmie, jakim Europa do kiedyś była).

Postulat prymatu sił duchowych nad siłą fizyczną nie był w stanie (jako ideał zbyt wymagający, w zasadzie: cel) wyeliminować przemocy pomiędzy europejskimi narodami, ale był w stanie minimalizować ich zasięg i skutki do stopnia, w którym nie naruszało to sił obronnych całej Europy.

Świadomość Europejska istniała, o czym wiemy choćby z zapisanych świadectw dumy narodów przygranicznych (Polaków, Chorwatów, Węgrów, Austriaków) z roli odgrywania roli swoistej straży granicznej, „muru” oddzielającego Europę od tego co „nieeuropejskie”. Było to również następstwem przyjętego wraz z chrześcijaństwem spadku po Antyku, który łagodził międzynarodowe napięcia (pomiędzy polis) poczuciem wspólnego przeżywania „helleńskości” w opozycji do „barbarzyństwa”.

Wykop Skomentuj246
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale