522 obserwujących
825 notek
2884k odsłony
20462 odsłony

PROSIŁEM O AKT ZGONU, NIE O ZAPROSZENIE NA POGRZEB

Wykop Skomentuj239

Wahałem się, czy podjąć ten temat, ale ostatecznie zdecydowałem się, że warto; nie ze względu na personalia, ale ze względu na wagę pewnego rodzaju zjawiska. Można to zjawisko określić: „lekceważeniem zdrowego rozsądku ludzi nie należących do grupy, która zdrowy rozsądek ma ex definitione, więc po pierwsze nigdy się nie myli, a jeśli się myli, to patrz po pierwsze”. Ponieważ nie należę do grupy więc mój zdrowy rozsądek bywa poddawany w wątpliwość, co mnie ni ziębi ni parzy; martwię się natomiast o grupę, bo tak los sprawił, że w szerokim zakresie swojej działalności ta grupa reprezentuje mnie, a z jej działaniem ja osobiście wiążę duże nadzieje. W jednym z moich tekstów poświęconych pewnej herezji, odstępstwu od obowiązującego kanonu, oraz bluźnierstwu przeciw jedynej możliwej interpretacji zdarzeń, rekonstruując założenia herezjarchy stwierdziłem, co następuje:

1. „Opinii publicznej nie są znane żadne materiały dokumentujące wylot, przebieg lotu, proces podchodzenia do lądowania, przebieg katastrofy.” [...]

2. „Nie istnieje dokument niezbędny, by polski statek powietrzny mógł przekroczyć granice RP. Prezentowany w mediach jest sporządzony wadliwie i nie mógł być podstawą do wykonania lotu.”

Te dwa moje stwierdzenia spotkały się z miażdżącą krytyką osób bardzo blisko związanych z badaniami nad katastrofą prowadzonymi przez akredytowane do tego typu zadań grupy robocze (umocowane w strukturze sejmu Rzeczpospolitej). Usłyszałem wiele dość uszczypliwych uwag, dowiedziałem się również, że są w Polsce dziennikarze (jak rozumiem zawodowo zajmujący się sprawą) którzy od dawien dawna posiadają dostęp do dokumentów, w których istnienie śmiem wątpić, a nie mogąc patrzeć na męczarnie będące następstwem ignorancji, są nawet gotowi stosowne kopie owych dokumentów mi dostarczyć. No i dostałem. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że przez kilka dni z rzędu byłem potwornie zajęty; dowód mojej ignorancji leżał spakowany w mailu i czekał.

Świadomość, że czeka, tkwiła gdzieś tam w zakamarach pamięci i nie było to uczucie miłe. Nikt nie lubi być sprowadzany na ziemie i dowiadywać się, że w sprawie, o której wydawało mu się, że wie wiele, i zapoznał się z podstawowymi materiałami źródłowymi, nie odchował należytej staranności w odniesieniu do jednego z najważniejszych dokumentów. Przykre to, ale takim sytuacjom trzeba stawić czoła z pokorą, choćby po to, żeby od podobnych, grubych błędów uchronić się w przyszłości.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy po otwarciu pliku zawierającego rzekomo poszukiwany przeze mnie dokument, wcale go tam nie było. Był inny, ale o nim później.

Otóż „dokument niezbędny, by polski statek powietrzny mógł przekroczyć granice RP.” nazywa się planem lotu i takiego dokumentu od dość dawna szukam. Jego losy są bardzo mgliste, a związane są z nim dramatyczne losy osób, które się o jego zagadkę otarły. Wkrótce po 10 kwietnia rzekomy plan lotu został przedstawiony ekspertowi – Dariuszowi Szpinecie ze szkoły pilotażu Ad Astra - przez dziennikarza TVN24 info. Plik flv z wywiadem znajdziecie Państwo tu: http://www.youtube.com/watch?v=phTPN_oftr0 (nie zamieszczam clipu z uwagi o dbałość o nienaruszanie praw autorskich)

„Bez planu takiego lotu statek powietrzny nie może wykonać lotu w przestrzeni kontrolowanej” stwierdza ekspert i umówmy się, że zapamiętamy, jaki rodzaj dokumentu jest „niezbędny, by polski statek powietrzny mógł przekroczyć granice RP”. Precyzyjnie rzecz ujmując, żeby samolot w ogóle mógł opuścić lotnisko. „Wiemy, że samolot miał wystartować z Warszawy o godzinie piątej czasu uniwersalnego, czyli o godzinie siódmej naszego czasu” informuje nas ekspert analizując zapisy dokumentu. Po omówieniu prędkości, pułapu, ekspert przechodzi do trasy. „Samolot powinien wystartować z Okęcia w kierunku punktu BAMSO Z182, który jest punktem wylotowym [...] tutaj widzimy literówkę w tym planie lotu. Tutaj napisane jest AKSIL, a on w rzeczywistości nazywa się ASKIL. Zostały przestawione te dwie litery. „Co to może oznaczać dla tego planu”? pyta zupełnie rozsądnie dziennikarz. „Komputer nie przyjmuje, nie koryguje tego planu. Taki plan może zostać odrzucony, jeżeli zrobimy taką literówkę”. „Czy to znaczy, że taki plan lotu mógł zostać odrzucony?” dopytuje dalej bardzo przytomnie dziennikarz.

„To należałoby sprawdzić, natomiast w takich przypadkach zostaje odrzucony, i zostaje powiadomiony ten, który go składał, lub musi odczytać to w systemie, że ten plan nie został przyjęty, że wisi jako zawieszony z jakiegoś powodu. [...] Musimy wyznaczyć dwa lotniska zapasowe, i w tym planie lotu takie lotniska zostały wyznaczone; został zaznaczony Witebsk (UMII), został zaznaczony Mińsk (UMSS) jako drugie lotnisko zapasowe.”

Wykop Skomentuj239
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale