520 obserwujących
825 notek
2890k odsłon
11401 odsłon

Podróż za jeden kismet

Wykop Skomentuj135

Jedynym bezpośrednim materiałem dokumentującym stan położonej poza kursem i ścieżką podejścia polanki w lasku smoleńskim w dniu 10 kwietnia 2010 roku jest materiał wykonany przez kolejnego „prywaciarza”, to jest Sławomira Wiśniewskiego vel Śliwińskiego, który do Smoleńska przyjechał bez delegacji, zapewne za środki wspomnianego już prywatnego biura podróży. Tym też należy tłumaczyć wyjątkową pobłażliwość rosyjskich funkcjonariuszy, którzy traktują Wiśniewskiego jak przypadkową, prywatną sierotę i podwożą do hotelu, by jego news mógł stać się podstawą naszej wiedzy o „katastrofie”.

Organizator prywatnej wycieczki, pan Tomasz T., zachowuje się jak na organizatora przystało i tuż po tym, jak ważący 100 ton statek powietrzny rozbił się z hukiem o natężeniu przeraźliwej ciszy[1] udaje się w pobliże sceny, by nakazać odizolowanie terenu polanki w ochronie przed przypadkowymi świadkami. No któż bogatemu zabroni? Płacę – wymagam, moja impreza, mój teren. Asystentka pana kierownika usiłuje co prawda zrobić kilka „foć” jak twierdzi manekinom, ale pan Tomasz jest nieugięty w swojej niewzruszonej woli ochrony czci „wsiech pogibszych”, których okiem profesjonalisty skojarzył w sekwencji: przyczyna-skutek z „przeraźliwą ciszą”, i materiał dowodowy nie powstaje.

Na dodatek, najwyższy autorytetem na miejscu, w nekropolii w Katyniu, polski poseł, Antoni Macierewicz, spodziewając się, że lada moment może rozpocząć się III Wojna Światowa, a preludium do niej może być rozstrzelanie całej polskiej delegacji, zarządza odwrót w kierunku na Warszawę, dzięki czemu już na zawsze jedynym rzetelnym świadkiem oraz znalazcą czarnych skrzynek zostanie wspomniany już privateWiśniewsko-Śliwiński. (Ale mi się zangielszczyło – prywatny Śliwińsko-Wiśniewski, rzecz jasna!).

I to prawda, że wobec prywatnego charakteru wizyty prezydenckiej nasi urzędnicy zachowywali się przyjaźnie i starali się nawet i niepaństwowej wizycie zapewnić minimum bezpieczeństwa, jak wtedy, kiedy to minister Arabski spotkał się w restauracji „Dorian Grey” (fiu! fiu!) z Jurijem Wiktorowiczem Uszakowem, zastępcą szefa aparatu (kancelarii) rządu Federacji Rosyjskiej.[2] Uszakow widząc, że dochodzi do prywaty w restauracji Dorian Grey, a nie chcą znakomitego gościa urazić, odsyła rządowe „oczy i uszy” w ilości funkcjonariuszy dwóch i pochyla się z troską nad prywatnymi troskami Arabskiego informując, ze w Smoleńsku „wszystko gotowe”. Rzecz jasna jest naturalne, że w tej niezręcznej sytuacji Arabski zakazuje tłumaczce ambasady, Justynie Gładyś, wspominania o jego prywatnych troskach i rozmowach JE ambasadorowi Jerzemu Bahrowi, co później, kiedy sprawa trafi na wokandę za sprawą potwornego PiS-u, zostanie przez tegoż Bahra określone jako "dość niezwykłe i rzadkie".[3]

Jak wszystko w tej sprawie.

 

Podróż za jeden kismet

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prywata nie ustaje na etapie przygotowań, wykonania i samej „katastrofy”. Najmniej zorientowanym wydaje się w całej tej sytuacji być tenże sam ambasador Bahr, bo nie dość, że słyszy samoloty nadlatujące nie od tej strony co trzeba, to na dodatek, nie świadom prywatnego charakteru zdarzeń, podejmuje działania zapewniające eksterytorialność strefy, gdzie mają, według jego wiedzy (z drugiej ręki), znajdowac się szczątki delegacji. Szczęśliwie polski MSZ jest poinformowany lepiej i działaniom tym kładzie kres. A później... no cóż... później do akcji włącza się „prywatny i cywilny” Klich, któremu rosyjski „prywatny” Morozow zleca prowadzenie śledztwa na podstawie jedynej mającej tu zastosowanie podstawy prawa międzynarodowego, to jest załącznika do słynnej Konwencji Chicagowskiej, która do takich właśnie cywilnych i prywatnych lotów się stosuje. Ma tutaj całkowitą rację obecny JE ambasador Federacji Rosyjskiej w Warszawie, Siergiej Andriejew, który oczekuje od państwa polskiego, by ustami jego obecnych przedstawicieli, dokonali pewnego rodzaju potwierdzenia kontynuacji.

To nie premier Putin narzucał swojemu polskiemu koledze Tuskowi wybór podstawy prawnej i wybór profesjonalnego ciała badającego „zdarzenie”. Premier Putin miał do dyspozycji, w tym również do dyspozycji przyjaciół, jak premier każdego innego, szanujące się państwa na świecie, komisję do spraw badania wypadków lotniczych lotnictwa państwowego, ale: „jeśli uważacie, libierałDonald, że prywatne lepsze... Kto bogatemu zabroni? Płacisz i masz”. A cóż może takie prywatne nieboże, jak MAK (Межгосударственный авиационный комитет)?

Potwierdzić fakt katastrofy, skoro już stwierdzony przez właściwe służby państwowe (polskie!), a potem do faktu katastrofy dopasować okoliczności i przyczyny zdarzenia. Jest jedna tylko, poza-naukowa, wytyczna biorąca się z faktu głębokich związków komitieta z producentami i serwisantami post-sowieckiego sprzętu latającego: „sprzęt nie zawinił. Zawinił człowiek”. Biznes jest biznes, prywatne to nie państwowe. Zostaje psychologia, a Dostojewski był Rosjaninem... Świat jest wielki, świat jest nasz... i te bezkresy psychologicznych głębi...

Wykop Skomentuj135
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale