0 obserwujących
39 notek
23k odsłony
  51   0

Katyń w Mińsku i Grodnie

Chciałoby się za klasykiem powtórzyć  veni, vidi, vici. Wydawało się, że film rozwali wszelkie wątpliwości w tzw. państwie białoruskim; uruchomi głębszy ferment, dyskusję; wprawi w ruch myślenie historyczne, da sygnał refleksji.  Cóż, zbrodnia katyńska w skali państwa sowieckiego nie jest wielka – wręcz przeciwnie – można powiedzieć kieszonkowa. Smutny tryptyk o daremności i w istocie bezcelowości ofiary Polaków wzbudza na Białorusi jedynie zainteresowanie „informacyjne”.

Czy z pozycji kolan?

Ktoś kiedyś wyraził celną uwagę na temat reżysera Wajdy, mówiącą jak wielkim nieporozumieniem jest przypinanie mu określenia „antykomunistyczny”. Przymiotnik ten nie może dotyczyć osoby mocno praktykującej  w strukturach filmowych Peerelu. Fakt, że Wajda inaczej ale ciągle koncesyjnie, pokazywał Polskę,  i że mógł ją w ogóle tak pokazywać, nie świadczy o jakimś dramatycznym sprzeciwie reżysera wobec real socjalizmu. W istocie – jak wielu mu podobnych – był koncesjonariuszem, franszyzo biorcą można powiedzieć. To przyzwyczajenie widać w „Katyniu”.

Do jednego mianownika?

Uważam, że nie da się postawić znaku równości pomiędzy zbrodnią katyńską a zbrodnią deportacji profesorów Jagiellonki. Nie można, ponieważ rzecz nie w tym (jak chce Wajda), iż i tu i tam eksterminuje się inteligencję. Pomijam fakt, że na profesorów nie wydano wyroku śmierci za to, że byli Polakami i inteligencją, tylko za to, że się nie podporządkowali nowej „władzy” zamykającej Polakom dostęp do szkół kształcących coś więcej niż robotników;  że chcieli uniwersytetu, studentów; normalnego w nienormalnym. Na marginesie – czy oni nie wiedzieli co się działo na uniwersytetach niemieckich po 1933 roku? Oni – władająca językami elita Europy? Oni - elita podróżująca po Europie? Oni – mający koleżeńskie kontakty w całym europejskim światku nauki. Liczyli na cud boski? Wysłano ich do kacetu i mimo całej zbrodniczości  narodowego socjalizmu, nie wykopano dołu w lesie pod Wieliczką.

Mord na armii

W Katyniu zamordowano inteligencję niejako „przy okazji”. Pierwotna była bowiem chęć zemsty za 1920 oraz odegranie się na najbardziej znienawidzonej części państwa polskiego czyli armii. Zoologiczna nienawiść wobec polskiego munduru, postaw, pozycji społecznej, morale. Nienawiść wobec KOP-u, Policji Państwowej, wobec wszystkiego co polskie. Nawet wobec dzieci…

Dzisiaj jako pewnik przyjmuje się, że czynnik składu społecznego pochwyconych przez Sowiety oficerów nie miał żadnego wpływu na decyzję o mordzie. Zamordowano wszystkich bez wyjątku oficerów  – tych pochodzących z chłopstwa, mieszczańskie dzieci, spadkobierców dragonów Jaremy Wiśniowieckiego; wszystkie szarże i rodzaje wojsk; zamordowano Żydów, katolików, karaimów, kilku etnicznych Niemców   w s z y s t k i c h. Wyrok bowiem zasadzał się bowiem nie na czym innym, tylko na mundurze oficera Wojska Polskiego. Jeńcy polscy z armii podającej się Niemcom na zachodzie Polski,  koledzy zamordowanych w Katyniu, siedzieli w tym czasie w stalagach.   Gdzie tu paralela do Krakowa i Generalnego Gubernatorstwa?

Upadek moralny Zachodu

Film, sprowadzony do płaszczyzny prywatnej oraz formy psychologicznej (posągowa wręcz rola Mai Komorowskiej!), nie niesie przesłania poznawczo-historycznego;  nie wyjaśnia przyczyn „Katynia” i nie pokazuje moralnego upadku Zachodu, który nie chcąc dotrzymać danych Polsce obietnic, poniekąd mord katyński umożliwił a po wojnie przykrył fatalnym bo akceptującym milczeniem. Zamiast tego mamy kilka deklamacji o klęsce wrześniowej (termin brzmi fałszywie bo zapewne nie był używany przed 1945); kilka impresji z początku okupacji Polski po 1945 roku; impresji pełnych cytatów, deklamacji i powtórzeń. Fatalna jest zwłaszcza postać chłopca „z lasu” próbującego zaistnieć w nowej Polsce, żywcem wyjęta z „Popiołu i diamentu”. Nie ma wszechogarniającej beznadziei, brudu i smrodu wchodzącego w trzewia wraz z pojawieniem się soldateski i morderców z Moskwy.

Wajda pokazuje wszakże trochę strachu, głównie w oczach młodego księdza, który po aresztowaniu kanonika nie ma ochoty na upamiętnienie ofiary. Na marginesie: taki ksiądz młody a już się boi… Strach myśleć co będzie jak się ksiądz zestarzeje i co zrobi za pozwolenie na budowę w PRL.

Rada z Rembeka

Jest taki passus u Stanisława Rembeka w książce „Wyrok na Franciszka Kłosa” - jeden z policjantów, Litwin z pochodzenia (może zresztą służył tylko gdzieś w policji na wileńszczyźnie),  w czasie gorącej dyskusji o okupacji, Niemcach i oporze, na czyjeś dictum, że „jak już będzie wolna Polska” wybuchnął, że Polski nie będzie żadnej i nigdy bo zawsze się znajdzie jakiś Kłos, który na własnej ziemi pójdzie na służbę u okupanta. Wątek ten u filmie Wajdy widać choć akcenty są  rozmieszczone przedziwnie. Ci, którzy Katyń pamiętają są w większości (bo to film i operuje uproszczeniem) a ci którzy chcą mimo wszystko „żyć” stanowią mniejszość. Warto było pokusić się o głębsze spojrzenie i wskazanie (po filmowemu), że niestety proporcje były zgoła odwrotne.  

Najlepsza postać

Paradoksalnie najprzyjemniej patrzy się na kapitana Armii Czerwonej. Mimo nierozpoznanych motywów jego działania , którymi mogą być afekt do kobiety lub żal po stracie własnej rodziny, jest to postać rzeczywista i osadzona w realiach. Jedno zdanie o froncie fińskim, z którego się nie wraca, wyjaśnia, że mamy do czynienia  z rzeczywistą o deklaratywną postacią. Równie ciekawy, choć tylko trzecioplanowo, jest oficer niemiecki, który pięknie wyjaśnia sprzeczność systemu sowieckiego i niemożność udania się do Krakowa. W komentarzu o zazdrości Mussoliniego widać samozadowolenie Wehrmachtu i wyraźnie wycofanie z urzędolenia i zaangażowania czerwonych.

Mord

Kluczowa scena filmu jest porażająca. Nie daje się tego oglądać spokojnie i chyba nigdy nie uda się od tego zdystansować. Chyba, że poprzez ucieczkę. Mimo licznych słabości filmu, dla tej właśnie sceny film przejdzie do historii.

Warto było zrobić „Katyń”

Czy nie za późno na odkłamywanie historii? Wojny już dawno nie było i większość  Polaków (Europejczyków) jej nie zna, a  i odrzuca z definicji.  Należy więc czekać na dalsze filmy historyczne, które pokażą, iż aby wygrać w polityce trzeba ubiec zdrajcę i oszusta stosując (niestety) jego metody. Zbrodnia katyńska i film „Katyń” pokazują jak bardzo daremna była to ofiara i jak wielka była (i pozostaje) skala polskiego błędu.

GdH/Grodno, 12/2008

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale