- Wiesz, Sokole Oko, że film o nas dostał Oskara?
- I co tam o nas było, Czarny Kondorze?
- Pędziliśmy na naszych rączych mustangach, wrzeszczeliśmy jak dzicy i strzelaliśmy z łuku do osadników.
- A oni?
- Był taki postawny blondyn, a z nim złotowłosa błękitnooka.
- Tylko dwoje?
- Nie, oni w pierwszym wozie, a za nimi sto dalszych wozów. Wjeżdżali na prerię.
- Na naszą prerię...
- No tak: piękne krajobrazy, szeroka preria, czasem jakiś kaktus. Ujęcia jak z National Geographic.
- A jak się skończyło?
- Przyjechała kawaleria z Johnem Wayne'm i nas wystrzelali. Ale nasi dzielnie walczyli. Wayne'owi nawet było żal naszego wodza, bo wielki był z niego wojownik.
- Smutne...
- Nie, to był happy end! Na końcu się całują - ten blondyn z tą niebieskooką, a Wayne im życzy, by mieli dużo dzieci.
- Żeby zasiedlili naszą prerię...
- Coś ty taki reakcyjny nacjonalista? Trzeba na to spojrzeć szerzej! No i oni się całują, Wayne czyści strzelbę, zachodzi słońce nad prerią, ktoś gra przy ognisku... Aż się wzruszyłem... I to o nas, wreszcie świat się dowie!



Komentarze
Pokaż komentarze (1)