Święta. Odwiedzanie rodzin. Większość obywateli jedzie samochodami, zapominając o komunikacji zbiorowej. Tradycyjnie na stole podczas świątecznych posiłków pojawia się alkohol.
Kierujący pojazdem, który przywiózł członków rodziny na rodzinne spotkanie, oczywiście niepijący, jest wyobcowany z coraz bardziej podchmielonego towarzystwa rodzinnego przy stole.
W miarę spełniania kolejnych toastów, człowiek ten powoli traci kontakt z biesiadnikami.
Pozostaje mu czasem przejść do osobnego pokoju i poświęcenie się lekturze znalezionych czasopism ew. książka.
Trzeźwy osobnik, który poświęca się na wyalienowanie z rozbawionego towarzystwa rodzinnego przy stole świątecznym, to niepijący kierowca, który zobowiązał się dowieźć cało rodzinę do domu. Zdaje sobie sprawę z czyhających miśków z suszarką i alkomatem.
Jeżeli bezpieczeństwo rodziny przełoży na chęć wypicia jednego, jest narażony na stratę prawa jazdy w optymistycznym założeniu podczas kontroli alkomatem.
W innym przypadku może się to skończyć tragicznie.
Zebranie do powrotu do domu podchmielonej biesiadnym alkoholem rodziny nie jest łatwe.
Kierowca wie, że po powrocie do domu może sobie spokojnie i bez stresu wypić na spokojnie oczekującego drinka. Czy jednak każdy z tych rodzinnych kierowców zdoła powstrzymać się presji panującej przy stole świątecznym i nie wypić tego jednego?
Mnie się udało. Wyjechałem trzeźwy i wróciłem trzeźwy, wioząc podchmieloną rodzinę.
Jednak wrażenia trzeźwego kierowcy na nastrój panujący przy świątecznym stole, z alkoholem jako przodującym elementem świątecznym, pozostawię dla siebie.
Jestem przekonany, że wielu kierowców odpowiedzialnych za swoje rodziny postąpiło podobnie do mnie.
Z podanych przez policję statystyk wynika jednak, że nie wszyscy wytrzymali w trzeźwości.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)