Musi być jasne, kto stoi za blogerami.
Najlepiej, by deklarowali to sami blogerzy - uważają europosłowie
Choć sprawa nie została jeszcze przegłosowana przez cały parlament, już wzbudziła emocje. Niektórych oburza, że europosłowie próbują regulować sferę, której wielką zaletą jest właśnie to, że jest całkowicie niezależna.
Blogi może prowadzić każdy, kto ma dostęp do sieci. Niektóre dotyczą poważnych kwestii i są źródłem informacji z miejsc, gdzie nie docierają zwykli dziennikarze lub gdzie obowiązuje cenzura.
Właśnie kwestia autorstwa blogów wzbudza obawy eurodeputowanych.
"Zachęcamy do dobrowolnego znakowania blogów, by jasne były zawodowe i finansowe interesy oraz odpowiedzialność ich autorów i wydawców" - napisali w raporcie
"O koncentracji i pluralizmie mediów w UE".
- Popieram pluralizm mediów, szczególnie nowych mediów, których część stanowią blogi. Chciałabym jednak, by było jasne, kto za nimi stoi - wyjaśnia "Gazecie" autorka raportu, estońska socjalistyczna eurodeputowana Marianne Mikko, była dziennikarka.
- Celem blogów jest pokazywanie prawdy, lecz niektórzy pod fałszywym nazwiskiem mogą kogoś oskarżać czy poniżać - tłumaczy.
- Blogerów nie można automatycznie uznać za zagrożenie. Proszę sobie jednak wyobrazić sytuację, gdy grupy interesu czy ktokolwiek inny wykorzystuje blogi, by promować swoje przesłanie. Blogi to skuteczne narzędzie, są zaawansowaną formą lobbingu - zgadza się z nią niemiecki liberalny eurodeputowany Jorgo Chatzimarkakis.
Eurodeputowani nie określili, w jaki sposób blogi miałyby być znakowane i czy prawdziwość deklaracji nadzorowałaby jakaś instytucja.
Niektórych takie pomysły oburzają.
"Umiesz czytać? Umiesz myśleć? Umiesz sam oceniać? Uważasz, że tak. Niestety, nie. Tak naprawdę jesteś bardzo głupi i nie umiesz oceniać sam. Tak przynajmniej twierdzi Parlament Europejski"
- napisał na swym blogu Bruno Waterfield, korespondent brytyjskiego dziennika "Daily Telegraph" w Brukseli.
"Parlament Europejski debatuje, czy blogerzy mający ukryte złe intencje powinni być kontrolowani. My możemy się nie denerwować. Nasze intencje są jawne. Jesteśmy pełni złych intencji wobec UE i jej wielu popleczników" - stwierdzili autorzy innego brytyjskiego blogu "EU Referendum".
Źródło: Gazeta Wyborcza
W dobie globalizmu, wielkim przywódcom politycznym i gospodarczym nie jest w smak patrzenie im na ręce przez międzynarodową społeczność blogerską.
Jednak groźba wprowadzenia cenzury jest realna. Właścicieli portali można zastraszyć.
Natomiast pytanie, kto stoi za blogerem uważam za śmieszne...stoi za mną prawo do wolności słowa . Przynajmniej na razie.
Czyżby PE tego nie wiedział?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)