Jeśli w wyniku głosowania, na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, dotychczasowa większość w Radzie Nadzorczej zostaje utrzymana, a prezes zatrzymuje swój fotel i ma decydujący wpływ na obsadę pozostałych miejsc w zarządzie, w każdej normalnej firmie, zmiany dokonywane są na zasadzie kontynuacji. Odchodzący członkowie zarządu wprowadzają nowych w realizowane projekty. Dokładnie tak samo powinno być w przypadku koalicji rządzącej. Zwłaszcza, że Platforma zdobyła władzę niemalże absolutną (większość w Sejmie i w Senacie, stanowisko marszałka, prezydent z własnej stajni), silny mandat do rządzenia i perspektywę kilku lat do kolejnych wyborów. Wszystko o czym tylko można zamarzyć, chcąc zmierzyć się z poważnym programem reform.
Tymczasem premier sonduje jakieś krzywe rozwiązania odsuwające w przyszłość aktywność rządu i zmierzające do utrzymania personalnego status quo. Wewnętrzne gierki partyjne, znowu ponad interesem publicznym, choć oczywiście elegancko zasłonięte „racjonalnymi” argumentami o zobowiązaniach wynikających z polskiej prezydencji w UE. A przecież, przez dwa miesiące, które pozostały do końca prezydencji, byli ministrowie mogą jeszcze popracować w unijnych radach resortowych, ale już w ramach nowego rządu. Niech dokończą te sprawy, odciążając nowych ministrów, którzy jak najszybciej powinni zająć się wprowadzeniem koniecznej, obiecywanej od 4 lat reformy finansów publicznych. To przecież ta sama ekipa.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)