Najtrwalszym elementem systemu demokratycznego jest hipokryzja. Kadencje się zmieniają a wszechpotężna hipokryzja niezawodnie zamienia w cyrk polityczny spektakl. Ale tym razem, cyrk rozpoczął się już na długo przed uroczystą premierą. Przy okazji wyborów, politycy, media i autorytety karmiły lud frazesami o święcie demokracji. O tym, że każdy głos jest ważny, że razem zmieniamy Polskę, o obywatelskim obowiązku, mądrości i woli wyborców etc. Politycy, przez chwilę, musieli zająć się szczerzeniem kłów do elektoratu, udając frasunek i zatroskanie sprawami maluczkich. Lud zrobił swoje i lud może się wypchać, przynajmniej na najbliższe 4 lata.
Zanim wybrańcy narodu zdążyli się rozsiąść w swoich fotelach, postanowili kapkę skorygować, uświęcony demokracją, werdykt wyborczy. Pierwsze koty za płoty przerzucił niejaki poseł Kopyciński, opuszczając dziurawą, rozchwianą szalupę SLD na rzecz nowoczesnego jachtu motorowego (prosto ze stoczni) z Januszem Palikotem za sterem. W ten sposób, nieznany nikomu poseł, zapisał się złotymi zgłoskami w annałach prostytucji politycznej. Minęły dwa tygodnie i detal zamienił się w hurt. Szesnastu posłów, wybranych ledwie miesiąc temu z list PiS-u, dokonało politycznej emancypacji. A co? Chrzanić wyborców. Grunt, że rodzina na swoim.
Jeszcze w kampanii wyborczej, miłościwie nam panujący Donald Tusk, nie mógł się nachwalić kompetencji pani minister Kopacz jako szefowej resortu zdrowia. Przyznaję, że łyknąłem tę laurkę jak młody pelikan, bo i mnie wydawała się sensownym ministrem. Pochlebną opinię o pani Kopacz potwierdzał też mój przyjaciel, który w tej branży działa, więc się zna. Czyli cool, mamy dobrego ministra na tym trudnym odcinku. Tylko jakie to ma znaczenie wobec uświadomionej konieczności politycznej? Chrzanić ministerstwo, chrzanić zdrowie kiedy na stolcu marszałka Sejmu potrzebny jest wierny i oddany żołnierz. A przecież, zgodnie z konstytucyjnym porządkiem prawnym, marszałek, będący drugą osobą w państwie, przewodzi Sejmowi, który sprawuje funkcję kontrolną wobec rządu. Tylko, że w naszej fasadowej demokracji, marszałek zawsze jest przydupasem lidera partii rządzącej, zwyczajowo sprawującego funkcję premiera. Nie ma to jak skuteczna kontrola. Ale to zupełnie nie przeszkadza, żeby przy każdej okazji wycierać sobie gębę konstytucją. Nie przeszkadza również opozycji, podnosić teraz ten argument, tak jakby Ludwik Dorn czy Marek Jurek, w roli marszałków Sejmu byli wzorami niezależności. Oczywista hipokryzja. Ale taką samą hipokryzją jest uzasadnianie kandydatury pani Ewy Kopacz, jako gestu wobec idei wyrównywania szans kobiet i mężczyzn w polityce. Bardzo zręczny argument, ciemny lud na pewno to kupi.
Hipokryzją jest także burza wokół głosowania nad kandydaturą Wandy Nowickiej na stanowisko wicemarszałka Sejmu. O co kaman? Że raz jeden, posłowie skorzystali z prawa do głosowania zgodnie z własną wolą a nie wytycznymi partii? Skucha, wynik okazał się niezgodny z oczekiwaniem światłych strażników dobrych obyczajów w demokracji, więc trzeba było głosować po raz wtóry, do skutku. Skoro demokracja się nie sprawdziła, tym gorzej dla demokracji.



Komentarze
Pokaż komentarze