hipokrytes hipokrytes
1061
BLOG

Federacja albo śmierć?

hipokrytes hipokrytes Polityka Obserwuj notkę 26

Kiedyś wyszydzano Jana Rokitę za hasło „Nicea albo śmierć!”, rzucone z trybuny sejmowej, w proteście przeciw niekorzystnym dla Polski, planom zmiany zasad głosowania w Radzie Europy. Teraz bez żenady robi się ludziom wodę z mózgu bardzo podobną retoryką. Federacja albo śmierć! zdają się krzyczeć Angela Merkel i Nikola Sarkozi. Federacja albo śmierć! wtóruje im Donald Tusk!

Ni z tego ni z owego, okazuje się, że projekt Unii Europejskiej, do niedawna uważany za genialny (każdy kto twierdził inaczej nazywany był oszołomem), można bardzo łatwo zepsuć. Europejscy politycy okazali się ignorantami ekonomicznymi. Realizując swoje cele polityczne, z rozmysłem łamali kryteria konwergencji ustalone w traktacie z Maastricht, dla krajów uczestniczących w unii walutowej. Jednym z nich było ograniczenie do 60% PKB, limitu długu publicznego. Tymczasem, w przypadku 8 na 13 krajów, tworzących obecnie strefę euro pogodzono się z długiem przekraczającym tą granicę. Unijni biurokraci nie ogarnęli tego problemu. Teraz tłumaczy się nam, że remedium na kryzys jest przekazanie im jeszcze większej władzy, po to by mogli zadbać o nasz interes lepiej niż my sami. Co ciekawe, pod hasłem polityki fiskalnej, oprócz daleko idących uprawnień do grzebania w podatkach i budżetach państw członkowskich, sprzedaje się od dawna obowiązujące kryteria z Maastricht jako nowy pomysł utrzymywania dyscypliny budżetowej. Wmawia się nam, że upadek strefy euro to upadek Europy. To nieprawda. Unia walutowa, nie jest elementem bezwzględnie koniecznym dla istnienia wspólnoty europejskiej. Co więcej, geneza trwającego kryzysu wskazuje, że wspólna waluta może być niebezpieczna. Robert Gwiazdowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha, powołując się na pogląd Josepha Stiglitza, laureata nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii uważa, że unia walutowa pomiędzy państwami o różnym stopniu rozwoju nie ma racji bytu, ponieważ uniemożliwia prowadzenie polityki stóp procentowych przez krajowe banki centralne, a taka polityka jest ważnym instrumentem wpływu na konkurencyjność gospodarki krajowej. W 2009 roku polskie przedsiębiorstwa obroniły się przed kryzysem właśnie dzięki dewaluacji złotego wobec euro, co uczyniło polski eksport opłacalnym. Oto tajemnica zielonej wyspy Donalda Tuska. Strefa euro i tak pewnie upadnie, to tylko kwestia czasu. Drukowanie pieniędzy przez Europejski Bank Centralny kryzysu nie uleczy. Skutki upadku będą opłakane, ale Polska, która nie jest członkiem unii walutowej i tak jest w lepszej sytuacji. Nie ma powodu żebyśmy mieli grać pierwsze skrzypce w tej batalii, pchając się na pokład tonącego statku. Profesor Milton Friedman, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, jeden z twórców monetaryzmu i orędownik idei wolnego rynku, w dniu wdrożenia waluty euro, w 2000 roku powiedział: „Z euro jest jak z socjalizmem. To piękna idea, która nie sprawdzi się w praktyce. Daję unii walutowej szanse na kolejne 10 lat. Potem kryzys i rozpad strefy Euro.” Wygląda na to, że się nie pomylił.

Ale hipokryzja polityków polega też na czym innym. Proponowane pogłębienie integracji, nie może być narzędziem waliki z trwającym kryzysem. To są rozwiązania systemowe, wymagające zmiany traktatów co jest procesem długotrwałym, więc choćby tylko z tego powodu nie uratują rozpadającej się strefy euro. Wszystko to nie przeszkadza jednak partii rządzącej w tworzeniu atmosfery braku alternatywy dla koncepcji federacji przedstawionej przez Radosława Sikorskiego. W licytacji, w eurofanatyzmie, przekraczając granice głupoty bierze udział SLD. Leszek Miller przebija stawkę,domagając się od rządu konkretnego planu wejścia Polski do strefy euro. Tak absurdalny postulat, wobec aktualnej sytuacji strefy euro, trudno nawet komentować. Pozostaje wierzyć, że minister Rostowski wytrwa przy swojej opinii na ten temat, którą wygłosił kilka dni temu: „Polska obecnie nie może myśleć owejściu do strefy euro w jej obecnym kształcie, może to zrobić wtedy, kiedybędzie to bezpieczne dla polskiej gospodarki”.
 
W kontekście debaty na temat przyszłości Unii Europejskiej wyraźnie widać jak bardzo brakuje w Sejmie rozsądnej, konserwatywnej opozycji. Układ sił jest skrajnie niekorzystny. Z jednej strony federaliści, gotowi poprzeć najdalej idące projekty ograniczenia suwerenności władzy państwowej, z drugiej PiS organizujący marsze protestacyjne, z okrzykami o Trybunale Stanu i zdradzie, nie potrafiący zaproponować żadnego alternatywnego pomysłu. W takiej sytuacji, wybór między federacją a inną koncepcją, dla opinii publicznej będzie oznaczał wybór między PO i PiS, a to jest fałszywa alternatywa. Największym sprzymierzeńcem Donalda Tuska w walce o przyszłość Polski w UE jest Jarosław Kaczyński.

 

Hipokrytes

hipokrytes
O mnie hipokrytes

Kiedy słucham polityków trafia mnie szlag! Zamiast kląć przed telewizorem, napiszę co o tym myślę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka