Parę dni temu, na wirtualnych łamach magazynu internetowego Maddogowo, pojawił się ciekawy wywiad z Grzegorzem Miecugowem na temat mediów. Cenię pana Miecugowa za program „Inny punkt widzenia”, w którym prowadzi kameralne rozmowy z ludźmi nauki, kultury i sztuki o współczesnym świecie, jakże dalekie od tandetnego blichtru formatów z udziałem celebrytów, pełnych pajacowania i tekstów o dupie Maryni. Ostatnio pan redaktor trochę mi podpadł, za dość aroganckie reakcje na krytykę stacji telewizyjnej, w której pracuje, tym bardziej więc byłem zaskoczony, że jego ocena kondycji polskich mediów w znacznym stopniu pokrywa się z moją opinią. Wybrałem kilka wypowiedzi, które pozwolę sobie skomentować.
330
BLOG
O mediach, słów gorzkich parę
„Stan dziennikarstwa w Polsce nie jest zadowalający. Stan mediów jest opłakany i z każdym rokiem będzie gorzej, dlatego że wymusza to rynek. Tabloidyzację wymusza odbiorca. Przecież to nie jest widzimisię szefów stacji radiowych i telewizyjnych czy szefów gazet, że robi się coraz bardziej płytkie teksty, płytkie materiały. Że dyskusja jest coraz bardziej błaha.”
Zgoda, obawiam się jednak, że schlebianie najniższym gustom oznacza zmierzch tradycyjnych mass mediów. Tabloidyzacja przekazu powoduje, że poprzeczkę obniża się coraz bardziej. Na końcu tej drogi jest informacja ograniczona do poziomu krótkiego smsa, do sklecenia której nie będzie potrzebny już żaden dziennikarz. Przyszłością mediów jest więc odejście od przekazu kierowanego do masowego odbiorcy, na rzecz zidywidualizowanych treści adresowanych do mniejszych grup zainteresowanych, co dzieje się w internecie. W sieci, obok masowych portali, dla których liczba kliknięć (istotna z punktu widzenia reklamodawców) jest znacznie ważniejsza od przekazania informacji, funkcjonują rozmaite nisze oferujące niezależną publicystykę. Choćby blogosfera. Trzeba tylko wydeptać ścieżki prowadzące do miejsc, które uznamy za interesujące, co na początku wymaga niestety nieco determinacji.
„Nie da się ukryć, że o bardzo wielu kolegach wiem, co powiedzą na każdy temat. Nie muszę ich słuchać. Oni są kopią polityków. (…) Jest cała grupa dziennikarzy, tzw. „prawicowych”, którzy zawsze skopią Tuska. Jest grupa dziennikarzy proplatformerskich, którzy zawsze dokopią Jarosławowi Kaczyńskiemu. A ta grupa, która powie raz tak, a raz tak, jest coraz mniejsza.”
Pełna zgoda. Spodziewam się, że w ocenie poszczególnych dziennikarzy pewnie znaleźlibyśmy sporo różnic, ale byłem mile zaskoczony, że Piotr Zaremba, Michał Szuldrzyński i Paweł Lisicki zostali wymienieni w pozytywnym kontekście. Natomiast, z oceny postawy Tomasza Lisa w jego przedwyborczej debacie z Jarosławem Kaczyńskim, pan Grzegorz wyraźnie się wymigał. Nie wierzę, że nie widział tego programu. Niestety, podobnie jak dziennikarzy oceniam większość blogerów politycznych. W znacznej mierze blogosfera jest wtórna. Powiela opinie prezentowane w zawodowych mediach, tyle że w sposób wyostrzony, skrajny, często podany w chamski, prostacki sposób, bo tutaj można sobie pozwolić na więcej. Niektóre blogi to zwykłe szamba, każdego dnia wylewające tony ekskrementów na głowy przeciwników politycznych. Ale są to te same, gotowe oceny, podawane na tacy przez mainstreamowe media. W 8 przypadkach na 10, z góry, bez czytania wiem dokładnie jaki pogląd, w danej sprawie, zaprezentuje ten czy inny bloger. Linia demarkacyjna przebiega wzdłuż podziałów partyjnych i nie ma mowy by zadeklarowany zwolennik PO napisał coś dobrego o Jarosławie Kaczyńskim albo PiS-owiec pochwalił Donalda Tuska. Brakuje w tym wszystkim samodzielnego myślenia i formułowania ocen w kategoriach sprawy, a nie opcji politycznej, która ją podnosi.
„Komentatorzy życia publicznego powinni być osobami całkowicie wolnymi i niezależnymi, także od siebie. Powinni w każdej chwili umieć stanąć z boku i popatrzeć na każdą sprawę z pewnego dystansu. Tak jak na obraz nie patrzy się z bardzo bliska, wtedy widzi się tylko grudki farby. Powinno się zrobić cztery kroki do tyłu, wtedy widzi się całość. (…) Ja też czuję, że jestem w tym centrum. Nie jestem zwolennikiem ani jednych, ani drugich. Jestem z boku.”
Poruszałem ten temat w notce „Święte krowy”. Problem polega na tym, że prawie każdy dziennikarz uważa, że on jest właśnie tym obiektywnym i rzetelnym, podczas gdy widać gołym okiem, kto do której partii „się zapisał”. Ja jestem mniej wymagający od pana Miecugowa. Rzetelność dziennikarska z pewnością by się przydała, ale obiektywizm bym dziennikarzom odpuścił. Mają prawo mieć własne poglądy i trudno oczekiwać, żeby pracowali wbrew sobie. Nie wierzę w stanie z boku. Obawiam się, że ktoś kto rzeczywiście stałby z boku, musiałby prezentować strasznie miałki przekaz. Należy obalić więc wreszcie mit obiektywnego dziennikarstwa i skończyć z hipokryzją w tej sprawie.
„Uważam, że 11 listopada stała się rzecz niewiarygodna. Zaatakowano dziennikarzy, po raz pierwszy chyba identyfikując ich z władzą.”
Dziennikarzy atakowano już znacznie wcześniej, tyle że werbalnie. Poziom agresji debaty publicznej, przy walnym udziale mediów, wspiął się dziś na znacznie wyższy poziom, stąd obserwujemy zjawisko przechodzenia od słów do czynów. Wydarzenia z 11 listopada są o tyle symboliczne, że poza wyjątkowo nierzetelnym przekazem, niektórzy dziennikarze zaangażowali się wprost po jednej ze stron konfliktu, biorąc udział w nakręcaniu spirali agresji. Media dzierżą potężną władzę. To one w znacznym stopniu kreują trzy jej konstytucyjne emanacje. Polityk, który nie pokazuje się w mediach nie istnieje. Jednocześnie, odpowiedzialność za słowo nie wydaje się być najważniejszą troską mediów.
Cały wywiad, pełen jest naprawdę interesujących refleksji. Został przeprowadzony w duchu programu „Inny punkt widzenia”, z tą wszakże różnicą, że tym razem to Grzegorz Miecugow pełni w nim rolę gościa a nie gospodarza. Zachęcam do lektury.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)