Na fali protestów w sprawie ACTA, podjęto dyskusję na temat prawa własności intelektualnej, a także prawa własności w ogóle. Nie zamierzam tu wchodzić w głębsze rozważania, w jaki sposób własność intelektualna powinna być chroniona i jak egzekwowana. Chcę natomiast zwrócić uwagę na dość ciekawy paradoks, zgodnie z którym prawo własności intelektualnej podważają dziś dwa skrajnie opozycyjne wobec siebie środowiska polityczne. Dla libertarian, uznających pełną swobodę dysponowania swoją własnością, prawo własności jest jednym z niepodważalnych praw naturalnych. Kwestionują jednak ten status, w przypadku własności intelektualnej. Zgodnie z wyznawaną doktryną uważają, że uznanie prawa własności intelektualnej twórcy, prowadzi do ograniczenia swobody dysponowania własnością przez legalnego nabywcę dzieła czy utworu.
609
BLOG
Grab zagrabione?
Z drugiej strony, z zupełnie innych pozycji ideowych, zamach na prawo własności intelektualnej szykują środowiska lewicowe. Kłopot w tym, że w przewrotny sposób odwołując się do wolności i godności człowieka, podnoszą argumenty czysto marksistowskie. Poglądy Janusza Palikota wciąż ewoluują i powoli zaczynają przypominać założenia manifestu komunistycznego. Już teraz, nowy mesjasz lewicy, spór o ACTA przedstawia jak konflikt interesów wyzyskiwanej klasy pracującej (internautów) i burżuazji (twórców), definiując wolność jako brak ograniczeń finansowych w dostępie do internetu. To chytry zabieg. Kiedy brak poszanowania cudzych praw nazwiemy walką o wolność i godność człowieka, to w imię wyższych racji można złamać wszystkie obowiązujące zasady etyczne. Janusz Palikot pisze na swoim blogu:
„Większość młodych ludzi pracuje teraz w Polsce na umowach śmieciowych, bez widoków na emerytury, i na sukces. Dla wielu z nich jest to jedyna „konsumpcja”! Tylko na to ich „stać”, aby za darmo obejrzeć coś w sieci. Teraz – po podpisaniu ACTA – mają za to płacić. I oto jest ten spór! W tych protestach wyraża się żal za to jak dziś wygląda życie młodego człowieka. W świecie rozbudowanych oczekiwań konsumpcyjnych i niskich zdolności płatniczych. Dlatego stało się to sprawą godności tego pokolenia. Tu wolność jest z godnością powiązana jak zawsze – w sposób zasadniczy! (…) Jest w tym wszystkim elementarna dla życia publicznego kwestia proporcji pomiędzy czyjąś własnością, a prawem dostępu. Tak jest, było i będzie, że to zawsze jest w sprzeczności. Własność to zawsze ograniczenie dostępu i już!”
Brzmi jak idea komunizacji internetu. W myśl tych zasad, dostęp do zasobów sieci należy się wszystkim, za darmo, bez oglądania się na cudzą własność. Ale Palikot nie jest tu osamotniony. Podobne poglądy zawsze mogły liczyć na życzliwe wsparcie usłużnych intelektualistów. I oto, w roli ideologa nowej sprawiedliwości społecznej pojawia się Jacek Żakowski, gwiazdor lewicowego dziennikarstwa, relatywizując istotę prawa własności:
„Wbrew temu, co od 20 lat powtarzamy o świętym prawie własności, to jest ono jednym z najmniej świętych praw w historii. Koncepcja własności , co może być własnością, jest historycznie zmienna, jak mało która. Niecałe 200 lat temu chłop, czy niewolnik był przedmiotem prawa własności. A prawo do własności ziemi? Po pierwszej wojnie światowej zakwestionowane w całej Europie. To wszystko jakby ewoluowało. Mamy do czynienia z historyczną zmianą, jaka dokonała się w Stanach Zjednoczonych w odniesieniu do prawa do własności niewolnika. Dobra kultury, dostęp do kultury podlega podobnej emancypacji. Stosunek do prawa własności zawsze był bardzo polityczny, nawet gdy nie postępowała rewolucja. Kończy się codzienność. Chmura jest odpowiednikiem gawiedzi rewolucyjnej.”
A więc w imię, tak zwanej sprawiedliwości społecznej, należy dokonać emancypacji (jakie zgrabne słowo) prawa własności intelektualnej, a być może zastanowić się nad nową definicją tego, co w ogóle może podlegać własności. Lewica zawsze potrafiła znaleźć ładną ideologiczną oprawę dla starej dewizy Lenina „grab zagrabione”. Panie Palikot! Panie Żakowski! Nie idźcie tą drogą!
Ale nie jest też tak, że sam sposób ochrony własności intelektualnej nie podlega dyskusji. Warto się zastanowić nad istniejącymi regulacjami w tym względzie. Dzisiejszy system prawny, w sposób przesadny chroni twórców. W przypadku praw autorskich, ochrona wynosi aż 70 lat, od momentu śmierci autora. Co ciekawe, również w tej sprawie, znaczne skrócenie okresu ochrony postulują bardzo odległe środowiska politycznie (znowu ten sam paradoks). Część środowisk prawicowych, między innymi Janusz Korwin Mikke, ale także europejscy Zieloni, na czele których stoi znany z lewackich sympatii Daniel Cohn-Bendit, jeden z przywódców rewolty 1968 roku.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)