Wciąż czytam triumfalne wieszczenia końca dominacji Platformy Obywatelskiej. Wyspecjalizował się w nich między innymi Marek Migalski. W kolejnych wpisach na swoim blogu („PO – to już koniec!”, „Co po PO?”, „PO – kronika zapowiedzianej śmierci”) snuje wizje wewnętrznego rozkładu Platformy i upatruje w tym wielkiej szansy dla swojej partii. Jest bardzo pewny swego:
„Z każdym dniem coraz bardziej to widać, słychać i czuć (że Platforma się kończy). Kto tego nie rozumie, nie powinien zajmować się polityką. CI którzy twierdzą, że nic się nie dzieje, że Tusk nie przez takie zawirowania przechodził, że nie takie kryzysy przezwyciężał, ośmieszają się i będą w przyszłości wykpiwani jak ci, którzy na jesieni 1991 roku twierdzili, że Związek Radziecki pokona wolny świat.”
Lubię teksty Marka Migalskiego, uważam, że jest znacznie sprawniejszym publicystą niż politykiem, zgadzam się z większością spostrzeżeń zawartych w przywoływanych wpisach, a jednak wyciągam z nich inne wnioski.
Tak, to prawda. Donald Tusk jest dziś poturbowany jak nigdy wcześniej. Stracił wiele z wizerunku politycznego króla Midasa, który każdy problem jest w stanie zamienić w dobry PR. Gdyby wybory odbywały się wiosną, miałby twardy orzech do zgryzienia, choć wcale nie stałby na straconej pozycji. Ale do wyborów mamy jeszcze prawie 4 lata rejsu rozklekotaną łajbą, płynącą przez wzburzony, nawiedzany sztormami ocean. W tym kontekście, to co dzieje się dzisiaj nie ma tak wielkiego znaczenia. Donald Tusk odniesie jeszcze nie jedną ranę, rząd nie jeden raz się skompromituje, ale to wcale nie oznacza przewrotu na scenie politycznej. Mandatem do sprawowania władzy przez PO, nie są sukcesy Donald Tuska w roli premiera tylko strach przed PiS-em. Paraliżującym strachem spętane są media tworzące przekaz, w którym zwycięstwo PiS byłoby narodowym kataklizmem. Ten strach, każe wybaczyć każdy błąd w imię wyższej racji. To psychoza, ale trzeba przyznać uczciwie, że PiS zapracował sobie na rolę czarnego luda. Jarosław Kaczyński jest, bez wątpienia, największym sojusznikiem Donalda Tuska. Warunkiem dokonania zmian jest rozpad dwubiegunowej sceny politycznej. Dopóki będzie istniał PiS w obecnym kształcie, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, Donald Tusk może czuć się bezpiecznie. Litania kolejnych wpadek spowoduje jedynie zmianę motywów poparcia dla jego rządów. W coraz mniejszym stopniu miłość, w coraz większym wyrachowanie. Z punktu widzenia sprawowania władzy nie ma to jednak większego znaczenia. Strach jest najlepszym spoiwem. Dopiero na gruzach PO i PiS będzie możliwe nowe otwarcie.
Tu dochodzimy do kolejnej kwestii, która rodzi optymizm pana Migalskiego, choć moim zdaniem, póki co, nie ma ku temu nawet najmniejszych podstaw. Kto miałby być beneficjentem klęski PO? Platforma jest dzisiaj bezideową korporacją, w której znaleźć można wszystkie środowiska polityczne. Część z nich, mają szansę przejąć Janusz Palikot i SLD, ale co z centrum i tak zwanym prawym skrzydłem Platformy, które teoretycznie mógłby zagospodarować PJN? Nie widzę dziś żadnej aktywności tej partii. Każdy z jej rozpoznawalnych członków gra na siebie. Paweł Kowal, wyspecjalizował się w polityce wschodniej i powoli buduje pozycję eksperta również w sprawach europejskich, wyraźnie dystansując się od polskiego grajdołka politycznego. Publicystyka Marka Migalskiego utrwala jego odrębność. Paweł Poncyliusz w ogóle zniknął ze sceny, poza Sejmem dopadła go proza życia. Michał Kamiński, w PJN jest chyba tylko przez pomyłkę. Jego kuriozalne one man show i nie przyzwoite umizgi do PO robią fatalne wrażenie. Panie Marku! Nie tworzycie żadnej alternatywy politycznej. Jeżeli sądzi Pan, że pospolite ruszenie i medialne ADHD, na pięć minut przed wyborami, pozwoli wam wejść do pierwszej ligi, to jest Pan naiwny. W Polsce brakuje, rozsądnej, konserwatywno-liberalnej opozycji, która będzie miała własny pogląd w każdej ważnej sprawie, miast w czambuł krytykować wszystkie posunięcia rządu. Ale wy nie chcecie nią być. Konserwatywno-liberalni wybory PO nie mają dokąd pójść.
Moja rada. Zamiast upajać się wizją agonii PO, zajmijcie się pracą u podstaw. Zacznijcie działać na rzecz nowego projektu politycznego jako zespół. I zmieńcie ten obciachowy szyld. PJN kojarzy się z PiS-em, Kluzik-Rostkowską i całym tym kompromitującym bałaganem, który jest grzechem pierworodnym tej formacji. Po co dźwigać to brzemię?



Komentarze
Pokaż komentarze (31)