hipokrytes hipokrytes
382
BLOG

Czyszczenie przedpola

hipokrytes hipokrytes Polityka Obserwuj notkę 4

Upojny smak zwycięstwa często bywa zwiastunem porażki. Wódz, który w geście triumfu stawia stopę na torsie pokonanego wroga i ma dość siły by skazać na wygnanie głównego konkurenta do władzy, traci czujność. To właśnie z powodu pychy, starożytni władcy ogłaszali swoją boskość i stawali się podmiotem kultu poddanych. W sprawie ACTA, Donalda Tuska poniosła arogancja i buta. Na własne życzenie zapędził się do narożnika. Wpadka tym bardziej bolesna, że z punktu widzenia rządu, gra nie toczyła się o wysoką stawkę. Początkowo, głównie chodziło o prestiż, związany z faktem, że z przyjęcia ACTA przez Radę Europy, uczyniono jeden z sukcesów polskiej prezydencji. Wobec skali protestów, prestiż przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, ale upór premiera zrobił z tego sprawę honorową. Dlatego kluczył, miotał się, parował ciosy, ale i tak musiał w końcu ustąpić.

Donald Tusk potrafi być zręcznym graczem. Wbrew nadziejom wielu oponentów, nie doszło do istotnego rozprężenia w szeregach władzy. Premier zarządził odwrót z pola walki, w zwartym szyku, z bronią i ze sztandarami. To co zaprezentował na piątkowej konferencji prasowej, to naprawdę kawał udanego piaru. Chmurny Tusk, zamienił się znów w sympatycznego gościa. Skrócił dystans, posypał głowę popiołem, wyznał grzechy i obiecał poprawę. Takiego faceta nie sposób nie lubić. W końcu, kto z nas jest bez wad? Jednocześnie, meritum dotyczące ochrony własności intelektualnej w internecie, umiejętnie przeniósł poza sferę sporu. Co więcej, z gorliwością neofity, odział się w szaty czołowego lobbysty, na rzecz zatrzymania ACTA na gruncie europejskim. Kto wie, czy ta zuchwała zagrywka nie okaże się skuteczna wizerunkowo. W końcu, mimo całej niechęci do polityków, przeciwnicy ACTA potrzebują zinstytucjonalizowanego orędownika swojej sprawy. A urzędujący premier, w roli sojusznika może być nie do pogardzenia. Wydaje się, że Donald Tusk zaczął powoli odzyskiwać grunt pod nogami.

Ale cała ta sprawa, to przede wszystkim czyszczenie przedpola. Szykuje się walna bitwa o zmiany w ustawie emerytalnej, zwane szumnie i na wyrost reformą emerytalną. Tusk chce uczynić ten temat sztandarowym projektem swoich rządów. Trwałym śladem pozostawionym po sobie w polityce. Chce podjąć walkę o wizerunek państwowca i w tej sprawie jest gotów postawić na szali bardzo wiele. Tym bardziej, że zdaje sobie sprawę, że wydłużenie wieku emerytalnego jest konieczne i niezależnie od postawy opozycji, to na jego rząd spadnie odpowiedzialność za zaniechanie jakichkolwiek reform, w obliczu europejskiego kryzysu. Liderzy partii opozycyjnych prześcigają się w hipokryzji i populizmie (postulat referendum jest cynicznym wybiegiem politycznym), chwiejne PSL jak zwykle hamletyzuje, więc ewentualne wsparcie ze strony Janusza Palikota będzie legitymizować go jako jedynego, odpowiedzialnego partnera do rządzenia. To może być punkt zwrotny tej kadencji.
 
W tej sprawie jestem po stronie premiera, choć same zmiany w ustawie emerytalnej to o wiele za mało. Polsce potrzebny jest nowy plan Balcerowicza, dokonanie całego szeregu zmian systemowych, które stymulowałyby rozwój gospodarczy, bo tylko w ten sposób wydłużenie wieku emerytalnego przyniesie spodziewane efekty. Tymczasem, nie ma na to żadnych szans. Socjaliści z SLD, PSL-u i obu PiS-ów, w imię nieszczęsnych haseł o solidarności społecznej, nie dopuszczą do żadnych zmian. Zresztą, Tuskowi też wcale na tym nie zależy. Jego zwycięstwo może się więc okazać pyrrusowe. Ale spróbować trzeba.

 

Hipokrytes

hipokrytes
O mnie hipokrytes

Kiedy słucham polityków trafia mnie szlag! Zamiast kląć przed telewizorem, napiszę co o tym myślę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka