M. M. M. M.
11970
BLOG

Dramat Rodezji. cz. II

M. M. M. M. Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 6

Kolejną jednostką był Rodezyjski Pułk Pojazdów Opancerzonych (Rhodesian Armoured Car Regiment). Ogółem służyło tam do 500 osób. Samochody pancerne spełniały szczególnie ważne zadania w zmaganiach z murzyńską partyzantką. Ochraniały konwoje, patrolowały okolice, organizowały blokady drogowe oraz przeprowadzały błyskawiczne rajdy na bazy przeciwnika (w tym i zagraniczne). Skuteczność tych ostatnich była tak wysoka, że komuniści nazywali ich „czarnymi diabłami” (Rodezyjczycy z tej formacji nosili czarne mundury). W Pułku służyli również Afrykanie.

Major Derrel Winkler. Amerykański ochotnik w Rodezyjskim Pułku Pojazdów Opancerzonych. Weteran wojny w Wietnamie.

Interesującym zagadnieniem były rodezyjskie pojazdy opancerzone własnej konstrukcji. Starano się w ten sposób chronić przed organizowanymi na drogach zasadzkami i podkładanymi minami. Zwłaszcza te ostatnie stanowiły wielkie niebezpieczeństwo. Terroryści okazali się bowiem gorliwymi kursantami sowieckich trenerów, którzy szczególną wagę przywiązywali do tej broni, jako niezwykle skutecznego elementu walki partyzanckiej. Miny (przeciwczołgowe i przeciwpiechotne – w większości produkcji radzieckiej) umieszczano na drogach i torach kolejowych. Powodowało to straty wśród ludności cywilnej, żołnierzy i paraliżowało komunikację krajową.

Rodezyjski pojazd opancerzony.

Niewystarczająca ilość pojazdów wojskowych na wyposażeniu armii i brak możliwości kupna nowych, skłoniły pomysłowych Rodezyjczyków do wzmacniania pancerzem posiadanych już samochodów. W pojazdach Land Rover oraz ciężarówkach typu Mercedes lub Bedford instalowano płyty pancerne. Odkryto, że napompowane wodą opony u kół osłabiały siłę eksplozji miny i czyniły samochód cięższym, a przez to mniej narażonym na przewrócenie się wskutek wybuchu. Zaczęto samodzielnie projektować i konstruować całe serie nierzadko wyjątkowo oryginalnych pojazdów opancerzonych, które swą specjalną budową skutecznie osłabiały efekty uderzeń pocisków oraz wybuchów min.

Pojazd opancerzony "Kuguar".

Montowano dodatkowe pozałamywane płyty, które miały absorbować eksplozję pocisku. Kadłuby wozów budowano w kształcie litery V – tak, aby siła eksplozji szła na boki. Osie samochodów umocowane były na specjalnych konstrukcjach nieco oddalonych od korpusów pojazdów. Powodowało to, że wybuch miny mniej groził pasażerom. Nazwy pojazdów pochodziły od dzikich zwierząt afrykańskich (Hiena, Hipopotam, Krokodyl, Kudu, Kuguar, Leopard, Nosorożec, Puma,). Pod koniec konfliktu grupainżynierów z miasta Gwelo (obecnie Gweru) skonstruowała typowy bojowy pojazd odporny na miny (Mine Protected Combat Vehicle).

"Leopard".

Istniały też konstrukcje przystosowane do jazdy na torach. Pojazd tego rodzaju jechał na przedzie składu lub służył do przemieszczania się pracownikom kolejowym.Wspaniałym osiągnięciem były pojazdy przystosowane wyłącznie do wykrywania min (rewelacyjny Pookie). Wspomagały je w tej dziedzinie oddziały saperów ze specjalnie wyszkolonymi psami. Okazało się, że psy rasy labrador znakomicie spisywały się pod tym względem i potrafiły odszukać dużą część ukrytych min. Niektóre z wozów wyposażano w niezwykle silne uzbrojenie pokładowe (sprzężone karabiny maszynowe, miotacze granatów). Montowano przemyślne automatyczne systemy strzeleckie, pozwalające na prowadzenie ognia pojedynczemu kierowcy.

Pojazd-wykrywacz min "Pookie".

Wsparcia artyleryjskiego udzielał walczącym Pierwszy Polowy Pułk Artylerii Rodezyjskiej (1st. Field Regiment Rhodesian Artillery). W jego skład wchodziła bateria moździerzy (105 mm. i 155 mm.) oraz bateria rezerwowa dział 25- funtowych. Trudne warunki terenowe i znaczne odległości nie były w stanie przeszkodzić artylerzystom w należytym przeprowadzaniu operacji. Czasem nawet sami artylerzyści zmuszeni byli walczyć jako piechurzy.

Wielką rolę odegrało skromne lotnictwo rodezyjskie (Rhodesian Air Force). Choć piloci zmuszeni byli latać na nielicznych nowoczesnych samolotach i na przestarzałych brytyjskich myśliwcach odrzutowych tudzież samolotach transportowych Dakota, pamiętających jeszcze II wojnę światową, to bez wsparcia lotniczego niemożliwe byłyby sukcesy operacji antyterrorystycznych. Obsługa naziemna pozbawiona wskutek embarga części zapasowych, musiała wielokrotnie dokonywać istnych cudów przy naprawie uszkodzonych maszyn.

 

Rodezyjska Dakota. W oczekiwaniu na start.

Ze względu na warunki terenowe, klimatyczne i specyfikę operacji militarnych, szczególnego znaczenia nabrały helikoptery. To właśnie za ich pomocą przerzucano błyskawicznie żołnierzy, ewakuowano rannych, namierzano i ostrzeliwano wrogie oddziały. Świetnie spisały się pod tym względem śmigłowce francuskie Alouette III (skowronek). Te stosunkowo ciche oraz lekkie, aczkolwiek wytrzymałe helikoptery znakomicie zdały swój egzamin podczas wojny. Odnotowano przypadek, kiedy śmigłowiec tego typu trafiony pociskiem RPG 7 w ogon, zdołał powrócić do bazy. Innym razem – helikopter ostrzelany z ręcznej broni maszynowej podczas przelotu nad obozem rebelianckim – zdołał wytrzymać ogień. Pilot wzniósł maszynę i nim odleciał ostrzelał jeszcze przeciwników. Większość helikopterów Rodezja wypożyczyła od RPA. Część udało się potajemnie zakupić zagranicą. Tak się stało w przypadku zakupu 11 egzemplarzy helikoptera włoskiego Agusta-Bell 205A. Według jednej z wersji, w 1978 r. zakupił je podstawiony klient z Kuwejtu. Transport przybył do Bejrutu ogarniętego wojną. Tam rozładowano je i przewieziono do dzielnicy chrześcijańskiej. Wkrótce wymieniono je za izraelską broń dla chrześcijańskiej Armii Południowego Libanu majora Haddad'a. Jako, że helikoptery Augusta-Bell dysponowały większym zasięgiem, posłużyły następnie do przeprowadzenia rajdów na zagraniczne bazy terrorystyczne. Podobnie jak inne niektóre jednostki, siły powietrzne Rodezji były formacją wielorasową.

Pilot z desantem przy helikopterze Alouette 2.

Na uwagę zasługują żołnierze z Grey's Scouts. Była to konna jednostka wojskowa. Pod koniec wojny liczyła ok. 1000 żołnierzy. Zadaniem szybko przemieszczających się szwadronów było patrolowanie, zwiad i tropienie terrorystów. Grey's Scouts dysponowali sekcją wyposażoną w psy tropiące (w większości angielskie psy do polowań na lisy) oraz sekcją moździerzy (60 mm. i 82 mm.). Posiadali własną kuźnię, podkuwaczy koni oraz zakład produkujący niezbędny ekwipunek. Wiele koni zostało im ofiarowanych przez sympatyzujących z Rodezją mieszkańców RPA.

Grey's Scouts podczas inspekcji.

Dużą rolę w zwalczaniu rebelii marksistowskiej odegrała również policja. Jej nazwa wywodziła się jeszcze z czasów założenia Kolonii i pozostała niezmieniona w niepodległej Rodezji. Była to Brytyjska Policja Południowoafrykańska (British South Africa Police). W 1966 r. w związku z eskalacją zagrożenia komunistycznego, w jej ramach utworzono specjalną jednostkę antyterrorystyczną – PATU (Police Anti-Terrorist Unit). Istniała także tzw. Miejska Jednostka Szybkiego Reagowania (Urban Emergency Unit). Ok. 60 % policjantów było Afrykanami.

Jednostki Specjalne Rodezji

Opisując środki obronne podjęte przez Rodezję, nie sposób nie wspomnieć o jej jednostkach specjalnych. Formacje elitarne najbardziej zasłużyły się w eliminacji zagrożenia terrorystycznego. Należały do nich Special Air Service (SAS) i Selous Scouts.

Wyjątkowe sukcesy odnotowała wielorasowa jednostka specjalna Selous Scouts. Powstała w 1973 r. Jej nazwa pochodziła od nazwiska słynnego brytyjskiego podróżnika, myśliwego i przewodnika Kolumny Pionierów z roku 1890 – Frederick'a Courteney'a Selous'a (1851 – 1917). Liczyła ogółem ok. 1000 żołnierzy. Prawie 80% jej składu stanowili czarni. Motto formacji stanowiły słowa wywodzące się z języka szoneńskiego. Brzmiały one: „pamwe chete”, co oznacza: „wszyscy razem”. Żołnierze tej formacji wykonywali ściśle tajne operacje zwiadowcze i bojowe na terenie Rodezji i w sąsiednich państwach, gdzie mieściły się bazy terrorystów. Wszechstronnie przeszkoleni, posiadali umiejętności niezbędne do przetrwania w buszu, dzięki czemu mogli przeniknąć na wrogie obszary. Tam dokonywali rozpoznania oraz uprowadzali bądź likwidowali przeciwników. Selous Scouts operowali zazwyczaj w niewielkich grupach (od 3 do 8 osób) lub w trzydziestoosobowych oddziałach dowodzonych przez 1 lub 2 białych oficerów. W trakcie operacji (za wyjątkiem potyczek i pory nocnej) biali najczęściej pozostawali w ukryciu, obserwując i dowodząc akcją. Ale, gdy sytuacja tego wymagała, potrafili na pewną odległość ukryć swe europejskie pochodzenie. W tym celu malowali na czarno twarze oraz nosili duże zasłaniające twarze kapelusze wojskowe. Zamiast ciężkich wojskowych butów i mundurów Selous Scouts często nosili lekkie tenisówki i krótkie spodenki. Ci, którzy przeszli mordercze szkolenie, znali każdy rodzaj broni oraz techniki walk wręcz. Dzięki naukom sprowadzonych specjalnie botaników uniwersyteckich, przyswoili sobie także wiedzę na temat przeżycia w dzikim terenie oraz zapoznali się z metodami tropienia, wykrywania obecności innych i odnajdywania drogi w buszu i na pustkowiu.

Selou's Scouts.

Selous Scouts słynęli z hartu, wytrzymałości i odwagi. Dowodzi tego choćby głośna historia pewnej misji rozpoznawczej przeprowadzonej w Mozambiku przez oddział tej formacji. W trakcie zadania oficer Dennis Croukamp został oddzielony od swych dwóch towarzyszy. Przez sześć dni – bez wody, żywności i łączności, tropiony przez partyzantów – zdołał pokonać 200-km. trasę biegnącą przez busz, nim bezpiecznie wrócił do Rodezji. W innym przypadku, jeden z Selous Scouts przez 18 dni bez prowiantu i z niewielką ilością amunicji z powodzeniem uciekał przez niedostępne tereny przed pogonią rebeliantów.

W ramach tzw. Pozorowanych Operacji członkowie Selous Scouts często upodabniali się do samych rebeliantów, działając w przebraniach i używając identycznego uzbrojenia. Taki kamuflaż umożliwiał im skuteczniejszy rekonesans. Mogli łatwiej identyfikować komanda komunistyczne, po czym przystąpić do zadań wywiadowczych. Zdarzało się, że w jednostce służyli nawet zwerbowani przez rodezyjskie służby specjalne dezerterzy z rewolucyjnych oddziałów, bądź schwytani byli terroryści, którym darowano wyrok w zamian za współudział i pomoc w walce z marksistami. Pierwszy w ogóle tego rodzaju 6-osobowy oddział sformowano jeszcze w 1973 r. Tworzyło go 2 czarnoskórych detektywów policyjnych oraz 4 byłych rebeliantów. Pozyskanie zaufania komunistycznego oddziału nierzadko wymagało od Selous Scouts udowodnienia „wierności sprawie”. Czasem więc grupa symulowała atak na farmę białych. Zdarzały się wypadki, kiedy po nawiązaniu kontaktu, biały oficer dowodzący oddziałem Selous Scouts był specjalnie bity przez swoich podwładnych, by marksiści uwierzyli w opowiedzianą im wersję. Niekiedy Selous Scouts prowokowali starcia pomiędzy rywalizującymi grupami rewolucyjnymi lub rzucali podejrzenia na lokalnych aktywistów komunistycznych, oskarżając ich przed mieszkańcami wsi o współpracę z rządem.

Selou's Scouts.

Członkowie tej prawdziwie elitarnej jednostki słynęli z zaskakujących ataków na obozy terrorystyczne i uprowadzeń aktywistów ruchu rebelianckiego. W 1974 r. Selous Scouts dwukrotnie porwali z Botswany ważnych działaczy terrorystycznych. W 1976 r. kilkudziesięcioosobowy oddział przebrany w mundury Frontu Wyzwolenia Mozambiku wjechał kolumną wozów bojowych do bazy rebelianckiej w Mozambiku, po czym zabił ponad 400 terrorystów, przy stratach własnych – pięciu rannych. W 1979 r. Selous Scouts opanowali więzienie w Zambii i uwolnili 32 czarnych więźniów – członków rodezyjskich sił bezpieczeństwa. Przyjmuje się, że ponad 60 % zabitych rebeliantów na terenie Rodezji to ofiary Selous Scouts. Podczas, gdy oni sami w wyniku walk stracili jedynie ok. 40 żołnierzy.

Special Air Service tworzyło 250 elitarnych żołnierzy (wyłącznie białych). Ich średnia wieku wynosiła poniżej 21 lat. Byli znakomicie wyszkoleni. Znali świetnie metody walk oraz techniki skoków spadochronowych (byli specjalistami w zakresie tzw. free falling – swobodnego spadania). SAS wyspecjalizowali się w operacjach w strefach przygranicznych i w dalekich rajdach w głąb państw ościennych. Komandosi organizowali akcje przeciw komunistycznym ośrodkom w Mozambiku, Zambii i Botswanie. Zdobywali jeńców i broń a także cenne informacje wywiadowcze.

Terroryści rosną w sile

Koncepcja działań obronnych rządu rodezyjskiego zaczęła przynosić oczekiwane rezultaty. Terroryści byli skutecznie likwidowani w Rodezji i w państwach ościennych. W połowie lat 70-tych wydawało się, że podjęte środki policyjno-wojskowe wyeliminują zagrożenie terrorystyczne. Jednak rząd Ian'a Smith'a nie docenił afrykańskich rewolucjonistów. Po raz kolejny historia miała wykazać, iż nie można bagatelizować niebezpieczeństwa rewolucji, a w ruchu rewolucyjnym nie należy widzieć wyłącznie odizolowanych działaczy bez wpływu na (mało rozumne) masy. Poza tym, jak to już w historii bywa, nie zawsze wystarcza sama determinacja i odwaga broniącego się odosobnionego kraju – wkrótce na los Rodezji miały wpłynąć wydarzenia w świecie, a o jej przyszłości mieli zadecydować wielcy tego świata w porozumieniu z silniejszymi państwami regionu.

Trzeci, a zarazem ostatni etap walki z czarnymi marksistami, obejmujący lata 1976 – 1980 rozpoczął się niekorzystnie dla rządu rodezyjskiego. Lewicowej partyzantce sprzyjały wypadki międzynarodowe. Po upadku rządów autorytarnych w 1974 r., nowy portugalski rząd przekazał w 1975 r. władzę w Mozambiku komunistycznemu Frontowi Wyzwolenia Mozambiku (FRELIMO). Powstała Republika Mozambiku udzieliła pełnego poparcia terrorystom z ZANU. W tym samym roku narodziła się marksistowska Angola. W 1976 r. powołano do życia tzw. koalicję państw frontowych Afryki Południowej, skupiającą Zambię, Tanzanię, Botswanę, Angolę i Mozambik. Koalicja uruchomiła natychmiastową pomoc dla formacji rebelianckich. Odtąd terroryści dysponowali całą siecią baz i obozów na terenie tych państw łącznie z dostarczanym im uzbrojeniem. Powiększył się wskutek tego znacznie obszar działalności rebeliantów. Rodezja była narażona teraz na ataki z zachodu, północy i ze wschodu. Równocześnie Rosja sowiecka i inne państwa bloku wschodniego, licząc na rychłe zwycięstwo afrykańskiej rewolucji, zwiększyły dostawy wojskowe i liczbę swych doradców (byli to głównie Rosjanie, Chińczycy, Kubańczycy i Niemcy z NRD).

Komunistyczny oddział "Ludowej Armii Rewolucyjnej Zimbabwe" (ZIPRA).

Wzmocnione główne ugrupowania rebelianckie działały w ramach utworzonych odrębnych organizacji stricte militarnych. ZANU stworzył tzw. Afrykańską Armię Wyzwolenia Narodowego Zimbabwe (ZANLA). W 1975 r. na czele ZANU i jego zbrojnego skrzydła stanął Robert Gabriel Mugabe (ur. 1924) – przyszły prezydent „niepodległego” Zimbabwe. Wcześniej więziony i internowany przez rząd rodezyjski za działalność wywrotową i komunistyczną, zdołał dwukrotnie uciec. W 1974 r. znalazł się w Mozambiku, gdzie ponownie zaangażował się działalność rewolucyjną. ZAPU powołało tzw. Ludową Armię Rewolucyjną Zimbabwe (ZIPRA) z Joshu'ą Nkomo jako przywódcą. Jego współpracownik – niejaki Alfred Mangena „Nikita” (wyszkolony w ZSRR) wprowadził w szeregach organizacji obowiązkowy kurs nauki marksizmu-leninizmu.

Lepiej wyszkoleni i uzbrojeni terroryści nasilili swe akcje. Z roku na rok wzrastała liczba przekraczających granicę Rodezji partyzantów. W 1975 r. ruch rewolucyjny liczył ok. 10 tys. odpowiednio przeszkolonych i uzbrojonych członków i drugie tyle ochotników. W 1978 r. rebelianci dysponowali już 20 tys. bojowników i ok. 40 tys. kandydatów na nich. Stała groźba ataków i duże oddalenie posiadłości rolniczych spowodowały, że biali farmerzy i ich rodziny nie rozstawały się z bronią.

Biała farmerka podczas szkolenia z obsługi broni.

Czymś zupełnie naturalnym było podróżowanie z bronią, albo w zorganizowanych konwojach. Nikogo nie dziwił też widok białej gospodyni z pistoletem maszynowym. Terroryści atakowali farmy najczęściej pod osłoną nocy. Posiadłości białych rolników zaczęły przypominać prawdziwe fortyfikacje. Stawiano ogrodzenia z drutu kolczastego, instalowano systemy alarmowe i reflektory. Drzwi i okiennice wzmacniano materiałem kuloodpornym, umieszczano worki z piaskiem.

Konwój pojazdów cywilnych ochraniany przez wojsko.

Terror murzyńskich marksistów

Ruch rebeliancki uznał, iż nie wystarcza już sama organizacja oddziałów militarnych. Podjęto działania na rzecz zdobycia większego poparcia czarnej ludności wiejskiej. Wykorzystywano w tym celu doświadczenia chińskiej partyzantki komunistycznej. Uprawiano propagandę rewolucyjną i zorganizowany terror. Najbardziej w wyniku tych działań ucierpiała czarna ludność cywilna. To właśnie jej przedstawiciele stanowili największą ilość ofiar wojny. Rolnicy, którzy odmawiali współpracy byli zastraszani, bici lub mordowani. Zabijano im bydło, niszczono zbiory, zapasy i domostwa. Rewolucjoniści atakowali szpitale, stacje weterynaryjne, szkoły. Uderzano w urzędy lokalne oraz przywódców i naczelników plemiennych, którzy w ramach stworzonego przez białych samorządu terytorialnego, administrowali poszczególnymi okręgami wiejskimi. Wielu czarnych uciekało, szukając schronienia w bezpieczniejszych miastach. W 1979 r. w Salisbury i Bulawayo przebywało 500 tys. uchodźców.

 

Ofiary bojowników "ruchu narodowo-wyzwoleńczego".

Czarnoskórzy komuniści sięgnęli do bogatego „afrykańskiego repertuaru przemocy” z czasów przedkolonialnych. Zdarzały się przypadki bestialskich morderstw i publicznych tortur. W 1976 r. rebelianci wyrwali pewnemu wieśniakowi uszy, wargi i nos. Następnie kazali jego żonie usunięte części ciała upiec i zjeść. Morderstwa nie omijały także duchownych, określanych przez marksistów, jako „wrogów ludu”. Z rąk rewolucjonistów zginęli biskup, misjonarze oraz siostry zakonne. Terroryści uprowadzali młodych ludzi do swych zagranicznych baz szkoleniowych, gdzie poddawano ich indoktrynacji i zmuszano do wstąpienia w szeregi oddziałów komunistycznych. W założeniu terrorystów brutalny terror i atmosfera ciągłego zagrożenia miały za zadanie obrócić miejscową czarną społeczność przeciw rządowi. I trzeba przyznać, że efekt ten terroryści zaczęli powoli osiągać. Uwikłana w walki ludność cywilna traciła zaufanie do rządu i coraz częściej okazywała mu niechęć. Mieszkańcy terenów wiejskich zarzucali władzom, że nie potrafią ich chronić. Tymczasem z powodu olbrzymich odległości, siły rządowe nie zawsze były w stanie odpowiednio szybko zareagować. Podjęte z kolei na wzór brytyjski z okresu „kryzysu malajskiego” i amerykański z wojny w Wietnamie, akcje tworzenia tzw. wiosek chronionych i związane z tym wysiedlenia ludności cywilnej, budziły sprzeciw samych przesiedleńców. Niezadowolenie mieszkańców wiosek rosło, kiedy w wyniku celowo sprowokowanych przez terrorystów operacji wojskowych, dokonywano wśród lokalnej ludności rewizji, przesłuchań, czy zatrzymań. Tak oto stopniowo realizowała się koncepcja „rewolucjonizowania czarnych mas”.

Grupa partyzantów komunistycznych.

Wzrost poparcia dla rebeliantów skłonił rząd rodezyjski do przeprowadzenia szeregu wyszukanych „Operacji Psychologicznych”, których celem było odzyskanie lojalności społeczności lokalnych. Za pomocą osób głoszących, iż są mediami kontaktującymi się z głównymi bóstwami plemiennymi, starano się zniechęcić ludność do współpracy z terrorystami. Kiedy indziej, aby ukazać siłę rządu, po którego stronie są najpotężniejsze dzikie zwierzęta afrykańskie, urządzano pokazy filmowe, gdzie u boku białych ludzi pojawiały się oswojone lwy i hieny (oba stworzenia otoczone były przez plemiona murzyńskie specjalną czcią). Innym razem na obszarze, gdzie aktywna była partyzantka, zostawiano fałszywe tropy tychże zwierząt. Następnie emitowano ich nagrania dźwiękowe. Po wszystkim, wyjaśniano mieszkańcom, że czczone przez nich zwierzęta okazywały w ten sposób gniew z powodu obecności rebeliantów.

Nieustające ataki terrorystyczne i wywołane nimi stany ciągłego napięcia i niepokoju spowodowały, że biali zaczęli opuszczać Rodezję. Wraz z tym ucierpiała gospodarka kraju. Wyjeżdżali przecież farmerzy, właściciele zakładów przemysłowych i wykwalifikowani pracownicy. Rodezja straciła też w ten sposób pewną ilość rezerwistów. Kampania przemocy w okręgach wiejskich przyczyniła się do znacznego spadku produkcji rolnej. W 1978 r. głośna stała się śmierć brytyjskiego arystokraty i dziennikarza – 30-letniego Lorda Richarda Valentine'a Gascoyne'a-Cecil'a. Mając za sobą służbę w Irlandii Północnej, lord Richard Cecil w połowie lat 70-tych wstąpił do armii rodezyjskiej. Tam zarówno walczył, jak i przygotowywał relacje dla prasy i telewizji. 20 kwietnia 1978 r. brał udział w operacji powietrznodesantowej. Po wylądowaniu, jego oddział został rozproszony i namierzony przez partyzantów z ZANLA. Zginął zastrzelony przez rebelianta, w chwili gdy usiłował zdjąć spadochron.

Stany Zjednoczone i ich zachodni sojusznicy wkraczają na scenę

Sytuację Rodezji pogorszył wybuchły w 1973 r. światowy kryzys paliwowy. Bardzo boleśnie odczuła ona wzrost cen ropy. Ograniczone dostawy ropy spadły jeszcze bardziej, kiedy władzę objęli w Mozambiku komuniści (w 1976 r. Mozambik zamknął granicę z Rodezją, przejął rodezyjskie transporty kolejowe i wstrzymał import ropy do tego kraju). Od tej chwili jedynym łącznikiem Rodezji ze światem była RPA. Poważnym obciążeniem dla gospodarki kraju były wzrastające koszty operacji antyterrorystycznych. W 1976 r. wynosiły one 127 mln. $ (12% budżetu kraju), w 1977 r. – 200 mln. $ (26% budżetu państwa), w 1978 r. – aż 540 mln. $ (42% całego budżetu).

Mimo to, siły policyjne i armia Rodezji wciąż kontrolowały cały kraj. Rebeliantom nie udało się opanować żadnego regionu lub miasta. Ich aktywność wciąż sprowadzała się do nagłych ataków i ucieczki w momencie kontruderzenia oddziałów rządowych. Taktyka atakowania obozów terrorystycznych w Mozambiku, Zambii i Botswanie skutecznie dezorganizowała i osłabiała siły rebeliantów. Ta przewaga na polu militarnym pozwalała rządowi Smith'a kontynuować obrany kurs zbrojnej rozprawy z marksistami i nie ulegać żądaniom opozycji. Sytuacja zmieniła się, kiedy na scenę polityczno-dyplomatyczną wkroczyły Stany Zjednoczone i ich regionalny sojusznik – RPA.

żołnierze rodezyjscy w wiosce zamieszkanej przez ludność Szona.

Ameryka do 1976 r. uznawała obszar południowej Afryki za region mniej istotny z punktu widzenia strategicznego. W Departamencie Stanu obowiązywała zasada, iż południe kontynentu stanowi obszar wpływów jej sojusznika, regionalnej potęgi – Republiki Południowej Afryki. RPA i Rodezja ze względów czysto praktycznych – z uwagi na zaangażowanie w powstrzymywaniu komunizmu i posiadane bogactwa naturalne – były traktowane jako sprzymierzeńcy. Jednocześnie USA opowiadały się za stopniowym, bliżej nieokreślonym w czasie, wprowadzeniem w obu krajach zasady rządów większości. Kiedy jednak kolejne kolonie (Mozambik, Angola) znalazły się w rękach komunistów, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zaczęły się obawiać o to, iż podobny los może spotkać Rodezję. Postanowiono doprowadzić do takiego rozwiązania, aby rządy w kraju przejęła czarna większość, ale ta umiarkowana – niemarksistowska.

Plan ten spotkał się z poparciem Republiki Południowej Afryki, dla której dalsza eskalacja konfliktu była już nie na rękę. RPA, jako najsilniejsze państwo regionu, przejawiało ambicje regionalnego mocarstwa i dążyło do unormowania stosunków ze swymi czarnymi sąsiadami. Służyć temu miała przede wszystkim silna południowoafrykańska gospodarka (mimo oficjalnej wrogości czarnych państw, kraje te współpracowały z RPA na polu gospodarczym). RPA postanowiła wycofać się z dotychczasowego militarnego wspierania Rodezji. Przeważył niepokój, iż ewentualne zwycięstwo komunizmu w Rodezji mogłoby wzmocnić czarne państwa komunistyczne, a to stworzyłoby dla RPA nowe, większe zagrożenie. Wzrastająca bezpośrednia pomoc bloku wschodniego, w tym coraz większa liczba ochotników kubańskich, groziły wybuchem konfliktu na większą skalę, co zmusiłoby RPA do zbrojnej interwencji. RPA uznała, że nie leży dłużej w jej interesie popieranie rodezyjskiego sąsiada i wsparła propozycję mocarstw zachodnich narzucenia Rodezji rządów większości. Pretoria liczyła na to, iż nowopowstałe państwo nie będzie marksistowskie i stanie się swego rodzaju krajem buforowym.

Zresztą stosunek RPA do Rodezji, mimo wydawałoby się łączącej ich wspólnej więzi z uwagi na podobną sytuację obu białych mniejszości, był również od samego początku czysto pragmatyczny. Mieszkańcy RPA podkreślali wyjątkowość swojego państwa, a w Rodezji widzieli typową byłą kolonię brytyjską, która siłą rzeczy skazana była na rządy czarnej większości (co nie przeszkadzało okresowej ściślejszej współpracy militarno-gospodarczej). W ten sposób antykomunistyczny rząd Ian'a Smith'a i interesy białych mieszkańców Rodezji stały się dla USA i ich zachodnich sojuszników sprawą drugorzędną.

Koniec Rodezji – powstanie Zimbabwe

W 1976 r. do rozmów, których celem było wywarcie presji na rząd Rodezji do przyjęcia rozwiązania kompromisowego, skierowany został amerykański Sekretarz Stanu – Henry Alfred Kissinger. Dużą rolę w nakłonieniu Ian'a Smih'a do ustępstw odegrał premier RPA – Balthazar Johannes Vorster, który podczas trójstronnych negocjacji w pełni wykorzystał fakt gospodarczej i wojskowej zależności Rodezji od RPA. Kissinger ze swej strony obiecywał przeżywającej kłopoty gospodarcze Rodezji znaczną pomoc finansową. Przyparty do muru Smith zgodził się na stworzenie w Rodezji rządów większości, pod warunkiem, że nastąpi to za dwa lata. Porozumienie odrzuciły ugrupowania Mugabe (ZANU) i Nkomo (ZAPU). Obie organizacje stworzyły tzw. Patriotyczny Front Zimbabwe, który zapowiedział kontynuację akcji terrorystycznych. Pomimo nacisków zagranicznych i trwającej rebelii zbrojnej Smith nie poddawał się. Zaproponował kompromis, ale według zgłoszonego przez siebie projektu – tzw. rozwiązania wewnętrznego. Premier zdołał przekonać do swej propozycji murzyńską opozycję. W 1978 r. w Salisbury zawarto porozumienie między rządem a umiarkowaną czarną opozycją. Powołano rząd tymczasowy z Ian'em Smith'em jako premierem i biskupem Muzorewą (przywódca opozycyjnej Zjednoczonej Afrykańskiej Rady Narodowej, UANC) jako wicepremierem. Zapowiedziano, że w wybranym w następnym roku 100 – osobowym parlamencie, 72 miejsca zarezerwowane będą dla czarnych, 28 – dla białych. Ponadto interesy białych miały być chronione przez najbliższe 10 lat za pomocą specjalnych ustaleń parlamentarnych. Niedługo po tym oficjalnie ogłoszono koniec segregacji rasowej w Rodezji.

Tymczasem przeciwni kompromisowi terroryści marksistowscy nie pozostawali bezczynni. W 1978 r. zniszczyli w Salisbury zbiorniki z paliwem oraz zestrzelili przy użyciu radzieckiej rakiety przeciwlotniczej cywilny samolot pasażerski. Część pasażerów, która przeżyła katastrofę, została z zimną krwią zamordowana na ziemi (ogółem zginęło 38 osób, 10 zdołało się uratować). Rok później strącono przy pomocy tego samego rodzaju broni kolejny samolot pasażerski (zginęło 59 osób) .

Salisbury. 1978 r. Płoną zbiorniki z paliwem w wyniku ataku terrorystów.

Szczątki rodezyjskiego samolotu pasażerskiego Vickers Viscount zestrzelonego przez marksistowskich terrorystów.

Równolegle do tego, murzyńscy działacze komunistyczni zabiegali w świecie o dalsze poparcie i pomoc materialną. W 1978 r. delegacja Patriotycznego Frontu Zimbabwe z Joshu'ą Nkomo bawiła nawet w tym celu w socjalistycznej Polsce. Na ataki terrorystyczne rząd rodezyjski odpowiedział militarnymi działaniami na lądzie oraz nalotami bombowymi na obozy terrorystyczne w Mozambiku, Zambii i Botswanie. W 1979 r. spadochroniarze rodezyjscy dokonali desantu na kwaterę Nkomo w Lusace – stolicy Zambii. Aby spacyfikować rebeliantów powołano 10 – tys. zbrojone oddziały pomocnicze, w skład których wchodzili czarni mieszkańcy. Posunięcia te całkowicie sparaliżowały działalność bojowników marksistowskich. W przeprowadzonych w 1979 r. wyborach zwycięstwo odniosła czarna opozycja umiarkowana z biskupem Muzorewą na czele. Front Rodezyjski Smith'a zdobył wszystkie mandaty przeznaczone dla białych. Ugrupowanie otrzymało 5 stanowisk ministerialnych. Ogłoszono powstanie Zimbabwe-Rodezji.

Wyglądało na to, że „porozumienie wewnętrzne” być może ocali białych, ich kilkudziesięcioletni dorobek, a zarazem cały kraj i zamieszkującą go w większości czarną ludność od niebezpieczeństwa komunizmu. Niestety lewica czuwała. Model „wielorasowej demokracji”, w której zabrakło przedstawicieli marksistowskich został przez „postępowy świat” odrzucony. Państwa frontowe i ONZ jeszcze w 1978 r. nie zaakceptowały porozumienia, domagając się od Wielkiej Brytanii stanowczych działań na rzecz odsunięcia od władzy rządu Smith'a i przeprowadzenia dekolonizacji po ich myśli. Rok później na zorganizowanej w Zambii konferencji krajów członkowskich Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, premier Margaret Thatcher ugięła się pod presją i zapowiedziała zwołanie w tym samym roku w Lancaster House (w Londynie) konferencji poświęconej przyszłości Rodezji. Na zaproszenie rządu brytyjskiego w konferencji wzięły udział wszystkie strony konfliktu, w tym i zbrodniczy marksistowski Patriotyczny Front Zimbabwe. Podczas rozmów ustalono, że w byłej kolonii odbędą się kolejne wybory. Przeprowadzone w 1980 r. wybory zakończyły się zwycięstwem komunistycznego ZANU (choć oficjalnie wybory te uważa się za wolne, to niektóre źródła podają, że obfitowały one w nieprawidłowości i przypadki zastraszania ze strony ugrupowania Mugabe). Triumfujący Mugabe objął urząd premiera i proklamował powstanie niepodległej Republiki Zimbabwe (nazwę stolicy zmieniono na Harare). Od tego momentu ten niegdyś piękny i bogaty kraj zaczął zmierzać prosto ku upadkowi, a odpowiedzialność za to ponosi Mugabe i jego wizja socjalistycznego państwa.

Upadek Zimbabwe pod rządami Mugabe

Ten zdeklarowany marksista (od 1987 r. stale na stanowisku prezydenta Zimbabwe) stanowi typowy przykład zbrodniarza i tyrana, który zawdzięcza swą wiedzę i wykształcenie białemu systemowi edukacyjnemu (wychowanek szkoły jezuickiej, absolwent południowoafrykańskiego Uniwersytetu Fort Harare i uniwersytetu londyńskiego), a który zetknąwszy się z ideami komunistycznymi, postanowił jak wielu podobnych mu lewicowych XX – wiecznych eksperymentatorów (także absolwentów uczelni europejskich), wprowadzić w życie zbrodniczą leninowską ideologię, przyozdabiając ją w piórka walki z rzekomym uciskiem białych.

Robert Mugabe.

Jak każda rewolucja bełkocząca o zmianach na lepsze, tak i czarna rewolucja w wydaniu Mugabe i jego stronników przyniosła mieszkańcom Zimbabwe zamiast obiecywanego „raju na ziemi” jedynie represje polityczne, zbrodnie i katastrofę gospodarczą. Jak przystało też na typową rewolucję – zaczęło się od krwawej rozprawy wewnątrz zwycięskiego obozu rewolucyjnego. Mugabe stojący na czele ZANU-PF oskarżył o zdradę i knowania swego rywala Joshu'ę Nkomo i jego partię ZAPU-PF (do nazw obu partii dodano skrót od Patriotic Front). Na nowo dały o sobie przy tym znać przedkolonialne waśnie etniczne (ludność Szona popierała Mugabe, a ludność Ndebele – Nkomo). I tak, w wyniku pacyfikacji przeprowadzonych przez wyszkolone przez północnokoreańskich instruktorów oddziały Mugabe zginęło ok. 20 tys. Ndebelczyków. Liczba zabitych przeraża tym bardziej, że podczas całej wojny z marksistami w latach 1965 – 1980 zginęło wg. danych oficjalnych łącznie ok. 30 tys. ludzi.

Otumanieni propagandą rewolucyjną mieszkańcy Zimbabwe wkrótce przekonali się na własnej skórze, że obiecana wolność nie nadeszła. W socjalistycznym kraju władzę sprawuje niepodzielnie 84-letni Mugabe z pomocą komunistycznej partii ZANU-PF (W 1987 r. ZANU-PF wchłonął ZAPU-PF), służby bezpieczeństwa, policji oraz wojska. Opozycja jest prześladowana. Jej działacze skazywani na więzienie, uprowadzani, bici lub mordowani. Wolność słowa w Zimbabwe nie istnieje. Dziennikarze i niezależni reporterzy giną albo są torturowani. Protestujący działacze związkowi są narażeni na aresztowania i wyroki. Demonstracje i wiece brutalnie rozpędzane, a wybory regularnie fałszowane. Represje nie omijają również duchowieństwa krytykującego poczynania dyktatora.

W aktach terroru wobec społeczeństwa wyróżniają się bojówkarze z powołanej przez Mugabe organizacji - tzw. Narodowej Służby Młodych (National Youth Service). – potocznie zwani Zielonymi Bombardierami (Green Bombers) ze względu na kolor mundurów i metody działań. Członkowie tego ugrupowania uczestniczą w obozach szkoleniowych, gdzie są poddawani intensywnej indoktrynacji i nakłaniani do stosowania przemocy wobec przeciwników politycznych. Bardzo często młodzi chłopcy czy dziewczęta dosłownie są porywani na ulicach i siłą przewożeni na zgrupowania. Tam przechodzą szkolenie fizyczne i uczy się ich szeregu niesłychanych bredni. Instruktorzy głoszą na przykład, że biali przybyli, aby okraść ze wszystkiego miejscową ludność oraz że biali założyli parki narodowe, by lepiej żyło się zwierzętom aniżeli czarnym społecznościom. Oporni są bici a dziewczęta gwałcone. Młodzi bojówkarze po przebytym „praniu mózgu” ruszają następnie na swe akcje. Biją opozycjonistów, ludzi sprzedających pamiątki białym turystom a także napadają na sklepy. Wszystkie ich wyczyny toleruje policja.

Dziewczęta z "Narodowej Służby Młodych".

Mimo to, w wyniku I tury ostatnich marcowych wyborów parlamentarnych i prezydenckich, zwycięstwo odniosła opozycja i jej główny przywódca Morgan Tsvangirai. W obawie jednak o własne życie i życie swych współpracowników, lider opozycji wycofał się z kandydowania przed II turą. W trakcie kampanii wielokrotnie zastraszano oraz atakowano jego zwolenników. Opozycja mówi o 90 zabitych i kilkuset zaginionych działaczach opozycyjnych. II tura czerwcowych wyborów została następnie sfałszowana przez Mugabe i jego zwolenników. Sprowadziło to na Zimbabwe sankcje ze strony Unii Europejskiej. Zamrożono aktywa i zakazano wjazdu niektórym obywatelom tego kraju.

Socjalistyczne eksperymenty gospodarcze Mugabe przyczyniły się do tego, że kraj uchodzący w okresie rządów białych za najnowocześniejszy w Afryce, który słynął z eksportu produktów żywnościowych, obecnie przeżywa katastrofę gospodarczą, a jego ludność ginie z głodu (w samym 2004 r. z głodu zmarło 10 tys. osób). Mieszkańcy dotkliwie odczuli trwającą 3 lata suszę (zjawisko nieznane w Rodezji). Przyczyną upadku rolnictwa stała się socjalistyczna „reforma rolna”. Na początku lat 80-tych 6 tys. nowoczesnych i dobrze zarządzanych gospodarstw białych rolników dawało 90% ogółu produkcji rolnej Zimbabwe. Podczas gdy tradycyjne rolnictwo afrykańskie i powstałe spółdzielnie rolne (800 tys. gospodarstw) tylko 10%. Jak tylko przystąpiono do wywłaszczania białych farmerów, produkcja rolna (będąca głównym filarem gospodarki państwa) zaczęła spadać. Nowi czarni właściciele zupełnie nie nadawali się na plantatorów. Byli niedoświadczeni i brakowało im odpowiedniej wiedzy na temat nowoczesnych metod uprawy ziemi i hodowli.

Biali farmerzy na straży swej ziemi. 1986 r.

Ostateczny krach rolnictwu zadała rozpętana przez prezydenta Zimbabwe w 2000 r. kampania przemocy przeciw białym farmerom. Chcąc zyskać poklask czarnych mieszkańców i przy okazji rozprawić się z białymi popierającymi opozycję, Mugabe wezwał weteranów wojny z lat 70-tych, bojówkarzy z ZANU-PF oraz wszelkiej maści motłoch do zajmowania farm białych rolników. Jednym z przywódców tych band był Chenjerai Hunzvi (1949 – 2001), który wybrał sobie przydomek „Hitler”! Człowiek ten studiował wcześniej medycynę w Polsce, gdzie ożenił się z Polką (kobieta później uciekła od niego). Zmarł na AIDS. Po jego śmierci władze Zimbabwe nadały mu tytuł bohatera narodowego. Uzbrojone bojówki przemocą opanowały posiadłości ziemskie białych. Farmerzy, którzy zdecydowali się bronić zostali pobici lub zamordowani. Podobny los spotkał zatrudnionych tam Afrykanów. Majątek i sprzęt rolniczy został bezmyślnie zniszczony, albo rozgrabiony. W 2002 r. rząd nakazał ponad 3 tys. spośród 4.700 białych opuścić swe ziemie. Oporni wylądowali w aresztach, gdzie ich torturowano i niekiedy zabijano. Łącznie na skutek ataków na farmy i późniejszych represji zginęło 160 białych farmerów. Do 2004 r. 90% białych wyrugowano z ich własnych farm. Większość z nich opuściła kraj. Nieliczni przenieśli się do miast. Ale na tym nie koniec. Zagrabiona ziemia zamiast trafić zgodnie z obietnicą Mugabe w ręce bezrolnych, powędrowała do krewnych dyktatora i najwierniejszych aparatczyków. Ci zaś, nie mając w ogóle pojęcia o gospodarce przyczynili się do tego, że znakomite dotąd ziemie uprawne, w dniu dzisiejszym są marnowane lub leżą odłogiem.

Kraj posiada najwyższą w świecie inflację (w czerwcu tego roku wyniosła 9 mln.%), a bezrobocie sięga 80%. W państwie brakuje większości podstawowych towarów. W obliczu krachu gospodarki, Mugabe w iście szalony sposób postanowił rozwiązać problem galopującej inflacji i ubóstwa. W lipcu 2007 r. minister handlu z jego polecenia nakazał właścicielom sklepów i fabryk 50-procentowe zaniżenie cen towarów. Osobom nie przestrzegającym tego rozporządzenia zagrożono więzieniem. Przyczyniło się to do wybuchu zamieszek, szturmowania sklepów i w rezultacie emigracji kupców. Wielu sprzedawców, którzy nie zastosowali sie do rozporządzenia zostało aresztowanych. Ogółem wtrącono wtedy do więzień 12 tys. osób. Niedostatek paliwa sparaliżował transport publiczny, a w stolicy regularnie wyłącza się prąd. Tymczasem sam prezydent za tragiczną sytuację kraju obwinia „imperialistów brytyjskich”, którzy jego zdaniem zawiązali przeciw niemu spisek i zamierzają przywrócić rządy białej mniejszości.

Oficjalna waluta w Zimbabwe. Banknot o nominale 10 mln. dolarów.

Sprawujący władzę czarni komuniści, którzy w swej walce z rządem Ian'a Smith'a odwoływali się do haseł poprawy życia najbiedniejszych, z typowo bolszewicką pogardą dla jednostki ludzkiej zrealizowali brutalny plan usuwania biedoty z ośrodków miejskich. W 2005 r. w ramach tzw. operacji przywracania porządku policja i wojsko przystąpiły do niszczenia budynków zamieszkanych przez najbiedniejszych i likwidacji tzw. nielegalnych form działalności gospodarczej. W efekcie bez odszkodowania i pomocy wygnano na prowincję ok. 700 tys. czarnych mieszkańców. Przyjmuje się, że negatywne skutki likwidacji bazarów i targowisk odczuło ok. 3 mln. osób.

 

Buldożery niszczą najbiedniejsze dzielnice.

Powszechna bieda, upadek pomocy medycznej i brak higieny wywołały epidemie chorób, które biali w Rodezji wyeliminowali (malaria, cholera). Rośnie przestępczość (kradzieże, napady) i plaga narkomanii. Zimbabwe stało się jednym z ważniejszych krajów przerzutowych narkotyków. Prawdziwym problemem jest wysoki odsetek zachorowań na AIDS (tygodniowo umiera z tego powodu średnio 3 tys. osób) i nosicieli HIV (przypuszcza się, że blisko 25% ludności jest zakażonych wirusem). Onegdaj przyciągający turystów kraj, teraz przeżywa kompletny upadek turystyki. Luksusowe hotele świecą pustkami, a zagraniczni turyści wolą oglądać jeden z siedmiu cudów natury – wodospady Wiktorii – z zambijskiego brzegu.

Wszystko to powoduje masowe ucieczki mieszkańców do państw sąsiednich (RPA, Zambia, Botswana, Namibia) i Europy. Dziennie granicę z RPA w sposób nielegalny przekracza od 2 do 3 tys. osób. Warunki życia stały się już tak ciężkie, że na emigrację decydują się nawet pracownicy resortów siłowych – policjanci i wojskowa kadra oficerska – tworzący zbrojne ramię władzy dyktatora.

Wnętrze sklepu w Harare.

Podsumowując, aktualna katastrofalna sytuacja Zimbabwe dowodzi, że ostrzeżenia, jakie Ian Smith kierował pod adresem Brytyjczyków, kiedy zmuszano go do negocjacji z czarnoskórymi rewolucjonistami były słuszne. Były premier Rodezji prorokował wówczas, że polityka uległości doprowadzi do przejęcia kraju przez komunistów, w następstwie czego ta była kolonia ulegnie całkowitemu zniszczeniu. Znamienne na tle upadku Zimbabwe są również niedawne apele komunistycznych władz tego kraju o powrót białych farmerów, bez których gospodarka popada w coraz większą ruinę oraz słowa, jakie wypowiedział czarnoskóry lider głównego ugrupowania opozycyjnego w Zimbabwe (MDC) Morgan Tsvangirai. Stwierdził on mianowicie, że „gdyby Smith był czarnym człowiekiem, byłby najlepszym premierem, jakiego miało dotąd Zimbabwe.”

"Wolne Zimbabwe". Policja pałuje mieszkańców stolicy.

W obliczu koszmaru, jaki Zimbabweńczykom zgotowali czarnoskórzy marksiści, tragicznej wręcz wymowy nabiera też apel wystosowany przez słynnego guru lewicy – Ernesto „Che” Guevarę. Ten kolejny XX – wieczny zbrodniczy eksperymentator, któremu na szczęście nie dane było urzeczywistnić swej rewolucyjnej wizji w Boliwii, podczas próby organizowania partyzantki komunistycznej w tym kraju, apelował w 1967 r. do cyt.: „czarnych mas Afryki Południowej (w tym zwłaszcza Rodezji) do autentycznej walki rewolucyjnej, aby z rąk rządzącej oligarchii wydrzeć prawo do godziwego życia” (podkreślenie - autor).

Niech więc ci, którzy tak potępiają rządy białych w Afryce i uważają, że natychmiastowa dekolonizacja była konieczna i słuszna – niech wyjaśnią to teraz setkom tysięcy afrykańskich rodzin, które straciły swych bliskich w wyniku zbrodniczych eksperymentów murzyńskich lewaków. Niech staną i ośmielą się powiedzieć to tam, gdzie leżą tysiące grobów Afrykanów pomordowanych lub umarłych z głodu i chorób na skutek wdrażania w życie zbrodniczych pomysłów czarnoskórych kacyków w imię walki z rzekomym uciskiem białego człowieka.

 

M. M.
O mnie M. M.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura