Słucham sobie dziś rano radia w drodze do pracy. W radiu przegląd prasy ekonomicznej. Dziennikarka czyta: "Największy spadek PKB na głowę mieszkańca w tym roku zanotują według prognoz kraje nadbałtyckie". I dodaje od siebie: "A więc Polska też".
Przepraszam że obrażę inteligencję czytających ale objaśnię na czym ignorancja polega:
1. Dziennikarka nie wie, że określenie "kraje nadbałtyckie" lub "kraje bałtyckie" (i jego odpowiednik angielski "baltic states") jest powszechnie przyjętym określeniem dla Litwy, Łotwy i Estonii a nie dla wszystkich państw fizycznie leżących nad Bałtykiem.
2. Dziennikarka nie wie, że prognozy spadku PKB w tym roku dla krajów nadbałtyckich oscylują wokół wartości dwucyfrowych podczas gdy najgorsza dotąd dla Polski prognoza KE daje -1,7%.
Wiedzy z pkt. 1 można by oczekiwać od każdego człowieka legitymującego się średnim wykształceniem, wiedzy z pkt. 2 na pewno od dziennikarza zajmującego się sprawami ekonomicznymi.
Ale w sumie sam sobie jestem winien, było nie słuchać TOK FM.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)