Jeżeli tak się trochę zastanowić, czym jest odpowiedzialność - to przede wszystkim jest rewersem wolności. Zarazem odpowiedzialność jest swoistym bezpiecznikiem wolności. Jeżeli bowiem zlikwidować ograniczenia dla wolności to można by się obawiać popadnięcia społeczeństwa w stan całkowitej anarchii. Ograniczenia wolności bowiem – bez względu na rzeczywiste, jak i oficjalnie podawane powody ich ustanowienia – działają również przy okazji prewencyjnie. Można więc się obawiać, że społeczeństwo obdarzone dużym zakresem wolności zacznie się ześlizgiwać w kierunku stanu pierwotnej wojny wszystkich ze wszystkimi.
565
BLOG
Odpowiedzialność, wolność, permisywizm
Nie można w tym miejscu pominąć silnej w kulturze europejskiej tradycji bezkrytycznego uwielbienia dla „dobrego dzikusa”. Od Russeau po „Tańczącego z wilkami” żywotny pozostaje mit o naturalnie dobrym człowieku, którego do zła ciągną instytucje wytworzone przez cywilizację. A więc im bardziej człowiek z owych instytucji wyzwolony, im dzikszy – tym lepszy. Nie neguję, że czasem niektóre ludzkie instytucje – przede wszystkim państwo – bywają konstruowane w taki sposób, że prowadzą do uwalniania niebywałych pokładów człowieczego zła. Nie sposób byłoby tej prawdzie zaprzeczać człowiekowi urodzonemu w wieku wielkich totalitaryzmów. Niemniej takie przykłady są przypadkami wypaczenia, skażenia, porażki owych instytucji – a nie wynikiem działania ich natury.
Albo jeszcze inaczej – natura instytucji społecznych jest neutralna, mogą zostać zaprojektowane tak by prowadzić człowieka ku złemu lub dobremu. A owe dobre instytucje, dobrze skonstruowane (zazwyczaj w wyniku wielowiekowej ewolucji a nie konceptu teoretyka) są niezbędne ze względu na naturę człowieka właśnie. Bo człowiek posiada w sobie naturalną skłonność do złego, potrzebuje ram społecznych instytucji – od rodziny po państwo – by okiełznało jego wewnętrzną bestię. Byśmy krótko mówiąc nie skoczyli sobie do gardeł w sporze o to kto może zjeść największy ochłap lub kopulować najładniejszą samicę. Takie realistyczne podejście do ludzkiej natury – przekonanie o jej naturalnej skłonności do złego, ale i możliwości jej przezwyciężenia przez odpowiednio skonstruowaną siatkę społecznych ograniczeń – jest zresztą zgodne z równie silną tradycją refleksji konserwatywno-chrześcijańskiej.
Jeżeli więc uznajemy, że człowiek pozbawiony wszelkich ograniczeń może ze swojej wolności uczynić zły użytek za uzasadnione uznajemy ograniczenie owej wolności w pewnym zakresie. Zastanowimy się tutaj, w jaki sposób owe ograniczenie skonstruować tak, aby nie zagrażało istocie wolności. Ale najpierw wspomnijmy o pewnym naturalnym ograniczeniu. Tak naturalnym, że nie postrzegamy go za ograniczenie sprzeciwiające się naszej wolności.
Owo ograniczenie nazywa się po prostu konsekwencje. Każdy czyn ma swoje naturalne konsekwencje. Mogę skoczyć na głowę z dziesiątego piętra – i o ile za ograniczający moją wolność mógłbym poczytać zakaz takiego skoku – to nie odbiorę w ten sposób prostego faktu, że po skoku rozplaskam się na chodniku.
Jeżeli miałbym najkrócej scharakteryzować na czym polega kusicielska siła permisywizmu – czyli wolności bez odpowiedzialności – to polega ona na obietnicy usunięcia konsekwencji, na skokach w przepaść bez lądowań.
Jest to obietnica w sposób oczywisty fałszywa. Weaver nazwał swoją książkę „Ideę mają konsekwencje”. Oryginalne jest tu zwrócenie uwagi na to, że idee TEŻ mają konsekwencje. Bo to, że swoje konsekwencje mają czyny jest oczywiste. Obietnicą permisywizmu jest wolność bez odpowiedzialności czyli czyn bez konsekwencji. Owe konsekwencje jednak nie znikną w jakiś cudowny sposób. Tak więc permisywną realnością jest przesunięcie owych konsekwencji na kogoś innego niż dokonujący danego czynu. Atrakcyjność permisywizmu polega na wypchnięciu owego kogoś innego poza obraz, na zapomnieniu, że ktoś taki istnieje.
Jeżeli jednak o owym kimś innym pamiętamy to widzimy, iż permisywizm to nie tylko wolność uwolniona od odpowiedzialności dla danej jednostki - ale również ponoszenie konsekwencji cudzych czynów dla innej jednostki. A więc niesprawiedliwość i de facto zniewolenie dla owej drugiej jednostki. O ile więc w mikroskali permisywizm może nieść obietnicę wolności absolutnej – to w makro skali, jeżeli rozpatrujemy go jako sposób organizacji społeczeństwa i państwa – staje się systemem zniewolenia, a wręcz miękkiego totalitaryzmu.
Przykład sztandarowy i bijący po oczach – uwolnienie kobiety od naturalnych konsekwencji stosunku płciowego wymaga pozbawianie życia jej nienarodzonego dziecka. A więc o wolności, o owym pro-choice, możemy mówić jedynie wypychając owo dziecko z pola widzenia. W jego wypadku nie ma mowy ani o choice ani o life tylko jest tylko ostateczna ofiara w imię przejęcia konsekwencji czynów od ich bezpośrednich sprawców.
Dokładnie ten sam mechanizm – choć oczywiście w znacznie mnie drastycznej formie – stoi u fundamentów systemu państwa opiekuńczego. W takim systemie cenę błędnych wyborów życiowych, niezaradności, lenistwa, ulegania nałogom itp. nie ponoszą bezpośrednio osoby za nie odpowiedzialne tylko składający się na nich pod przymusem podatnicy.
Kilka akapitów wcześniej zastanawiałem się jakie ograniczenia wolności mogłyby być usprawiedliwione – otóż przede wszystkim ograniczenia wynikające z konieczności poniesienia odpowiedzialności za swoje wolne czyny. Takie ograniczenia – odpowiedzialność – w istocie w skali makro będą służyły ochronie wolności, ochronie wolności jednych przed nadużyciami wolności drugich. W tym sensie proponowana przez mnie formuła odpowiedzialności, jako głównego ogranicznika wolności jest w istocie konserwatywną redefinicją liberalnej zasady „wolność mojej pięści jest ograniczona bliskością twojego nosa”. Różnica tkwi nie w istocie tylko w skali – w pierwszym wypadku społecznej, w drugim indywidualnej.
A więc przyjmujemy klasycznie liberalną zasadę, iż głównym zadaniem państwa jest ochrona życia, wolności i własności obywateli. Ale uzupełniamy ją o konserwatywną wskazówkę, iż drogą do uskutecznienia owej ochrony jest dopilnowanie, aby wolność pod płaszczykiem permisywizmu nie stała się swoim własnym zaprzeczeniem. ABy każdy kto ze swej wolności korzysta ponosił odpowiednią odpowiedzialność - oraz sztuczne "dobudowywanie" owej odpowiedzialności w sytuacji gdy nie występuje ona w formie prostych fizycznych konsekwencji.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)