Wybrałem się wczoraj z żonką i córkami na spacer do lasu. Wczesna polska jesień potrafi być naprawdę piękna, a zalesione pagórki wokół Pustek Cisowski dostarczają bardzo urokliwych widoków już po kilkunastominutowym spacerze w głąb lasu. Agnisia to wprost szalała szczególnie w konkurencji biegu "z gólki na pazulki". Znaleźliśmy nawet jednego jadalnego "gzybka" któremu wobec braku korzyści skali ze zbioru pozwoliliśmy rosnąć dalej.
Przykro natomiast zaskoczył mnie stopień usłania lasu śmieciami. Pas tak na 200-300 metrów w głąb od granicy lasu wygląda jak jakieś wysypisko. Ja rozumiem że nadleśnictwo ma współczynnik nasycenia lasu pracownikami mniej więcej taki sam jak w największej głuszy Puszczy Białowieskiej - czyli jeden na wiele hektarów. W sytuacji lasu będącego w istocie parkiem miejskim jest to absurd. Gminie z kolej nic do terenu lasów państwowych i kółko się zamyka.
Proponowałem kiedyś Pani prezydent Łowkiel żeby Skarb Państwa potraktować jak normalnego właściciela nieruchomości i zacząć wystawiać mandaty i kary na SP a konkretnie reprezentują SP administrację Lasów Państwowych za nie utrzymywanie odpowiedniej czystości na terenie nieruchomości. Pomysł został gładko odrzucony, zdaje się bez głębszej analizy. A szkoda, bo na mój prawnika-półlaika zmysł dało by się obronić taką konstrukcję prawno przynajmniej na tyle żeby przetoczyła się przez ileś instancji odwoławczych i narobiła szumu. Na dziś nie ma tematu.
Pozostaje tylko mieć nadzieję że wreszcie ktoś złamie potęgę leśniczego lobby i przeprowadzona zostanie ustawa o komunalizacji lasów państwowych w obrębie gmin miejskich.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)