Jakiś czas temu szukałem pensjonatu lub ośrodka wypoczynkowego na weekendowy wyjazd. Szukałem oczywiście w necie bo jest to zdecydowanie najwygodniejsze do tego narzędzie – bez ruszania się z krzesła można przejrzeć i porównać kilkadziesiąt ofert. Niestety co poniektórzy postanowili mi sprawę jak najbardziej utrudnić
Przy czym rozumiem autorów dziesiątków pseudo-portali zawierających niby zbiór ofert (a w większości przypadków odnośników do innych zbiorów). Każdy orze jak może i jak ktoś ma pomysł na zarobek poprzez zrobienie pseudo-vortalu turystycznego niech sobie próbuje na zdrowie.
Natomiast nie rozumiem właścicieli pensjonatów, kwater i domów wypoczynkowych których większość (na oko około 2/3) również postanowiła zniechęcać klientów do korzystania ze swoich usług. W bardzo prosty sposób – nie podając na stronie internetowej dokładnej ceny.
Zamiast tego jest przedział od-do (nieraz dziko szeroki np. od 30 do 100 zł za pokój za dobę) albo w ogóle adnotacja „ceny do uzgodnienia” lub coś w tym stylu. Czasem o cenie ani be, ani me ani kukuryku.
Kryje się chyba za tym zamysł następujący – jak już ktoś zadzwoni spytać się o cenę to się go zagada przekona i klient nasz. Rozumowanie ma to jedną drobną lukę – jakby ktoś chciał dowiadywać się o ofercie przez telefon to by od razu zadzwonił. A jak ktoś zagląda na stronę internetową – to uwaga, uwaga – zazwyczaj po to żeby tą drogą zdobyć potrzebne informacje a nie marnować czas i pieniądze na dodatkowe kanały komunikacji.
Dlatego u mnie – i jestem przekonany u większości osób szukających ofert turystycznych przez Internet – strony bez dokładnej tabeli jakie pokoje w jakich terminach ile kosztują opadają na wstępie.
Schemat jest prosty: wyguglowuje sobie oferty z interesującej mnie okolicy i przeglądam strony w trybie kilkusekundowym – jakikolwiek minus (jak na przykład brak cennika) dyskwalifikuje stronę od razu i powoduje że przechodzę do następnej. Jak już zbierze mi się ok. 10 takich co nie odpadły studiuję je uważniej i usuwam te co mają minusy nie widoczne na pierwszy rzut oka (np. jest w pokoju telewizor, ale nie ma adnotacji że jest telewizja kablowa albo satelitarna). Zostaje mi po tym kilka ofert z których biorę najtańszą dzwonię, potwierdzam że jest wszystko tak jak wyczytałem – i jeżeli wszystko jest OK za tym samym telefonem dokonuję rezerwacji. Tym sposobem zamiast kilkudziesięciu telefonów „dowiadujących się” wykonuję jeden-dwa, reszty zachodu oszczędza mi Internet.
Mniejsza jednak o moje upodobania. Sprawa jest prosta – jak chcę dzwonić to dzwonię, jak korzystam z Internetu to zazwyczaj dlatego że chcę się dowiedzieć przez Internet a nie dzwonić. Traktowanie netu wyłącznie jako miejsca na zaznajomienie z numerem telefonu jest bez sensu i powoduje utratę części klientów. Proste jak drut, a nie rozumieją tego ludzie bezpośrednio finansowo zainteresowani. Dziwne…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)