Od pewnego czasu możemy dostrzec, że pewne dewiacyjne zachowania z życia politycznego z powodzeniem przenoszą się na płaszczyznę społeczną. Przykładem jest linczowanie i znieważanie zgromadzonych pod Pałacem Prezydenckim.
Na początek warto odpowiedzieć sobie na pytanie: Kim są ludzie, którzy publicznie prowokują obrońców krzyża? Młodzi, dobrze ubrani, zapewne też nieźle wykrztałceni. No i pijani/naćpani = lubiący dobrą zabawę. To, mówiąc w języku speców od marketingu "target". Właśnie do takich ludzi skierowane są akcje posła P., który hańbi nieszczęsną Lubelszczyznę. "Młodzi gniewni", którzy mają dość konwencjonalnej polityki. Czego w takim razie chcą? Chlewu. Całkowitego rozprawienia się z przeciwnikami stronnictwa politycznego, które popierają. Nie tylko politycznej, ale także niemalże fizycznej eksterminacji wszelkiego "wsteczniactwa" i "ciemnogrodu". A przy tym chcą dobrze się zabawić. Są de factobojówką, tylko nie zdają sobie z tego sprawy. Nowoczesnym wydaniem Stahlhelmu, czy HaKaTy, które rozgania siłą swoich przeciwników.
Jakie są tego przyczyny? Po pierwsze: Zaostrzenie języka i haseł politycznych. Ci ludzie po prostu realizują hasła Palikota i Niesiołowskiego (ostatnio też Wałęsy, który twierdził, że "to plemię wymrze") a takze Donalda Tuska, który półgębkiem napomnkął coś o jakiejś pacyfikacji. PiSowi i jego zwolennikom już dawno odmówiono prawa do egzystencji, już nawet nie politycznej. Mają wymrzec jak dinozaury. "Akcja Krzyż" (mi, prawdę powiedziawszy kojarzy się ta nazwa z "Aktion Reinhard" i "Sonderaktion Krakau", podobieństwo semantyczne jest wprost uderzające) ma po prostu te idee zreaizować.
"Antykrzyżowcy" (Saraceni? Maurowie?) postępują zupełnie tak jak Palikot. Zjawiska wzorowania się na tej wątpliwej gwieździe polskiej polityki chyba nie trzeba nikomu udowadniać. I podobnie jak on pozostają bezkarni. Służby porządkowe nie reagują. Podobnie jak na Palikota nie reagują w odpowiedni sposób media, strażnicy rzetelnej debaty. To nie wróży najlepiej kondycji społecznego dialogu w Polsce.
Zjawisko degeneracji płaszczyzny społecznej zaczęło się już wcześniej. Zaczęło się niewinnie - od żarcików na temat PiSu, później przyszła kolej na gierki flashowe. Zupełnie jak w przypadku przeciwników usunięcia krzyża. Teraz wchodzimy w trzeci etap (reasumując: etap 1. - ośmieszanie, etap 2. - lincz), czyli konfrontację fizyczną.
Psuje się już nie tylko polityka, psuć zaczęło się całe społeczeństwo. Stopień rozpolitykowania naszego społeczeństwa sięgnął zenitu, a Drugi Kayń był katalizatorem, który drastycznie przyspieszył zmiany. Tokąd ten proes zmierza? Bóg jeden raczy wiedzieć. Tylko, zeby zechciał w swojej wspaniałomyślności powstrzymać nas od najgorszego.
Bo sami na pewno się nie powstrzymamy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)