O ile sondaże nie kłamią, prognozy Jarosława Kaczyńskiego mogą się sprawdzić.
Po ostatnich wyborach wielu było (i jest) Kaczorem rozczarowanych. Bo zamiast przeciwstawić się medialnej nagonce i pokazać, że oprócz lwa potrafi być również i lisem, ten rzuca kawałki w stylu „SB była skuteczna”. I jak tutaj go kochać? A całkiem znienawidzić się nie da, bo wciąż jest przywódcą największej partii prawicowej. I wciąż budzi nadzieję.
Niedawno Rafał A. Ziemkiewicz poddał postępowanie Prezesa gruntownej krytyce. Jako pierwszy (słusznie!) zauważył, że Kaczyński pragnie powtórzenia w Polsce wariantu węgierskiego. Późniejsze wypowiedzi wodza PiS-u nie pozostawiły złudzeń. Ma on zamiar poczekać na swoje kolejne 15 minut. Chce przeczekać obecną sytuację, gdy Polacy są jego retoryką po prostu zmęczeni, i wykorzystać stan, w którym niezadowolenie z rządów PO osiągnie apogeum. Wtedy dopiero wkroczy na scenę. Gdy to, co było do podzielenia zostanie podzielone on zacznie rządzić.
Ostatnie sondaże wskazują, że jego koncepcja może się sprawdzić. Słupki PO spadają, a PiS-u rosną. Muszę przyznać, że sytuacja, w której don Prezes ma rację zupełnie mnie nie cieszy. Bo sprawiłoby to, że nabrałby przekonania, że zawsze wie wszystko najlepiej. Już teraz postępuje jakby był nieomylny i oddaje w ten sposób pola rywalom. A gdyby ponownie wbił się w pychę powtórzyłaby się sytuacja, którą już dobrze znamy – gdy „sanacja III RP”, czyli IV RP, splajtowała. A to oznaczałoby, że znowu powróciłyby czasy walki z kaczyzmem i całego tego cyrku, który jest z nim związany. Poza tym, czy obecna koncepcja Kaczora nie wydaje się nieco… Bezlitosna? Poczekać aż będzie bardzo, bardzo źle, a później wejść i wszystko zająć. Orbanowi wcale nie było tak łatwo, jak prezentują to prawicowe media. A my nie jesteśmy Węgrami. U nas postkolonialne instynkty są o wiele bardziej rozwinięte. No i pomijając już fakt, że podobne zachowanie ze strony Kaczyńskiego przypomina traktowanie państwa jako prywatnego folwarku… I ociera się o nieliczenie się z losem obywateli-poddanych, sprzeczne z programem PiS.
Ponadto w rozumowaniu Prezesa kryje się jedna luka: Ta metoda może się sprawdzić tylko w świecie bipolarnym. PO albo PiS. Wybierajcie rodacy: Kaczor albo Donald. Myszki Miki ani Goofy‘ego nie ma. Problem polega na tym, że w naszym społeczeństwie, a w szczególności w jego młodej części, tkwi duży lewicowo-liberalny potencjał. Ta siła wypchnęła już wzwyż Janusza Palikota. Jeśli ktoś będzie potrafił ją umiejętnie wykorzystać ma zagwarantowany sukces. Palikotowi do końca się to nie udało. Jest lepszym happenerem niż politykiem i nie potrafił wyciągnąć z sytuacji długoterminowych korzyści, za wyjątkiem dostania się do parlamentu. Wątpliwe, aby nauczył się korzystać z potencjału, który wyniósł go z powrotem do godności poselskiej. Jego postępowanie temu przeczy. Mimo, iż podnosi hasła, które młodych ciekawią (legalizacja marihuany, „wolność w Internecie”) i które w dalszej perspektywie mogą mu przynieść większe powodzenie, to nie jest zdolny przeistoczyć tego w taką hegemonię, jaką osiągnęło PO. Pokazał jednak, że kierunek lewicowo-liberalny to przyszłość. (Co raczej powinno nas niepokoić, bo na Zachodzie okazało się to wielkim niewypałem.) A jeśli komuś uda się to przekuć w realny sukces? Tak czy inaczej Ruch Poparcia Jednego Człowieka zyskuje. Jak dotąd niewiele, ale jednak.
Jednym słowem: Albo Kaczyński obudzi się pewnego dnia zwycięzcą, albo z ręką w nocniku. A wraz z nim obudzimy się my.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)