Marcin Idziński
Wartość państwa a afera podsłuchowa.
„Nie wolno dopuścić do tego, by scenariusze działań organów państwa były następstwem działania przestępców!” To jasne i precyzyjne stwierdzenie premiera właściwie wyjaśnia jego stosunek do tak zwanej „afery podsłuchowej” i działania rządu po niej. Szkoda tylko, że istotny sens stanowiska Donalda Tuska nie jest powszechnie rozumiany! Warto się nad mechanizmem tego niezrozumienia zastanowić.
Polityczny szwindel!
Obojętnie na ile szokujące w sensie obyczajowym są wypowiedzi podsłuchanych osób, w rozmowach tych trudno się dopatrzyć (poza rozmową z udziałem byłego ministra Nowaka) jakiegoś prawnego czy politycznego szwindlu.
Budowanie przez członków prawomocnie wybranej elity rządzącej różnorakich scenariuszy funkcjonowania państwa, co właśnie na taśmach słychać, jest normalnym w polityce wykształcaniem się układu sił wewnątrz władzy, w której udział bierze kilkaset osób, a nie politycznych automatów. To tylko w państwie totalitarnym „cała władza”, czyli wszyscy jej członkowie, myśli tak samo i ma taki sam pomysł na rozwiązywanie problemów kraju.
W polskim rządzie, na szczęście, można mieć własne zdanie na temat poszczególnych kolegów ministrów, czy poszukiwać innych rozwiązań niż te, które aktualnie realizuje cały rząd – dopóty, dopóki nie jest to praktyczne i świadome działanie mające paraliżować działania tego rządu. Na nic takiego w taśmach dowodów nie ma.
Szkoda tylko, że te rozmowy prowadzono w restauracjach, a nie w gabinetach i że prowadzono je w marnym stylu.
Prawdziwym politycznym szwindlem jest natomiast zachowanie opozycji po wybuchu afery!
To, że prawowite organy państwa, a więc i państwo polskie zostało zaatakowane przez przestępców, dla opozycji miało znaczenie czysto instrumentalne – można dokopać rządzącym i może uda się obalić rząd!
Co się stanie w takim wypadku z prestiżem Polski, nie miało dla opozycji znaczenia. Rozdmuchać aferę do granic możliwości, a może uda się upiec przy tym własny interes polityczny. Czyste partyjnictwo, w którym państwo jest zdecydowanie najmniej ważne.
Stek zupełnie absurdalnych oskarżeń był coraz większy w miarę, jak jasność i stanowczość stanowiska premiera była coraz wyraźniejsza. A wielka część społeczeństwa dała się tym absurdom uwieść.
Dlaczego?
Oczywiste wydają się dwa mechanizmy - pierwszy socjologiczny, a drugi polityczny.
Socjologiczny polegał na tym, że informacja w sprawie jednak dość skomplikowanej prawnie, docierała do społeczeństwa bardzo selektywnie. Bo kto z przeciętnych obywateli ma czas na słuchanie precyzyjnych wyjaśnień premiera, czy rządowych prawników, które w całości emitowane są przez telewizję w godzinach pracy? Natomiast skróty tych wystąpień, emitowane w tak zwanym „dobrym” czasie antenowym, były często niezbyt precyzyjnym montażem i opatrywano je często nieco tendencyjnym komentarzem. Do tego zjawiska wrócę!
Mechanizm polityczny wynikał z oczywistego faktu, że dzisiejsza Polska nie jest rajem, a wielu morze wydawać się nawet przedsionkiem piekła. Do zrobienia jest jeszcze rzeczywiście dużo, jednak ślepy musi być ten, który nie widzi ile udało się już zbudować.
Prawda, że uporządkowanie państwa to dzieło wspólne i że nie tylko poszczególne rządy są za to odpowiedzialne, do wielu umysłów nie dociera, a opozycja w Polsce zdaje się uważać, że im więcej w działaniach rządu uda się zepsuć, lub spowolnić – tym lepiej dla Polski.
Każdy rząd na świecie, nawet najlepszy, nie rządzi w pełni perfekcyjnie! Jednak zasłanianie sukcesów bezustannym wypychaniem na plan pierwszy uchybień i nadymanie ich do rozmiarów zagrożenia publicznego, jest stylem opozycji szalbierczej i w rezultacie antypaństwowej! Takie działanie nie ma nic wspólnego z uczciwie pojmowanym interesem Polski i jej obywateli. Ale…
Społeczeństwo ma prawo myśleć, że opozycja uczciwie dba o jego interes i pilnuje, by rząd nie błądził zbyt często. Po to się przedstawicieli wybiera i oczekuje się, by to właśnie oni interpretowali dla nas zawiłe meandry bieżącej polityki, których normalnie żyjący i pracujący człowiek nie jest w stanie ani szczegółowo śledzić, ani kompetentnie analizować. Dlatego też obraz „afery podsłuchowej” widzimy dziś często przez pryzmat tego, co na jej temat mówią opozycyjni krzykacze!
Tragedią jednak jest, gdy nadużywając naszego zaufania, opozycja jeszcze ten obraz zaciemnia – działając w swym partyjnym interesie, a nie w interesie swych wyborców! To jest właśnie polityczny szwindel na skalę karygodną. A taką opozycję właśnie w Polsce wyhodowaliśmy!
Przy urnach należy więc dbać nie tylko o wybór dobrego rządu, ale dziś przede wszystkim o wybór – uczciwej opozycji!
Dziennikarskie przestępstwo.
Dziś w Polsce powszechnie uważa się, że dziennikarz może być nieuczciwy tylko wtedy, gdy w mediach kłamie. A tym czasem nadużyć społecznego zaufania w tym zawodzie może być znacznie więcej! – na co w dramatycznej wypowiedzi zwrócił uwagę nestor polskiego dziennikarstwa, Stefan Bratkowski! (na szczęście zresztą nie tylko on).
Jednym z takich – zasadniczych - nadużyć dziennikarskich jest tendencyjność, która w znacznym stopniu wypacza informację, która jest podstawowym sensem i obowiązkiem w tym zawodzie!
„Temperamentny” dziennikarz wie, że najłatwiej przypodobać się „publiczce”, czyli milionom odbiorców, atakiem na najsilniejszego! Tym, jest zazwyczaj… państwo i jego rząd! Jednak spokojny, mądry dziennikarz wie, że jest to działanie najbardziej poważne i odpowiedzialne! Wie też, że gdy dziennikarza ponosi temperament lub prymitywnie pojęta „bezkompromisowość” – mamy do czynienia z ewidentnym przestępstwem nie tylko przeciw elementarnej etyce zawodowej, ale może to być podstawą do zarzutu poważnej, obywatelskiej nieuczciwości.
Przed „waleniem” w państwo i jego organy należy uczciwie zastanowić się nad wartością tego państwa tu i teraz! – a nie porównywać jego stan czy bieżące działania do wyimaginowanych „ideałów”, zwykle nierealizowalnych w praktyce, które zazwyczaj mają maniacki rodowód w walczącej o wpływy opozycji.
Bo dziennikarzom naprawdę nie powinno być „wszystko wolno”! Noblesse obilge! Ten zawód, to bardzo poważna społeczna funkcja, a w niej uczciwość i powaga są wielokrotnie ważniejsze od osobistej błyskotliwości!
I na koniec! Poważnie zawstydza mnie, gdy np. widzę, jak telewizja publiczna – chyba tylko dla swej płytkiej popularności – staje się tubą zupełnie zmarginalizowanych już politycznych figur, jak np. PT! Ludwik Dorn, Zbigniew Ziobro, Jarosław Gowin, czy inni podobni, tylko dlatego, że ich agresywne wypowiedzi mogą „podgrzać polityczny rynek” – przecież zazwyczaj niezdrowo! Są dni, w których te figury pojawiają się na ekranie częściej i w lepszym czasie antenowym, niż realizujący właśnie poważne sprawy państwowe przedstawiciele państwowych władz. Coś tu jednak nie gra! Tania popularność nie może być istotnym miernikiem wartości poważnych mediów, bo stają się one automatycznie tylko polityczny tabloidem!
Marcin Idziński
Wartość państwa a afera podsłuchowa.
„Nie wolno dopuścić do tego, by scenariusze działań organów państwa były następstwem działania przestępców!” To jasne i precyzyjne stwierdzenie premiera właściwie wyjaśnia jego stosunek do tak zwanej „afery podsłuchowej” i działania rządu po niej. Szkoda tylko, że istotny sens stanowiska Donalda Tuska nie jest powszechnie rozumiany! Warto się nad mechanizmem tego niezrozumienia zastanowić.
Polityczny szwindel!
Obojętnie na ile szokujące w sensie obyczajowym są wypowiedzi podsłuchanych osób, w rozmowach tych trudno się dopatrzyć (poza rozmową z udziałem byłego ministra Nowaka) jakiegoś prawnego czy politycznego szwindlu.
Budowanie przez członków prawomocnie wybranej elity rządzącej różnorakich scenariuszy funkcjonowania państwa, co właśnie na taśmach słychać, jest normalnym w polityce wykształcaniem się układu sił wewnątrz władzy, w której udział bierze kilkaset osób, a nie politycznych automatów. To tylko w państwie totalitarnym „cała władza”, czyli wszyscy jej członkowie, myśli tak samo i ma taki sam pomysł na rozwiązywanie problemów kraju.
W polskim rządzie, na szczęście, można mieć własne zdanie na temat poszczególnych kolegów ministrów, czy poszukiwać innych rozwiązań niż te, które aktualnie realizuje cały rząd – dopóty, dopóki nie jest to praktyczne i świadome działanie mające paraliżować działania tego rządu. Na nic takiego w taśmach dowodów nie ma.
Szkoda tylko, że te rozmowy prowadzono w restauracjach, a nie w gabinetach i że prowadzono je w marnym stylu.
Prawdziwym politycznym szwindlem jest natomiast zachowanie opozycji po wybuchu afery!
To, że prawowite organy państwa, a więc i państwo polskie zostało zaatakowane przez przestępców, dla opozycji miało znaczenie czysto instrumentalne – można dokopać rządzącym i może uda się obalić rząd!
Co się stanie w takim wypadku z prestiżem Polski, nie miało dla opozycji znaczenia. Rozdmuchać aferę do granic możliwości, a może uda się upiec przy tym własny interes polityczny. Czyste partyjnictwo, w którym państwo jest zdecydowanie najmniej ważne.
Stek zupełnie absurdalnych oskarżeń był coraz większy w miarę, jak jasność i stanowczość stanowiska premiera była coraz wyraźniejsza. A wielka część społeczeństwa dała się tym absurdom uwieść.
Dlaczego?
Oczywiste wydają się dwa mechanizmy - pierwszy socjologiczny, a drugi polityczny.
Socjologiczny polegał na tym, że informacja w sprawie jednak dość skomplikowanej prawnie, docierała do społeczeństwa bardzo selektywnie. Bo kto z przeciętnych obywateli ma czas na słuchanie precyzyjnych wyjaśnień premiera, czy rządowych prawników, które w całości emitowane są przez telewizję w godzinach pracy? Natomiast skróty tych wystąpień, emitowane w tak zwanym „dobrym” czasie antenowym, były często niezbyt precyzyjnym montażem i opatrywano je często nieco tendencyjnym komentarzem. Do tego zjawiska wrócę!
Mechanizm polityczny wynikał z oczywistego faktu, że dzisiejsza Polska nie jest rajem, a wielu morze wydawać się nawet przedsionkiem piekła. Do zrobienia jest jeszcze rzeczywiście dużo, jednak ślepy musi być ten, który nie widzi ile udało się już zbudować.
Prawda, że uporządkowanie państwa to dzieło wspólne i że nie tylko poszczególne rządy są za to odpowiedzialne, do wielu umysłów nie dociera, a opozycja w Polsce zdaje się uważać, że im więcej w działaniach rządu uda się zepsuć, lub spowolnić – tym lepiej dla Polski.
Każdy rząd na świecie, nawet najlepszy, nie rządzi w pełni perfekcyjnie! Jednak zasłanianie sukcesów bezustannym wypychaniem na plan pierwszy uchybień i nadymanie ich do rozmiarów zagrożenia publicznego, jest stylem opozycji szalbierczej i w rezultacie antypaństwowej! Takie działanie nie ma nic wspólnego z uczciwie pojmowanym interesem Polski i jej obywateli. Ale…
Społeczeństwo ma prawo myśleć, że opozycja uczciwie dba o jego interes i pilnuje, by rząd nie błądził zbyt często. Po to się przedstawicieli wybiera i oczekuje się, by to właśnie oni interpretowali dla nas zawiłe meandry bieżącej polityki, których normalnie żyjący i pracujący człowiek nie jest w stanie ani szczegółowo śledzić, ani kompetentnie analizować. Dlatego też obraz „afery podsłuchowej” widzimy dziś często przez pryzmat tego, co na jej temat mówią opozycyjni krzykacze!
Tragedią jednak jest, gdy nadużywając naszego zaufania, opozycja jeszcze ten obraz zaciemnia – działając w swym partyjnym interesie, a nie w interesie swych wyborców! To jest właśnie polityczny szwindel na skalę karygodną. A taką opozycję właśnie w Polsce wyhodowaliśmy!
Przy urnach należy więc dbać nie tylko o wybór dobrego rządu, ale dziś przede wszystkim o wybór – uczciwej opozycji!
Dziennikarskie przestępstwo.
Dziś w Polsce powszechnie uważa się, że dziennikarz może być nieuczciwy tylko wtedy, gdy w mediach kłamie. A tym czasem nadużyć społecznego zaufania w tym zawodzie może być znacznie więcej! – na co w dramatycznej wypowiedzi zwrócił uwagę nestor polskiego dziennikarstwa, Stefan Bratkowski! (na szczęście zresztą nie tylko on).
Jednym z takich – zasadniczych - nadużyć dziennikarskich jest tendencyjność, która w znacznym stopniu wypacza informację, która jest podstawowym sensem i obowiązkiem w tym zawodzie!
„Temperamentny” dziennikarz wie, że najłatwiej przypodobać się „publiczce”, czyli milionom odbiorców, atakiem na najsilniejszego! Tym, jest zazwyczaj… państwo i jego rząd! Jednak spokojny, mądry dziennikarz wie, że jest to działanie najbardziej poważne i odpowiedzialne! Wie też, że gdy dziennikarza ponosi temperament lub prymitywnie pojęta „bezkompromisowość” – mamy do czynienia z ewidentnym przestępstwem nie tylko przeciw elementarnej etyce zawodowej, ale może to być podstawą do zarzutu poważnej, obywatelskiej nieuczciwości.
Przed „waleniem” w państwo i jego organy należy uczciwie zastanowić się nad wartością tego państwa tu i teraz! – a nie porównywać jego stan czy bieżące działania do wyimaginowanych „ideałów”, zwykle nierealizowalnych w praktyce, które zazwyczaj mają maniacki rodowód w walczącej o wpływy opozycji.
Bo dziennikarzom naprawdę nie powinno być „wszystko wolno”! Noblesse obilge! Ten zawód, to bardzo poważna społeczna funkcja, a w niej uczciwość i powaga są wielokrotnie ważniejsze od osobistej błyskotliwości!
I na koniec! Poważnie zawstydza mnie, gdy np. widzę, jak telewizja publiczna – chyba tylko dla swej płytkiej popularności – staje się tubą zupełnie zmarginalizowanych już politycznych figur, jak np. PT! Ludwik Dorn, Zbigniew Ziobro, Jarosław Gowin, czy inni podobni, tylko dlatego, że ich agresywne wypowiedzi mogą „podgrzać polityczny rynek” – przecież zazwyczaj niezdrowo! Są dni, w których te figury pojawiają się na ekranie częściej i w lepszym czasie antenowym, niż realizujący właśnie poważne sprawy państwowe przedstawiciele państwowych władz. Coś tu jednak nie gra! Tania popularność nie może być istotnym miernikiem wartości poważnych mediów, bo stają się one automatycznie tylko polityczny tabloidem!
Marcin Idziński
Wartość państwa a afera podsłuchowa.
„Nie wolno dopuścić do tego, by scenariusze działań organów państwa były następstwem działania przestępców!” To jasne i precyzyjne stwierdzenie premiera właściwie wyjaśnia jego stosunek do tak zwanej „afery podsłuchowej” i działania rządu po niej. Szkoda tylko, że istotny sens stanowiska Donalda Tuska nie jest powszechnie rozumiany! Warto się nad mechanizmem tego niezrozumienia zastanowić.
Polityczny szwindel!
Obojętnie na ile szokujące w sensie obyczajowym są wypowiedzi podsłuchanych osób, w rozmowach tych trudno się dopatrzyć (poza rozmową z udziałem byłego ministra Nowaka) jakiegoś prawnego czy politycznego szwindlu.
Budowanie przez członków prawomocnie wybranej elity rządzącej różnorakich scenariuszy funkcjonowania państwa, co właśnie na taśmach słychać, jest normalnym w polityce wykształcaniem się układu sił wewnątrz władzy, w której udział bierze kilkaset osób, a nie politycznych automatów. To tylko w państwie totalitarnym „cała władza”, czyli wszyscy jej członkowie, myśli tak samo i ma taki sam pomysł na rozwiązywanie problemów kraju.
W polskim rządzie, na szczęście, można mieć własne zdanie na temat poszczególnych kolegów ministrów, czy poszukiwać innych rozwiązań niż te, które aktualnie realizuje cały rząd – dopóty, dopóki nie jest to praktyczne i świadome działanie mające paraliżować działania tego rządu. Na nic takiego w taśmach dowodów nie ma.
Szkoda tylko, że te rozmowy prowadzono w restauracjach, a nie w gabinetach i że prowadzono je w marnym stylu.
Prawdziwym politycznym szwindlem jest natomiast zachowanie opozycji po wybuchu afery!
To, że prawowite organy państwa, a więc i państwo polskie zostało zaatakowane przez przestępców, dla opozycji miało znaczenie czysto instrumentalne – można dokopać rządzącym i może uda się obalić rząd!
Co się stanie w takim wypadku z prestiżem Polski, nie miało dla opozycji znaczenia. Rozdmuchać aferę do granic możliwości, a może uda się upiec przy tym własny interes polityczny. Czyste partyjnictwo, w którym państwo jest zdecydowanie najmniej ważne.
Stek zupełnie absurdalnych oskarżeń był coraz większy w miarę, jak jasność i stanowczość stanowiska premiera była coraz wyraźniejsza. A wielka część społeczeństwa dała się tym absurdom uwieść.
Dlaczego?
Oczywiste wydają się dwa mechanizmy - pierwszy socjologiczny, a drugi polityczny.
Socjologiczny polegał na tym, że informacja w sprawie jednak dość skomplikowanej prawnie, docierała do społeczeństwa bardzo selektywnie. Bo kto z przeciętnych obywateli ma czas na słuchanie precyzyjnych wyjaśnień premiera, czy rządowych prawników, które w całości emitowane są przez telewizję w godzinach pracy? Natomiast skróty tych wystąpień, emitowane w tak zwanym „dobrym” czasie antenowym, były często niezbyt precyzyjnym montażem i opatrywano je często nieco tendencyjnym komentarzem. Do tego zjawiska wrócę!
Mechanizm polityczny wynikał z oczywistego faktu, że dzisiejsza Polska nie jest rajem, a wielu morze wydawać się nawet przedsionkiem piekła. Do zrobienia jest jeszcze rzeczywiście dużo, jednak ślepy musi być ten, który nie widzi ile udało się już zbudować.
Prawda, że uporządkowanie państwa to dzieło wspólne i że nie tylko poszczególne rządy są za to odpowiedzialne, do wielu umysłów nie dociera, a opozycja w Polsce zdaje się uważać, że im więcej w działaniach rządu uda się zepsuć, lub spowolnić – tym lepiej dla Polski.
Każdy rząd na świecie, nawet najlepszy, nie rządzi w pełni perfekcyjnie! Jednak zasłanianie sukcesów bezustannym wypychaniem na plan pierwszy uchybień i nadymanie ich do rozmiarów zagrożenia publicznego, jest stylem opozycji szalbierczej i w rezultacie antypaństwowej! Takie działanie nie ma nic wspólnego z uczciwie pojmowanym interesem Polski i jej obywateli. Ale…
Społeczeństwo ma prawo myśleć, że opozycja uczciwie dba o jego interes i pilnuje, by rząd nie błądził zbyt często. Po to się przedstawicieli wybiera i oczekuje się, by to właśnie oni interpretowali dla nas zawiłe meandry bieżącej polityki, których normalnie żyjący i pracujący człowiek nie jest w stanie ani szczegółowo śledzić, ani kompetentnie analizować. Dlatego też obraz „afery podsłuchowej” widzimy dziś często przez pryzmat tego, co na jej temat mówią opozycyjni krzykacze!
Tragedią jednak jest, gdy nadużywając naszego zaufania, opozycja jeszcze ten obraz zaciemnia – działając w swym partyjnym interesie, a nie w interesie swych wyborców! To jest właśnie polityczny szwindel na skalę karygodną. A taką opozycję właśnie w Polsce wyhodowaliśmy!
Przy urnach należy więc dbać nie tylko o wybór dobrego rządu, ale dziś przede wszystkim o wybór – uczciwej opozycji!
Dziennikarskie przestępstwo.
Dziś w Polsce powszechnie uważa się, że dziennikarz może być nieuczciwy tylko wtedy, gdy w mediach kłamie. A tym czasem nadużyć społecznego zaufania w tym zawodzie może być znacznie więcej! – na co w dramatycznej wypowiedzi zwrócił uwagę nestor polskiego dziennikarstwa, Stefan Bratkowski! (na szczęście zresztą nie tylko on).
Jednym z takich – zasadniczych - nadużyć dziennikarskich jest tendencyjność, która w znacznym stopniu wypacza informację, która jest podstawowym sensem i obowiązkiem w tym zawodzie!
„Temperamentny” dziennikarz wie, że najłatwiej przypodobać się „publiczce”, czyli milionom odbiorców, atakiem na najsilniejszego! Tym, jest zazwyczaj… państwo i jego rząd! Jednak spokojny, mądry dziennikarz wie, że jest to działanie najbardziej poważne i odpowiedzialne! Wie też, że gdy dziennikarza ponosi temperament lub prymitywnie pojęta „bezkompromisowość” – mamy do czynienia z ewidentnym przestępstwem nie tylko przeciw elementarnej etyce zawodowej, ale może to być podstawą do zarzutu poważnej, obywatelskiej nieuczciwości.
Przed „waleniem” w państwo i jego organy należy uczciwie zastanowić się nad wartością tego państwa tu i teraz! – a nie porównywać jego stan czy bieżące działania do wyimaginowanych „ideałów”, zwykle nierealizowalnych w praktyce, które zazwyczaj mają maniacki rodowód w walczącej o wpływy opozycji.
Bo dziennikarzom naprawdę nie powinno być „wszystko wolno”! Noblesse obilge! Ten zawód, to bardzo poważna społeczna funkcja, a w niej uczciwość i powaga są wielokrotnie ważniejsze od osobistej błyskotliwości!
I na koniec! Poważnie zawstydza mnie, gdy np. widzę, jak telewizja publiczna – chyba tylko dla swej płytkiej popularności – staje się tubą zupełnie zmarginalizowanych już politycznych figur, jak np. PT! Ludwik Dorn, Zbigniew Ziobro, Jarosław Gowin, czy inni podobni, tylko dlatego, że ich agresywne wypowiedzi mogą „podgrzać polityczny rynek” – przecież zazwyczaj niezdrowo! Są dni, w których te figury pojawiają się na ekranie częściej i w lepszym czasie antenowym, niż realizujący właśnie poważne sprawy państwowe przedstawiciele państwowych władz. Coś tu jednak nie gra! Tania popularność nie może być istotnym miernikiem wartości poważnych mediów, bo stają się one automatycznie tylko polityczny tabloidem!



Komentarze
Pokaż komentarze (3)