Ignatius Ignatius
24
BLOG

Popcorn kontratakuje: Acid Drinkers - Relacja (Archiwalna)

Ignatius Ignatius Kultura Obserwuj notkę 1
Tym razem mocno archiwalne wynurzenia (bardziej niż zwykle... jakoś tak wyszło, że czasu na wszystko co raz mniej) mimo wszystko dobry pretekst jest bo Acid Drinkers zapowiedział jesienną trasę, a tegoroczne letnie festiwale w rozkwicie. Żeby nie przedłużać niniejsza relacja dotyczy gigu z katowickiego Spodka, który miał miejsce 20.12.2025 roku.

Był to ostatni w zeszłym roku koncert z powrotowej trasy Return of the Varran. Przypomnę, powrót Kwasożłopów do koncertowego życia było ważnym i bardzo długo oczekiwanym wydarzeniem dla fanów poznańskiego zespołu.

Maksymalnie pojechany kwartet składający się z tak barwnych postaci wrócił do wspólnego grania po niespełna trzech dekadach(sic!). Powrót ten można rozpatrywać pod wieloma względami: pierwsze od lat koncerty w złotym składzie: Titus, Litza, Popcorn, Ślimak. Warto zaznaczyć, że dla gitarzysty Popcorna był to w ogóle powrót do wiosła, bo jak wiadomo reszta składu nie nudziła się, nie próżnując, świetnie wypełniając sobie artystyczną przestrzeń zaangażowaniem w różnych zespołach i projektach. Dla mnie było to szczególnie ciekawe wydarzenie również dlatego, że wybrałem się na ten koncert z moimi Twórcami, którzy byli na koncercie, w tym składzie dokładnie 30. lat temu, kiedy to Acid Drinkers supportował Deep Purple na deskach tej samej sceny.   

Wodzirejem był sam Leszek Gnoiński, który odwalił kawał dobrej roboty - nie jestem fanem takich zapowiadaczy, zwłaszcza, że często nie dość, że się silą na nieudolny, suchy stand up, to na domiar złego nie wiedzą kiedy ukręcić mu łeb. W tym wypadku nie mam żadnych zastrzeżeń, w końcu to wieloletni przyjaciel zespołu i prawdziwy acidolog: warto wspomnieć, że jest autorem oficjalnej biografii zespołu Acid Drinkers - Raport o Acid Drinkers (1996). Książka z biegiem lat stała się białym krukiem, osiągającym na wiodących platformach aukcyjnych absurdalne kwoty. Wreszcie w 2025 roku doczekała się godnego, zaktualizowanego wznowienia.

Do Spodka Acids wbili z starymi przyjaciółmi z Turbo i nowymi z Pull the Wire, niestety zdążyłem dopiero na poznańskich weteranów, którzy ogrywali, świetnie przyjęty album Blizny (2025) - pierwszy autorski materiał od 12 lat. Prawdziwie poznańska ofensywa (Wilczego Pająka tylko brakowało) oba zespoły wróciły po latach: Turbo z nową płytą a główni bohaterowie wieczoru w złotym składzie: oba skrzydła obstawili kanoniczni wioślarze, każdy z nich marnotrawnych miał długą i pokrętną drogę powrotu do macierzy. 

Turbo

Wszystko wszędzie ciągle woła więcej

Turbo zagrało króciutko ale dość reprezentacyjne dla dzisiejszej kondycji zespołu. Po dekadzie wrócił z premierowym materiałem pt. Blizny (2025) która została doceniona przez fanów i krytyków. Rzeczywiście płyta stanowi ambitny projekt, w który zaangażowano ciekawych gości.

Wybór zagranych utworów tamtego wieczoru, w moim odczuciu jest przykładem na to, że to co sprawdza się w wydaniu studyjnym, nie zawsze równie dobrze wypada w wykonaniu koncertowym. Możliwe, że odniosłem takie wrażenie, ze względu na to, że zespół nie zdążył się na dobre rozkręcić. Dopiero zaczęło żreć, gdy odpalili swoje obowiązkowe standardy: wtedy dopiero Turbo przeobraziło się w  dobrze naoliwioną maszynerię, którą (za)szybko wyhamowano. Niestety zbyt krótko pracowała aby mogła pokazać pełnię swych możliwości. Najbardziej poruszającym fragmentem gigu był hymn szczęśliwie minionej epoki pt. „Dorosłe dzieci". Kto był w ostatnich latach na koncertach CETI ten ma porównanie, który ansambl wypada prawilniej w tej materii.

Pod kątem wokalnym również zbyt mocno trzymali się w ryzach, zdecydowanie nie został wykorzystany potencjał  braci Struszczyków - w pierwszej części poświęconej najnowszej płycie („Nowy rozdział", „Wszystko wszędzie woła więcej", „Na dno") gościnnie występował Bartosz Struszczyk z nieistniejącego już progowego Joseph Magazine.

Zdecydowanie korzystniej Turbo wypadło w drugiej połowie, kiedy zagrali sprawdzony materiał z lat 80. Niczym nie zaskakując, prezentując wybór z kanonu, trzech pierwszych płyt. Były to wysłużone, żeby nie napisać, zruściałe gwoździe programu (ze względu na zbyt oczywistą i bezpieczną repertuarową eksploatację): „Już nie z tobą", „Szalony Ikar", „Sztuczne oddychanie", „Kawaleria szatana cz. I". Oczywiście tak ważnych dla historii polskiego łomotu utworów nigdy dość ale słychać było przepaść dzielącą przeszłość z teraźniejszością. 

Na deficyty energetyczne miało wpływ nagłośnienie, które sprawiły, że czułem wyraźny niedosyt... Tak naprawdę tego wieczoru warto było posłuchać Turbo dla kunsztu gitary Wojciecha Hoffmana.

Czas pokazał, że dla Turbo była to zaledwie rozgrzewka przed monumentalnym koncertem w Krakowie, gdzie zagrali na miarę swojej legendy.



Acid Drinkers

Tylko wieloletni fani mający szczęście przeżyć powroty ulubionych zespołów (które dla nich istniały od „zawsze"), po długiej przerwie, w złotym składzie, potrafią docenić doniosłość chwili. Zeszłoroczna halowa trasa Acid Drinkers poprzedzona festiwalowymi występami, to było coś na co fani czekali naprawdę długie lata.  

Messieurs: Titus, Popcorn, Litza, Ślimak, w tym składzie popełnili osiem kapitalnych, ważnych dla polskiego metalu albumów, więc było z czego lepić zdzierający z czachy dywan gig.

Rzeczywiście Drinkersi postawili na formułę wyboru strzałów z swojego najlepszego okresu. Po obowiązkowym temacie Hansa Zimmera z Króla Lwa (1994) przylutowali „Barmy Army" z jedyneczki robiąc na starcie kipisz jak ta lala. Ja byłem z miejsca poskładany w walizeczkę Misia Paddingtona - Warany wróciły, były w formie i rządne demolu. Nie tylko ja czekałem na to długie 7 lat. W tym składzie dżentelmenów widziałem w 2018 kiedy to zagrali w (prawie) całości Are You a Rebel? (1990) na 50. urodzinach Litzy.

People, listen, for whom the war?

Set bajeczny niektóre strzały usłyszałem po raz pierwszy na żywca: mowa zwłaszcza o grubo pojechanym „Masterhood of Heartdevouring" z Strip Tease (1992).

W dużej mierze magazynek załadowano monstrualnymi pestkami z Infernal Connection (1994), paliwa prawie każdego gigu Acidów. Materiał z szóstego albumu,  przekładany był kwaśnymi hiciorami: można (a nawet trzeba) było zdzierać gardziel przy „I Fuck the Violence (I'm Sure I'm Right)", pobujać się przy „Street Rockin", poskakać w rytm bicia „Pump Plastic Heart", czy odlecieć w kosmos pod wpływem gitarowej psychodelii „High Proof Cosmic Milk".

If you only feel the blues...

Przekrojowy set pokazał siłę tkwiącą w różnorodności thrash metalowych weteranów. Swoją drogą tylko najstarsi fani mogą pamiętać tak esencjonalny (w 98,99% autorski) dla Drinkersów zestaw do ściągania laćków. Myślę że nie tylko ja oniemiały byłem świadomością słuchania „Poplin Twist", „Slow and Stoned", „Zero" z kanonicznym Litzowym wokalnym wygarem.

Błyszczącym w celofanie smaczkiem był zagrany na finał „Pizza Driver", w odświeżonej wersji disco (głównie robota Ślimaka, który wplatał taneczny beat - pokłosie udziału w wydarzeniu Red Bull Soundclash 2012).

Nie od dziś wiadomo, że Kwasożłopy lubią się konstruktywnie (a czasem nawet dekonstruktywnie) znęcać nad cudzą twórczością, także czujne uszy mogły wyłapywać cytaty z Slayera i Metalliki w „Marian is Metal Guru" i „24 Radical Questions". Jak widać i słychać była to zabójczo skuteczna przeplatanka obejmująca przekrój dorobku nagranego z Litzą, precyzyjnie skierowana w nostalgię fanów. Można powiedzieć, że zaprezentowali w dużej mierze przewidywalny i bezpieczny set ale różnorodności Acid Drinkers odmówić nie sposób. Jak dobrze pójdzie to na bardziej śmiałe eksperymenty jeszcze przyjdzie czas.

Całe szczęście, że Ślimak przez ten czas nie próżnował i nie zdążył zardzewieć. Szalał za swoim - obowiązkowo bokiem ustawionym zestawem garów, w swoim stylu, przez cały koncert się nie oszczędzając, pokazując się od swojej najlepszej strony. Jak wiadomo pałker ten od zawsze słynął z siłowego i nad wyraz ekspresyjnego oklepu.

Na bis zagrano popisowy numer Popcorna z repertuaru Floydów: „Another Brick in the Wall pt.2" oczywiście cały skład odwalił doskonałą robotę, ale słychać było, że w wykonaniu tego utworu Dariusz wraził co najmniej 125% własnego serca.

With empty words, spilled over tears

Kwasożłopy skończyli szczególnym dla historii zespołu utworem „Blues Beatdown" z jedynej płyty nagranej z śp. Aleksandrem 'Olassem' Mendykiem, który zdecydowanie zbyt szybko zakończył swój żywot pod koniec listopada 2008 roku. Zagrali ten numer w całości co nie jest takie oczywiste, bo pamiętam sztuki, gdzie grali jedynie fragment resztę odtwarzając w hołdzie Olassowi. Było to iście mocarne wykonanie przypieczętowujące - nie tylko dla mnie bardzo ważny koncert. Biorąc pod uwagę powyższy kontekst nie muszę dodawać jak przejmujące było to wykonanie.


Dobrze jest móc zobaczyć tak zasłużone dla polskiego metalu zespoły na deskach Spodka - miejsca historycznie szczególnego dla rozwoju i promocji rodzimej sceny ciężkiego grania. Acid Drinkers wrócili w 2025 roku w chwale a stęsknieni fani uraczeni zostali wspaniałym gigiem. Pamiętam, że z nie małą rezerwą podchodziłem do wieści na temat headlinerskiej, halowej trasy. Całego Spodka niewyprzedali ale na pustki też nie można było narzekać. To była odważna i szalona trasa na miarę fantazji (choć pewnie bardziej kalkulacji) zespołu, załorzonego w 1986r, który rządził w latach 90. będącym jednym z kluczowych zjawisk nadających kolorytu okresowi transformacji ustrojowej.

Pisząc te słowa zapowiedziana jest jesienna trasa Old Iron Biceps Tour 2026 pod czas której wrócą do Katowic, 27 listopada.   


Zobacz galerię zdjęć:

Turbo
Turbo Kwasożłopy
Ignatius
O mnie Ignatius

♤Everything louder than everyone else♤ Entuzjasta hard'n'heavy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura