Ignatius Ignatius
324
BLOG

Frontside: Nemesis (2026) - Recenzja

Ignatius Ignatius Kultura Obserwuj notkę 0
Wraz z nastaniem Wiosny, po długiej przerwie, z nowym krążkiem powrócili do życia rodzimi tytani metalcora. Sosnowiecki Frontside wydał dziesiąty album, który jest jednocześnie wyczekiwanym debiutem zespołu z Molliem za sitkiem.

Ośmioletnia przerwa to długo jak na zespół, który przez lata przyzwyczajał fanów do regularnego wydawania kolejnych wydawnictw, którymi umacniał swą potęgę i chwałę na krajowej scenie robienia dźwiękowego kuku.

Przez te długie lata bla bla bla, świat zdążył stanąć nie raz na głowie, bla bla bla wynicować się, bla bla bla, chaosu nastał czas bla bla bla, geopolitycznie spolaryzowana planeta płonie - jest tak jak było, tylko co raz gorzej...

Po albumie Zmartwychwstanie (2018) w zespole również doszło do mentalnej rewolucji, Aumana zastąpiono nowszym modelem - Molliem. Przypomnę, że to nie pierwszyzna, gdy zmienił się gardłowy Frontside.  Gdy Astka zastąpił Auman z buta machnęli przełomowy album Zmierzch bogów (2004). Tym razem zespół postawił na spokojne ogranie się z nowym wokalistą.

Zespół z ponad 30. letnim stażem, nie musi już nikomu niczego udowadniać, może nawet pozwalać sobie na nonszalancje jak to miało miejsce w przypadku bliźniaczych płyt: Sprawa jest osobista (2014) i Prawie martwy (2015) -czyli stylistycznym ekscesie w dwóch aktach.

Mimo to zespołowi z Sosnowca zależało na tym aby wraz z Nemesis (2026) donośnie i z przytupem wybrzmiało nowe otwarcie - nawiązanie współpracy z Molliem przypieczętowano wreszcie premierowym materiałem.

Rodzi się kluczowe pytanie, czy rzeczywiście tym samym Frontside zapoczątkował nową erę w swojej twórczości? 

Najnowsze dzieło to ponad 50. minut wybornie zrealizowanego, współczesnego metalcora. Słychać, że Demon i spółka trzymali rękę na pulsie i zadbali o to żeby: nie stracić własnej tożsamości, nie popaść w anachronizm stając się własną karykaturą (choć można odnieść wrażenie, że zespół momentami ryzykownie balansuje na krawędzi) pod tym względem wiele łączy Nemesis (2026) z Zmartwychwstaniem (2018). Przypomnę, że poprzednik był albumem, który po stylistycznym kroku w bok (udanym i pożytecznym), naprostował zespół na właściwym tor. Popchnęli swoją twórczość do przodu, jednocześnie wyraźnie widząc w lusterkach bocznych Zmierzch bogów (2004) stając się tym samym symboliczną klamrą dla Aumana. W moim mniemaniu pod kątem jakościowym dziesiątą płytę postawić można tuż za wydanym 20. lat temu Absolutusem (2006). 

Nowe elementy, ozdobniki, dopieszczone i wymuskane detale, które krzepią ucho, zwłaszcza dojrzalsze melodie serwowane przez wiosłowych. Niemal całkowicie wyzbytych z ckliwości i cukierkowatości, która od trzeciego długograja stanowiła jeden z najbardziej charakterystycznych elementów, które ni stąd ni zowąd zaskakiwały słuchaczy i kontrastowały z dojmującym, brutalnym wygarem. Jak widać trudno recenzować najnowsze dzieło Frontside bez odwoływania się do historii zespołu.

Jest to mocarnie wyprodukowany (brawa dla Zeda) bardzo równy album mimo, że w moim odczuciu brakuje jednoznacznego kandydata na potencjonalnego koncertowego killera: pilotującym singlom - „Omen" i „Kapłani diabła", mimo że rzemieślniczo poprawnym, to jednak daleko im do „Zapalnika" czy nawet „Bez przebaczenia" - a nie są to przecież największe szlagiery jakie Frontside ma w zanadrzu.

Sfera instrumentalna jest rozedrgana, mięsista i przestrzenna jak nigdy dotąd. Zespół ponownie stawia na ciężar i atmosferę niż nieludzkie tempa (często słychać soczyście wyeksponowany bas Nowaka) i jak na standardy zespołu, momentami ciekawie pokombinowana co jest zasułgą w dużej mierze Tomy, który napotrzeby najnowszego krążka popełnił jedne z najlepszych partii w swojej karierze. Słychać to wyraźnie np. w utworach: „Sztylet, brzytwa, hak i sznur" czy „Zostaniecie z niczym". Na płycie nie brakuje też bardziej prostych i brutalnie dosadnych rozwiązań jak w „Chaosu nastał czas".

Nie zrozumcie mnie źle!

Frontside w 2026 roku (o czym w swój charakterystyczny sposób, nie daje nam zapomnieć podczas odsłuchu) to zespół, który umiejętnie łączy stare z nowym i wydaje mi się, że dopiero kolejne płyty z Molliem przyniosą faktyczną nową jakość, bo nie da się ukryć drzemie w nim spory potencjał i nie jeden raz jeszcze może nas zaskoczyć. Niemniej słuchając najnowszego dzieła sosnowieckiego ansamblu, pod kątem wokalnym, czasem odnoszę wrażenie, że Mollie aż za bardzo stara się wchodzić w buty Aumana - zdecydowanie bardziej przekonują mnie jego wokalizy w „To wszystko co masz", gdy w sposób naturalny wprowadza nową jakość, znacząc terytorium swoimi patentami. Wnosząc świeżość w dotychczasowy styl grupy. 

Tym samym dotykamy powoli sedna - Frontside ćwierć wieku temu mógł wyznaczać trendy (przynajmniej na polskim podwórku), obecnie ma status tłustego kota, który może - ale nie musi, z nikim się ścigać. To właśnie najbardziej wybrzmiewa przez cały czas trwania albumu. Zespół zresztą przyznaje się o tym w środku opierając tekst na tytułach swojej dyskografii w „Wejdź prosto w nowy system", maniera w jakiej utrzymana jest deklamacja w tym utworze jako żywo przywołuje mi na myśl patenty z płyt Sprawa jest osobista (2014) i Prawie martwy (2015), które z kolei nawiązywały się do wczesnego okresu z Astkiem. 

Frontside to zespół, który na żywca w pełni manifestuje swoją potęgę i chwałę i jestem przekonany, że w warunkach bojowych nowa płyta sprawdzi się równie dobrze.

Sferę liryczną skwituję możliwie krótko - jak na Frontside przystało, nadal mamy do czynienia, z tym samym szczeniackim naiwnym, pretensjonalnym buntem... może nieco lepiej napisanym niż ostatnio (z naciskiem na może).  

To oczywiście nieistotny szczegół. Zaprawdę powiadam Wam. Już za moment... będzie wystarczyła jedna iskra... rusza droga krzyżowa i pod sceną pięciu wspaniałych chłopców z piekła rodem zgotują wam takie przystanki... że wraz z zwyczajowymi dysputami o wiodących markach majonezu, będą stanowiły przewodni temat przy Wielkanocnych stołach. 

Ignacy J. Krzemiński

Zobacz galerię zdjęć:

Ignatius
O mnie Ignatius

♤Everything louder than everyone else♤ Entuzjasta hard'n'heavy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura