Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
2 obserwujących 492 notki 182153 odsłony
Ignatius, 6 sierpnia 2018 r.

Asy przestworzy: Iron Maiden - Relacja

398 3 0 A A A

W końcu doczekałem się halowego koncertu Iron Maiden. Ostatnimi czasy szelmom zatraconym jeno stadiony były w głowach. W Polsce miały miejsce, dzień po dniu dwa koncerty, w krakowskiej Tauron Arenie. Niniejsza relacja dotyczy drugiego występu, który odbył się 28.07.

Dowiedziawszy się, że trasa Legacy of the Beast będzie wyjątkowa niespodziewałem się, że to będzie tak spektakularne widowisko audiowizualne. Nawet biorąc poprawkę, że mowa tu przecie o Żelaznej Dziewicy. Owszem tytani Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Jako nieliczni z weteranów, przywiązują jeszcze uwagę do przemyślanego scenicznego konceptu, którym potrafią autentycznie zadziwić, zaskoczyć, wprawić widownię w osłupienie. Dziś większość opiera swoje występy na mniej lub bardziej oklepane wizualizacje, które są jedynie tłem, które na chwilę przykuwają uwagę. Już nawet pirotechnika staje się, co raz rzadszym zjawiskiem. Iron Maiden nie dość, że korzystają z niej chętnie, to jeszcze potrafią się nią bawić czego przykładem było zaaranżowane umykanie wokalisty przed ognistymi podmuchami, które postanowiły go gonić wokół sceny.

Z drugiej zaś strony można wysnuć pytanie, po co się na koncerty człek wybiera - aby sobie popatrzeć na sztuczne ognie, osnutą dymem cekiniadę, całą apoteozę wielokrotnie przetrawionego i wydalanego multimedialnego kiczu. Czy może jednak posłuchać na żywo muzyki granej przez zespół? Proporcje w hierarchii wartości pewnie każdy wyznaje według własnego gustu.

Niema, co się jednak oszukiwać, że w momencie wydania niebotycznych pieniędzy za bilet posiada się pewne oczekiwania. Zwłaszcza od tych największych marek wymaga się realizacji maksymy, którą towarzyszy występom KISS You Wanted the Best, You Got the Best! Obecna trasa Iron Maiden w 125% realizuje te wytyczne. W arcymistrzowskim stylu wykreowano show, które długo zapadło w pamięci i odtąd każdy inny występ będzie doń porównywany. Dowodem na to była mobilizacja w mediach społecznościowych w postaci wzmożonej troski, dotyczącej ochrony przed wyciekającymi spoilerowymi nagraniami, które niechybnie zepsułyby odbiór atrakcji przygotowanych z myślą o tejże trasie. W tym wypadku rzeczywiście było to zasadne, aby nie zepsuć sobie niespodzianki. Swoją drogą smutnego czasu dożyliśmy skoro to nie jest oczywistością. Rozumiem pokusę, sam nieraz jej uległem. Jednak staram się i co raz częściej udaje mi się wytrwać i konsekwentnie uniknąć poznania setlisty przed wybraniem się na daną sztukę. Odbiór każdego koncertu i frajdy zeń płynącej jest znacznie lepszy.

Zgodnie z zapowiedziami zespół postanowił set oprzeć na latach 80. doprawionymi utworami bardziej współczesnymi, aczkolwiek rzadziej granymi. Tym samym mamy twórcze nawiązanie do ironowej tradycji tematycznych historycznych. Tras jednak w inny niż dotąd sposób. To nie było odwzorowanie repertuaru i scenografii danego okresu działalności. To była niezwykle treściwa postmodernistyczna podróż po maidenowym pokaźnym dorobku. pełna misternie dopracowanych detali. Zabrzmi to może pretensjonalnie i pozornie postawi to zespół w mało korzystnym świetle… ale trasa Legacy of the Beast umotywowana została premierą tytułowej gry na urządzenia mobilne oraz komiksu Technicznie więc można rzec że trasa ta promuje komiks i aplikację... 20 lat temu podobnie uczynił KISS przy okazji Psycho Circus (1998) chociaż nie do końca, bo komiks i gra jednie towarzyszyły płycie. Skoro już wspominamy pierwsze próby łączenia przemysłu fonograficznego z wirtualną rozrywką, to i dla Iron Maiden nie jest nic nowego. W 1999 roku ukazała się gra Ed Hunter - i tu warto odnotować fakt, że dla zespołu było to przełomowe wydarzenie. Z tej okazji zespół wyruszył w reunionową trasę z Brucem Dickinsonem i Adrianem Smithem.

Początek był spektakularny, wzniecając pożogę emocji, którą zespół skutecznie pielęgnował przez całość występu. Po obowiązkowym puszczeniu „Doctor Doctor” UFO. Wyświetlono fragmenty filmów z II Wojny Światowej wraz z słynną przemową Winstona Churchilla.

We shall defend our island, whatever the cost may be,

we shall fight on the beaches,

we shall fight on the landing grounds,

we shall fight in the fields and in the streets,

we shall fight in the hills;

we shall never surrender. 

Scenografia utrzymana była w militarnym stylu. Tuż przed rozpoczęciem koncertu, dwóch umundurowanych statystów odsłoniło cześć scenografii. Najbardziej zabunkrowany był Nico McBrain, który odsłonięty został w dalszej części występu. Zaczęto od „Aces High”. Bitwa rozgorzała dosłownie na lądzie - dzielni żołnierze pod dowództwem lotnika Dickinsona. W powietrzu górował nad wszystkim model Spitfire’a, który stanowił nieocenione wsparcie. Wzmacniając morale aliantów i łamiąc ducha bojowego wrogim siłom. Unosząc się nad sceną, kapitalnie prezentował się, uświetniając maidenowy klasyk.

Opublikowano: 06.08.2018 22:45. Ostatnia aktualizacja: 07.08.2018 13:33.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Poliszynel Coś w tym z pewnością jest, ale popatrzmy na to z drugiej strony -  jednym...
  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...

Tematy w dziale Kultura