3 obserwujących
513 notek
194k odsłony
158 odsłon

Shut Up & Let's Get Rocked: Def Leppard / Whitesnake - Relacja

Wykop Skomentuj6

17.06 do czeskiej Pragi zjechało stado wiekowych pudli rodem z Wielkiej Brytanii. Def Leppard w towarzystwie gościa specjalnego - Whitesnake. Oba zespoły w latach 80. Swymi nagraniami osiągnęły sukces komercyjny, czego następstwem było wypełnianie stadionów na Świecie. Po czterdziestu latach oba zespoły wypełniły praską halę o2.

Stylistycznie dla słuchaczy komercyjnych, przesłodzonych dźwięków przełomu lat 70./80. trudno o bardziej spójny zestaw. Była to rzeczywiście nie lada gratka, aby jednego wieczoru zobaczyć i posłuchać gigantów hair metalu.

Nie ukrywam, że bardziej wybrałem się na Whitesnake aby skonfrontować obecną formę Davida Coverdale mając w pamięci koncert Deep Purple i to jak wówczas wypadł Ian Gilan. Już na wstępie muszę podkreślić że Coverdale wypadł bardziej przekonująco, zarówno pod kątem wokalnym jak i scenicznym. Były wokalista Deep Purple w porównaniu do Iana wypadł tak jakby bym młodszy nie o sześć lat tylko co najmniej kilkanaście. Nie chodzi tu tylko o dyspozycję głosowa (na którą się ma tylko częściowy wpływ) a bardziej o sceniczny wigor, kontakt z publicznością. To co sprawia że frontman jest zwierzęciem scenicznym porywającym publiczność. Uczciwie zaznaczam, że niestety zdarzało się, że i wokalista Whitesnake musiał być wspierany przez „chórki” kolegów. Z pewnością lepsze to gdyby miast tego wspomagał się playbackiem, który jak wiadomo stanowi swoiste tabu w rock and rollu.

Po odsłuchaniu nagrania The Who: „My Generation”, zespół na dobry początek odpalił „Bad Boys” i „Slide It In” wzorcowe pudel metalowe strzały, nadające tonu całemu występowi.

Whitesnake jest w trakcie światowej trasy promującej jeszcze ciepły album Flesh and Blood (2019) dlatego oprócz singla „Shut Up & Kiss Me” zagrali jeszcze „Hey You (You Make me Rock)”. Reszta setu z zrozumiałych względów oparta była na najbardziej rozchwytywanych płytach: Slide It In (1984) i Whitesnake (1987), którymi to właśnie Biały wąż najwięcej zwojował w świecie.

Toteż nie mogło zabraknąć wielkich przebojów: pięknej power ballady „Is this Love”, pozytywnie nastrajającego hitu „Here I Go Again” (zwłaszcza w przededniu rozpoczęcia wakacji), który naturalnie został przyjęty z wielkim entuzjazmem przez publiczność. Gawiedź zgromadzona w o2 z werwą i przejęciem wtórowała Davidowi nie tylko podczas tego kawałka.

Mocnym punktem programu były popisy solowe - solidny pojedynek gitarzystów: Reb Beach vs Joel Hokestra, oraz naprawdę porywające solo perkusisty Tommiego Aldrige’a - obok Davida najstarszy stażem muzyk zespołu, brał udział przy nagraniu m.in. płyty Whitesnake (1987). Początek solówki był niepozorny, Tommy szybko jednak się rozkręcił pokazując co potrafi. Widać że perkusista ten ma swój styl, łączący efektowność z ciekawymi rozwiązaniami. W pewnym momencie wyrzucił pałeczki daleko w publiczność, sądziłem że to koniec. Nic bardziej mylnego, okazało się, że najlepsze było przede mną. W pełni kupiony zostałem w momencie gdy zobaczyłem, że perkusista kontynuuje solo samymi dłońmi. Przez krótka chwilę z dziecięcą naiwnością wyobrażałem sobie, że to solo Bohnama…   

Bis nie mógł się obyć bez przejmującego „Still of The Night”, który jest wspaniałą mieszanką blues rocka i tradycyjnego heavy metalu. Jest to jeden z najlepszych utworów jakie poczynił Whitesnake w swej historii. Wyraźnie słyszalna jest magia purpurowego dziedzictwa (utwór powstał na bazie nagrania na bardzo wczesnym etapie tworzenia przez Coverdale'a i Blackmoora). To była prawdziwa wisienka na torcie występu Whitesnake.

Tak jak wspominałem, nie miałem specjalnych oczekiwań byłem ciekawy jak się te zespoły trzymają po latach. Whitesnake miło mnie zaskoczył, bardzo dobrze wypadł zaostrzając apetyt na bardziej kiczowatą stronę mocy (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Trochę ponarzekać można na niewystarczająca klimatyzację w dodatku ktoś wpadł na idiotyczny pomysł dodania mdlącego aromatu, przez to na płycie nie było czym oddychać. Uprzykrzało to w znaczny sposób odbiór koncertów. Po pożądanej półgodzinnej przerwie, podczas której można było uzupełnić płyny przyszła pora na gwiazdę wieczoru.

Zespół współtworzony przez Joe Elliota i Ricka Savage’a (jedyni muzycy z pierwotnego składu) wprowadzeni zostali w tym roku do Rock and Roll Hall of Fame (zaszczyt ten umniejsza obecność delikatnie rzecz ujmując kontrowersyjnych wykonawców i przede wszystkim brak zespołów, które od lat tam figurować tam powinny).

Def Leppard którego początki sięgają okresu nowej fali brytyjskiego heavy metalu, podobnie jak Whitesnake oparł swój repertuar, o czasy swej bezsprzecznej świetności. Lata 80. tego wieczora rządziły niepodzielnie. Przeplatano utwory z lat 81-87 z naciskiem na album Hysteria (1987) jak widać zarówno dla Def Leppard jak i Whitesnake ten czas był szczególny a rok 1987 zaowocował w ważne płyty. Pudle w mainstreamie wówczas rządziły choć już czuły na szyi oddech thrashersów.

Zobacz galerię zdjęć:

Def Leppard +19 zdjęć +20 zdjęć
Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura