Materiał jednej z najbardziej doświadczonych polskich dziennikarek wywołał prawdziwą lawinę reakcji. Tysiące komentarzy, ostrych sporów i fala emocji, która - jak wynika z analizy IMM (Instytutu Monitorowania Mediów) - wciąż nie słabnie.
Wielka Wyprawa Marii Wiernikowskiej w głąb rosji. Reportaż wywołał falę komentarzy
Rzadko się zdarza, żeby pojedynczy reportaż potrafił zelektryzować tak szerokie grono odbiorców i utrzymywać ich uwagę przez wiele dni. Tymczasem pod materiałem opublikowanym na kanale YouTube Kanału Zero rozpętała się jedna z najgorętszych dyskusji ostatnich miesięcy. Niemal dwa tysiące unikalnych autorów zabrało głos pod nagraniem, a łączna liczba komentarzy przekroczyła 2,8 tysiąca.
Analiza nastrojów w komentarzach pod reportażem (tych, w których pojawiło się nazwisko dziennikarki) pokazuje obraz niezwykle polaryzujący. Dominującą emocją okazała się złość – stanowiła aż 29 procent wszystkich reakcji. Tuż za nią uplasowała się radość z wynikiem 26 procent, dalej smutek na poziomie 20 procent i strach sięgający 17 procent. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że trend wyrażanej złości rośnie z każdym kolejnym dniem.
Kto stoi za materiałem, który tak mocno podzielił publiczność? Maria Wiernikowska – dziennikarka z wieloletnim dorobkiem, kojarzona z reportażami wojennymi i korespondencjami z najodleglejszych zakątków globu. Jej najnowszy reportaż z Rosji okazał się iskrą, która rozpaliła ogień po obu stronach barykady.
Królowa Maria kontra „pożyteczna idiotka Kremla"
Zwolennicy Wiernikowskiej nie szczędzą jej superlatywów. W komentarzach pada porównanie do Ryszarda Kapuścińskiego, a samą dziennikarkę określa się mianem „Królowej Marii" i jednego z największych skarbów Kanału Zero – obok Agnieszki Bojke i Stepanyvchy. Widzowie chwalą jej naturalność, umiejętność otwierania rozmówców i zdolność do prowadzenia rozmów bez narzucania własnej narracji. Podkreślają, że traktuje ludzi z empatią, a jej ciekawość porównują do bezpośredniości dziecka. Część odbiorców uznaje ją za przedstawicielkę „starej, dobrej szkoły dziennikarstwa" i twierdzi, że jej powrót do aktywności zawodowej przywraca wiarę w rzetelny reportaż.
Fani podkreślają też, że warsztat Wiernikowskiej znacząco przewyższa materiały popularnych youtuberów podróżniczych. Mimo upływu lat dziennikarka tryska energią, a wielu widzów wspomina z sentymentem jej dawne reportaże, które kształtowały ich wrażliwość. Tyle, jeśli chodzi o stronę entuzjastów.
Bo po drugiej stronie barykady krytycy formułują zarzuty, od których robi się naprawdę gorąco. Spora grupa komentujących wprost nazywa Wiernikowską osobą powielającą rosyjską propagandę i „ocieplającą" wizerunek reżimu odpowiedzialnego za agresję na Ukrainę. Pojawiają się oskarżenia o uczłowieczanie systemu Putina poprzez pokazywanie codziennego życia zwykłych Rosjan – zdaniem krytyków to klasyczny element kremlowskiej strategii komunikacyjnej. Wątpliwości budzi też szybkość, z jaką dziennikarka miała uzyskać wizę i pozwolenie na nagrywanie – co sugeruje przychylność rosyjskich władz.
Stare grzechy, nowe kontrowersje i narastająca złość
Krytycy sięgają również do przeszłości. W komentarzach powracają oskarżenia o sfałszowanie relacji z Czeczenii w latach 90., kiedy Wiernikowska miała rzekomo nadawać korespondencję na żywo ze strefy działań wojennych, przebywając w rzeczywistości w Warszawie. Przypominany jest także jej udział w proteście z hasłem „Go Home" podczas wizyty Joe Bidena w Polsce oraz wypowiedzi sugerujące, że to Stany Zjednoczone sprowokowały konflikt na Ukrainie, ściągając uzbrojenie pod granice Rosji.

Osobnym wątkiem jest zarzut hipokryzji wobec samego Kanału Zero. Komentujący zwracają uwagę, że stacja wcześniej ostro krytykowała youtuberów podróżniczych za pokazywanie Rosji, traktując to jako formę propagandy, by następnie wyemitować analogiczny materiał własnej dziennikarki. Pojawia się też argument natury etycznej – podróżując po Rosji i wydając tam pieniądze, reporterka - zdaniem komentujących - pośrednio zasila budżet państwa prowadzącego wojnę.
Część widzów próbuje jednak tonować spór, wskazując na trudną rolę korespondenta, który stara się uchwycić codzienność wrogiego kraju bez popadania w uproszczenia. Czy pokazanie „ludzkiej twarzy" mieszkańców Rosji to przejaw uczciwego dziennikarstwa, czy niebezpieczne rozmywanie odpowiedzialności reżimu? Ta dyskusja wyraźnie nie zamierza wygasnąć, a emocje pod reportażem narastały jeszcze przez kilka kolejnych dni.
Fot. Pexels.com / Tom D'Arby


Komentarze
Pokaż komentarze (15)