Wielkanoc
Slonce, paryskie niebo i dzwonow jeki,
sa jak burza w gorach wiosenna, niosaca
wiatru szkwaly, rzucone jak perly na bruk,
ktory jest słoncem opromieniony i glosem,
a w niebie golebie kraza znaczac tory lotu
i jak strzaly zastygle nikna w blasku Slonca.
Gotykiem brzecza ludwisarstwa cuda kiedy
zawieszone w cieniach wiezyc Notre Dame,
unoszace zmeczone wiekami legendy i duchy
i olinowania, skomplikowane jak astrolabium,
gdzie w dole pielgrzymi sa na placach ludnych,
tam dzwiek jest przesycony Gotykiem smutnym.
Wielka Noc nadchodzi w dudnieniu. Czy znaczy
cokolwiek jeszcze ponad ludzkie zgliszcza i twarze?
co w glodzie wiary daja pozor szary i nibyplacza,
a pierwsi plaszcz legionow lekko uniosa i wlocznie,
lzy w deszcz obroca, a krew dojrza niby sztandar,
w tej krwi swietej umorusany i niewielkanocny?
Bo bol jest bolem nawet wtedy, gdy Slonce jest
w zenicie, paryskie niebo w blekicie golebim
i tylko gotyckie szkielety dzwonow Notre Dame
znaja prawde, ktora w nich zakleta wzywa lud
do zastanowienia sie nad tym, czy Smierc zadana
raz jest naszym odkupieniem i naszym cierpieniem.
114
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze