Piątego listopada minęła zupełnie bez echa (jak zresztą co roku) rocznica ogłoszenia tzw. Aktu 5 Listopada, czyli proklamacji z dnia 5 listopada 1916 r. cesarzy niemieckiego i austriackiego (w których imieniu działali generał-gubernatorzy Hans von Besler i Stanisław Szeptycki) o utworzeniu Królestwa Polskiego.
Dokument ten zwykle traktowany jest jako jeden z wielu oświadczeń i deklaracji, jakimi walczące mocarstwa próbowały rozegrać polską kartę podczas I wojny światowej. Jest to podejście błędne, choć odstąpienie od niego wywołać może konieczność rewizji naszej świadomości historycznej, zgodnie z którą niepodległość – poza wysiłkiem samych Polaków – zawdzięczamy łasce i wrodzonej sprawiedliwości krajów Ententy Właściwie od wieków zostało wpisane w pamięć historyczną, iż pomyślność Polski jest efektem wysiłków wspaniałej Francji, która zawsze dba o interesy kraju nad Wisłą, i honorowej, godnej Anglii, zaś źródłem wszelkiego zła są wredni Niemcy. Tymczasem to właśnie Niemcy – ci od Drzymały i dzieci wrzesińskich – wraz z Habsburgami przywrócili po 121 latach do życia Polskę jako niezależne, odrębne państwo.
Akt 5 listopada nie był bowiem jedną z wielu składanych przez walczące mocarstwa deklaracji, ale pierwszym oświadczeniem, iż Polska ma powstać jako państwo niepodległe. Wszystkie dotychczasowe oświadczenia – zwłaszcza państw Ententy – wspominały, co prawda, o odrodzeniu czy zjednoczeniu naszego kraju, lecz nie jako bytu suwerennego, lecz jako rosyjskiej (autonomicznej, przyznajmy) prowincji. Byłaby więc to swoista „finlandyzacja” Polski (na wzór Wielkiego Księstwa Finlandzkiego a nie powojennej Republiki Finlandii, choć różnica jest w istocie niewielka). Tymczasem Wilhelm II z Franciszkiem Józefem poniechali licytowania się na ilość dawanych Polakom przywilejów i przebili dotychczasową licytację jakościowo – po raz pierwszy określono, iż Polska ma być krajem niezależnym a nie czyjąkolwiek (chociażby autonomiczną) prowincją. Nie można zatem nieokreśloności Aktu, chociażby w zakresie granic utożsamiać z ogólnikowością deklaracji chociażby rosyjskich. Warto zauważyć, iż jeszcze w 1917 r. administracja amerykańska tłumaczyła dyplomacji rosyjskiej, iż czternasty punkt prezydenta Wilsona nie stoi w sprzeczności z oświadczeniem cara Mikołaja II zawartego w rozkazie do armii i floty, że jednym z celów wojennych Cesarstwa jest odrodzenie się Polski w nierozerwalnym związku z Rosją. Państwom koalicji nie zależało na niepodległej Polsce, i niezależałoby im nadal, gdyby nie niemiecko-austriacko-węgierska inicjatywa.
Akt 5 listopada miał swoje wymierne konsekwencje w postaci utworzenia struktur polskiego państwa. Należy bowiem pamiętać, iż państwo, jako organizacja społeczna to przede wszystkim aparat polityczny i administracyjny. Powstała Tymczasowa Rada Stanu a później Rada Regencyjna i powołany przez nią rząd. Zaczęto tworzyć administrację i samorząd (ten ostatni nawet jeszcze przed 5 listopada). Polski Sąd Najwyższy rozpoczął swoje urzędowanie 1 września 1917 r. a sądy orzekały „W imieniu Korony Polskiej”. W ciągu dwóch lat stworzono administrację centralną, stworzono korpus urzędniczy i zalążek armii (pogardliwie zwane Polnische Wehrmacht). Gdy więc – zgodnie z obiegową opinią – 11 listopada 1918 r. odrodziło się Państwo Polskie, to ono już istniało. Zresztą w samej Polsce 11 listopada nic się nie wydarzyło: władzę sprawowała (jak dotychczas) Rada Regencyjna i rząd, Piłsudski przejął był już zwierzchność nad wojskiem, ale nad administracją cywilną dokona tego dopiero trzy dni później. Zawieszenie broni oznaczało jedynie (efektywnie) zakończenie okupacji Królestwa, czyli uzyskanie przez nie pełnej suwerenności. Państwo, które wówczas uzyskało niepodległość było więc bezpośrednim efektem Aktu 5 listopada.
Nie można przecenić tego, iż w listopadzie 1918 r., w przededniu zamieszania wywołanego wycofaniem się wojsk niemieckich ze wschodu (co rozpoczęło polskie walki o granicę wschodnią) i w trakcie toczącej się już wojny z Ukraińską Republiką Ludową, Polska miała już swój rząd, ministerstwa, kadrę urzędniczą i armię, innymi słowy, że Państwo Polskie już istniało. Stworzenie go w ciągu kilku dni po 11 listopada byłoby niemożliwe. Piłsudski przejmując władzę miał więc instrumentarium do jej wykonywania. Polska nie odrodziła się 11 listopada 1918 r. a 2 lata wcześniej. Jedenastego listopada uzyskała niepodległość – to istotna a pomijana różnica.
Warto więc świętując kolejną rocznicę odzyskania niepodległości (co nota bene nie wywołuje powszechnie jakichś głębszych emocji czy refleksji) wspomnieć o okolicznościach odrodzenia się Państwa Polskiego. I pomyśleć nad paradoksem, iż ma w Warszawie swój plac Wilson a ulicę - Foch, którzy konsekwentnie i lojalnie (tyle że nie wobec Polski) dążyli do tego, by ta Warszawa pozostała prowincją Cesarstwa Rosyjskiego, zaś nie do pomyślenia jest w stolicy Polski ul. Cesarza Wilhelma, Franciszka Józefa, Hansa von Beselera a nawet bł. Cesarza Karola I. Co więcej, nawet gen. Stanisław hr. Szeptycki swej ulicy w Warszawie nie ma. A chyba oni bardziej przyczynili się do polskiej niepodległości.




Komentarze
Pokaż komentarze