Gazeta Wyborcza informuje o planach budowy w Warszawie meczetu przez muzułmańską sektę (a przynajmniej niekanoniczny odłam) "Ahmadiyya". Przy okazji przypomniała ona o budowie meczetu na Ochocie i towarzyszących jej protestach.
Sprzeciw wobec obecności muzułmanów w Europie łączy różne frakcje polityczne od skrajnej prawicy po lewicę – choć przyczyny ich niechęci do Islamu są różne. Wielu nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, iż sprzeciwiając się pozornie jedynie obecności muzułmanów w przestrzeni publicznej, de facto realizują lewackie plany transformacji kulturalnej. Jakby to powiedzieli marksiści – są ich obiektywnymi sojusznikami.
Zacząć trzeba od tego, iż zwłaszcza w Polsce obecność muzułmanów trwa prawie 500 lat. Przez pół tysiąclecia społeczność ta żyła obok chrześcijan i żydów w pokoju, i przelewała krew za wolność naszego kraju. Kontakty chrześcijan z Islamem były zresztą częstsze i – wbrew pozorom – niekoniecznie wrogie. To za pośrednictwem Arabów Zachód Europy przypomniał sobie o tradycji filozofii greckiej. No nie kto inny jak Saladyn był dla chrześcijan wzorem rycerza. I to wszystko w czasach wojen krzyżowych – rzekomo szczytu wrogości między tymi dwiema religiami. Chyba należy przypomnieć Polakom, iż ich narodowy strój (kontusz) i broń (szabla) oraz wiele słów wywodzi się wprost z muzułmańskiej Turcji czy Krymu.
Kultura muzułmańska (niekoniecznie arabska) jest kulturą głęboką i opartą na solidnych filozoficznych podstawach. To, iż wydaje się ona współczesnemu Europejczykowi obca niekoniecznie świadczy na jej niekorzyść. To postępowy człowiek Zachodu mierząc wszystko swoją miarą i absolutyzując swoje polityczne wartości nie potrafi docenić tego, iż gdzie indziej myślą inaczej, większą wagę kładąc na duchowość czy wiarę (elementy współczesnej Europie, co najmniej obce).
Skoro przez tyle lat potrafił istnieć stały kontakt muzułmańsko-europejski, wojny miały charakter stricte polityczny i nie tamowały wymiany kulturalnej i gospodarczej, to co wydarzyło się obecnie, że kontakt ten przerodził się w konflikt? Przyczyny tego są głębokie i wykraczają poza ramy tego tekstu. Warto zauważyć jednak, iż duża odpowiedzialność spoczywa na ludziach Zachodu, którzy przestali rozumieć Islam a zaczęli wobec innych kultur działać z wdziękiem, słonia w składzie porcelany (nota bene powtarzając wszędzie hasła tolerancji i wielokulturowości).
Dopóty, dopóki pomiędzy kulturami europejską i islamską istniała wspólna podstawa, konflikt zawsze mógł przyjąć formę jedynie polityczną (a zatem efemeryczną i stosunkowo łatwą do załagodzenia). Słusznie Chesterton zauważył, iż pomiędzy tym, kto twierdzi, że „jest jeden Bóg” a tym, kto głosi, „że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach” istnieje płaszczyzna dialogu. Między zaś wyznawcą wiary w Boga a tym, kto stwierdza, że „Boga nie ma, zaś religia jest opresyjnym opium dla mas” istnieje niezawarta przepaść. Można spierać się o moralność i etyczne obowiązki, jakie obarczają człowieka. Każdy, kto widzi życie ludzkie przez pryzmat Absolutu porozumie się z innym, myślącym podobnie. Ale nie uczyni tego z osobą, która twierdzi, iż wszystko wolno, zaś wszelka odpowiedzialność jest ograniczeniem wolności. Europa i Islam przestały się rozumieć w momencie, w którym Europa przestała być chrześcijańska.
Jeśli więc dzisiaj Republika Francuska w imię wolności, równości, braterstwa (i innych haseł, w imię których dokonuje się ludobójstw) zakazuje muzułmankom osłaniania twarzy, skazując je tym samym na upokorzenie, to czyni to jako akt nienawiści wobec wszystkich religii. Wrogowie czarczafów nie zawsze rozumieją, że kolejnym krokiem jest zakaz noszenia krzyży (już obecny we Francji) zaś zakaz budowy minaretów tylko o krok dzieli od zakazu budowy dzwonnic. Broniąc muzułmańskiego prawa do wyrażania publicznie swej wiary, bronimy prawa religii do istnienia w demokratycznym, postępowym, laickim etc. świecie. Niewątpliwie dla współczesnej kultury Zachodu, która zarażona licznymi wirusami modernizmu dawno już zeszła z drogi kultury europejskiej i chrześcijańskiej, Islam jest zagrożeniem wobec ścisłego powiązania życia doczesnego z wiecznym. Ale myli się ten, kto myśli, iż że postęp postępu nie ominie też obecności w sferze publicznej chrześcijaństwa.
Silne kultury nie są zagrożone napływem obcych. Atrakcyjność duchowa danej cywilizacji jest najskuteczniejszą gwarancją jej przetrwania. Tak było z cywilizacją grecką po podboju rzymskim, tak było z kulturą polską za zaborów, gdy przyjezdni Rosjanie i Niemcy najpóźniej w drugim pokoleniu się polonizowali. Silna kultura nie potrzebuje zakazów prawnych jej broniących. Nie musi uciekać się do przymusowej uniformizacji. Rzecz w tym, że europejska kultura już dawno nie jest kulturą silną i atrakcyjną. Muzułmańscy imigranci nie widzą w niej nic, co byłoby ciekawsze czy prawdziwsze od swojej własnej kultury i tradycji. Cywilizacja, która utraciła pierwiastek duchowy opierając się jedynie na wolności uwolnionej od odpowiedzialności i zmysłowości uwolnionej od wartości wyższych skazana jest na upadek. I ten upadek oglądamy. Zakazy prawne nie tylko tego upadku nie powstrzymają, ale wręcz go wyrażają. Kultura europejska potrzebuje odnowy i wtedy nie będzie obawiać się „najazdu obcych”. Wtedy też będzie mogła nawiązać realny dialog z Islamem. I jeśli dziś słyszymy, iż muzułmanie są przeciwnikami kultury Zachodu, to pomyślmy, czy coś jest w tej kulturze, że warto jest jej bronić a nie czekać na jej upadek i ponowne odrodzenie.
I jeszcze na zakończenie chciałbym odnieść się do argumentu, iż skoro w krajach muzułmańskich zabronione jest publiczne wyznawanie innych religii, to Europa ma prawo w ten sam sposób ograniczać swobodę Islamu. Po pierwsze należy zauważyć, iż zakazy takie nie występują we wszystkich muzułmańskich krajach (abstrahuję od tego, czy są one zgodne z nauką i tradycją Islamu) i nie występują one np. w Iranie (podawanym jako źródło wszelkiego zła). Po drugie zaś ci, którzy ponoszą taki argument automatycznie zrównują się z saudyjskim wahabitami, co chyba nie jest ich intencją. Duchem kultury europejskiej jest jej otwartość i dialog, i jeśli jest ona dostatecznie silna, nie musi się go obawiać.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)