Imrahil Imrahil
335
BLOG

W 30 lat po śmierci Prymasa Tysiąclecia

Imrahil Imrahil Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

Minęło 30 lat od śmierci Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jest on jedną z tych postaci współczesnej Polski, która wydaje się nie budzić jakichkolwiek kontrowersji. Jego wielkość i znaczenie uznają zarówno komuniści (vide Mieczysław Rakowski) jak i katoliccy tradycjonaliści. Czy jednak droga, jaką Prymas Tysiąclecia wybrał, aby przeprowadzić polski Kościół przez czasy komunizmu była słuszna? Wydaje się, iż rozważenie tego zagadnienia jest ważne i nie powinien nas zniechęcać brak jakiejkolwiek dyskusji na ten temat.

Zaznaczam, iż przedmiotem moich rozważań nie jest strona stricte teologiczna, w tym postawienie przez Prymasa na tzw. „katolicyzm ludowy”. Jest to zresztą chyba jedyny przedmiot jakichkolwiek kontrowersji wokół osoby kard. Wyszyńskiego.

Nie może jednak nie budzić wątpliwości wybór postawy Kościoła wobec komunizmu, jakiego dokonał Stefan Wyszyński. Wszyscy pamiętają jego non possumus i następujące w jego konsekwencji uwięzienie a także triumfalny powrót do Warszawy w 1956 r. Mniej pamięta się o tym, co było wcześniej i o tym, co było później. Tymczasem nie chodzi tu o normalny spór pomiędzy państwem a Kościołem i próbę ułożenia wzajemnych relacji, lecz o postawę kościoła wobec systemu „bezbożnego”, jawnie wrogiemu Kościołowi i nauczaniu Chrystusa.

Kard. Wyszyński powiedział non possumus w chwili, gdy władza chciała usiąść na ołtarzu. I tu rodzi się pytanie, czy nie zbyt późno. Był rok 1953, komuniści rządzili Polską od 9 lat, zaś 6 lata minęły od ostatecznego rozprawienia się z legalną opozycją. Czy zatem pasterz polskiego Kościoła dopiero w tym momencie powinien wypowiadać te słowa? Jasne było, że owa władza nie jest władzą normalną. Że reprezentuje ideologię jednoznacznie potępioną przez Magisterium Kościoła, że jej cele (zarówno w sensie taktycznym, strategicznym jak i eschatologicznym) są całkowicie sprzeczne z Nauką Chrystusową. I przez te wszystkie lata Prymas nie tylko nie widział potrzeby, aby powiedzieć non possumus, lecz szedł z tą władzą na układy. Zgodził się potępić tych, którzy walczyli o wolną Polskę. Nie przerwało tego nawet aresztowanie i skazanie biskupa Kaczmarka. Innymi słowy – Prymas zareagował, gdy władza usiadła na ołtarzu, ale wcześniej dopuszczał, by ta władza panoszyła się po kościele, a przy tym była to władza zakrwawionych bandytów i rzezimieszków. Warto przypomnieć, iż zgodnie z Magisterium Kościoła przynależność do partii komunistycznej skutkowała ekskomuniką. Prymas miał więc kanoniczny obowiązek wstrzymania się z odprawianiem Mszy Świętej, gdy w obrębie świątyni znalazła się owa komunistyczna władza, a nie czekać dopiero aż się będzie sadowić na ołtarzu.

Również po zwolnieniu z internowania Prymas nie wstrzymał swych układów z komunistami, które za cenę zapewnienia jakiegoś modus vivendi dla Kościoła prowadziło do legitymizowania (także moralnego) władzy komunistycznej, czyniąc z niej równorzędnego i akceptowanego przez Kościół partnera. Takie było znaczenie wezwania do głosowania w wyborach 1957 r. oraz zgoda na utworzenie koła poselskiego Znak. Osoba tak inteligentna i przenikliwa jak Prymas Wyszyński nie mogła nie zdawać sobie sprawy z konsekwencji swoich działań i z ich niezgodności z podejściem Kościoła do socjalizmu i komunizmu (przynajmniej do czasów Vaticanum II).

Czy można było inaczej? Można. Taką drogę wybrał kard. Józef Mindszenty, Prymas Węgier. Więziony przez Niemców i przez komunistów nie poszedł na jakiekolwiek ustępstwa i współpracę, do końca życia jednoznacznie potępiając system, jaki zniewolił Węgry. W dniach Powstania Węgierskiego poczuł na sobie obowiązek odpowiedzialności za wolność swojej wspólnoty, jaka nakładała nią niego godność Prymasa. Cena za to była wysoka, bo oznaczała praktyczne oderwanie od Kościoła węgierskiego i utratę realnego nań wpływu. Zamiast możliwość realnego pełnienia posługi i prowadzenia swego ludu, jaki miał Prymas Wyszyński – 15 lat „rezydentury” w ambasadzie amerykańskiej a potem emigracja w Wiedniu.

Nie jest łatwo jednoznacznie ocenić,. Który z obu Prymasów miał rację. Który lepiej przysłużył się Kościołowi. Ale o obu tych „żywotach równoległych” i dokonanych wyborach warto się zastanawiać.

Imrahil
O mnie Imrahil

"Miejsce byłego, bogatego w doświadczenie intelektu twórcy zastępuje dzika wola burzyciela. Na pierwszy plan są wysuwane żądania niższych instynktów, co nadaje spekulacyjny charakter myśli we wszystkich jej przejawach, a więc w polityce, ekonomii, nauce i sztuce. Ludzkość daleko odbiega od duchowych zagadnień i dążeń. (...) Lecz wówczas (...) pojawił się Ten, o którym mówił apostoł Jan w Apokalipsie (...). Ten Przeklęty jest już pośród ludzkiej rzeszy i cofa fale kultury i duchowego postępu od Boga ku sobie (...). Państwo to powinno być silne moralnie i fizycznie. Musiałoby zagrodzić od wpływów rewolucji wysokim murem surowych i mądrych praw oraz bronić swoich duchowych podwalin: kultu, wiary, filozofii i polityki." baron Roman Ungern von Sternberg

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura