Niesamowity rajd srebra i złota
Jeszcze nie tak dawno, bo na początku października pisałem o nadejściu możliwej korekty na złocie i srebrze, pozostając jednocześnie optymistycznie nastawionym do tych metali w dłuższym terminie. Rzeczywiście kilka tygodni później oba kruszce doznały około 10% spadków. Jednak nie spodziewałem się, że następnie przyjdzie nam doświadczyć ponownie aż tak silnych wzrostów. W momencie pisania tego artykułu srebro przymierza się do przebicia nie 90 czy 100, a aż 120 USD za uncję, a złoto przebiło 5500 USD za uncję. Są to rekordowe wartości, które na pierwszy rzut oka powinny oznaczać rychłą korektę (co w przypadku złota zdaje się teraz materializować). Jednak przykładowo srebro pokazało już, że opiera się działaniom mającym na celu zbicie jego ceny.
Za każdym razem, gdy srebro zaliczało potężne wzrosty, giełda COMEX, na której handluje się kontraktami terminowymi na „papierowe” srebro, podnosiła wartość depozytów zabezpieczających. Takie działanie skutecznie powstrzymało rajd srebrnego kruszcu w 2011 roku i zbiło jego ceny na wiele lat. Tym razem, mimo podwyższenia wartości wymaganych depozytów o 80%, cena srebra dalej rosła. Dzieje się tak, gdyż srebro na COMEX podąża za cenami z giełdy z Szanghaju, która handluje fizycznym metalem, a tam notowania metalu utrzymują się na wyraźnie wyższych poziomach niż na zachodzie. To oznacza, że niedobór srebra oraz perspektywy jego wykorzystania w przemyśle silniej oddziałują na cenę niż regulacje rynkowe.
Krwawe protesty w Iranie. Kraj na krawędzi konfliktu z USA
Zaledwie w zeszłym roku byliśmy świadkami eskalacji konfliktu między Iranem a Izraelem, zakończonego krótkim zaangażowaniem militarnym USA. Nikt raczej nie zakładał, że atak Stanów Zjednoczonych na bazy nuklearne Iranu doprowadzi do ostudzenia nastrojów. Przeciwnie. Wraz z początkiem 2026 roku sytuacja na Bliskim Wschodzie wydaje się być najbardziej niestabilna od dziesięcioleci.

Protesty w Iranie. Źródło: El Pais
Iran, borykający się ze skutkami sankcji, wysoką inflacją i bezrobociem, stał się miejscem kolejnych krwawych wydarzeń. Wszystko zaczęło się od strajku bazaru w Teheranie. Rial Irański osłabił się tak bardzo względem dolara, że handel stał się niemożliwy – handlarze woleli zamknąć sklepy niż tracić na dewaluacji waluty. Co istotne, kupcy są dość konserwatywną grupą w kraju, wspierającą władzę. Ogłoszenie przez nich strajku stało się katalizatorem do wybuchu potężnej fali protestów, wymierzonych prosto w reżim Chameneiego. Poziom sprzeciwu był największy od czasu rewolucji islamskiej w 1979 roku, ponieważ zamieszki wybuchły w aż 4000 lokalizacji.
W efekcie władza przeszła do ostatecznych kroków. Zamknęła granice, wyłączyła Internet, a następnie rozpoczęła rzeź własnych obywateli. Oficjalne raporty mówią o 30 tys. zgonów w zaledwie kilka dni. Po tak drastyczne środki sięgają włodarze, którzy czują się zagrożeni. Ta sytuacja dała pretekst Stanom Zjednoczonym do ataku. Słowa Trumpa „pomoc jest w drodze” i następujące po nich ruchy wojsk amerykańskich sprawiły, że widmo nowego konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie stało się bardzo realne.
Ostatecznie Donald Trump się wycofał, a Iran zgłosił gotowość do rozmów. Jednocześnie marynarka USA z potężnym lotniskowcem USS Abraham Lincoln na czele, pozostaje w gotowości do podjęcia kroków. Sytuacja ta jest dość skomplikowana, gdyż bynajmniej nie chodzi tu o wymierzenie sprawiedliwości za krwawe zbrodnie reżimu, a o chłodną kalkulację zysków i strat.
Według danych wywiadowczych, pozycja rządu w Iranie jest najsłabsza od lat, a do tego panuje tam wewnętrzna walka o przejęcie władzy. USA stoją więc przed szansą ustawienia sytuacji politycznej w Iranie pod swój własny interes oraz możliwością zniszczenia ich programu nuklearnego. Problem polega na tym, że Stany nie mogą uwikłać się w długi i krwawy konflikt, stąd widoczna ostrożność. Do tego dochodzi ryzyko odwetu ze strony kraju, który nie jest państwem z dykty, jak Wenezuela. Iran może zablokować cieśninę Ormuz, a do tego posiada znacznie większe zdolności militarne.
W grę wchodzi więc tylko szybkie uderzenie, ogłoszenie sukcesu i ewakuacja. W ten sposób USA pokazałyby swoją siłę oraz skutecznie podporządkowałyby sobie kolejne regiony, które znane są przecież ze współpracy z ich głównym rywalem – Chinami. Takie wyprzedzające działanie dałoby USA przewagę, ale mogłoby też pokazać przeciwnikom, że nie warto zwlekać z inicjatywą w walce o globalne wpływy.
Czytaj dalej na Independent Trader - niezależny portal finansowy
Źródło: https://independenttrader.pl/iran-na-krawedzi-wojny-z-usa-przeglad-wydarzen-styczen-2026/
Autor: Paweł Śmietana



Komentarze
Pokaż komentarze (3)