Nie od dziś wiadomo, że zarówno profesjonalne fundusze inwestycyjne jak i indywidualni inwestorzy osiągają średnio wyniki gorsze niż indeks S&P 500. W 2024 roku (dane za 2025 rok nie są jeszcze dostępne) przeciętny inwestor indywidualny inwestujący w fundusze akcyjne wypadł o około 8,5 pkt. % gorzej niż indeks S&P 500, co wynika z raportu Dalbar QAIB 2025. Jak na jeden rok, to bardzo duża różnica.
Co więcej, skalę problemu widać wyraźnie dopiero w dłuższym okresie. W latach 2005–2024 ten sam inwestor na amerykańskim rynku akcji osiągał średnio ok. 9,2% rocznie, podczas gdy S&P 500 rósł w tempie ok. 10,4% rocznie. Pozornie niewielka luka wynosząca około 1,2 pkt. %, skumulowana przez 20 lat, przekłada się na ogromną przepaść w wartości portfela. 100 tys. USD zainwestowane w indeks urosłoby do ponad 723 tys. USD. Ta sama kwota w rękach przeciętnego inwestora dałaby nieco ponad 581 tys. USD. To ok. 142 tys. USD różnicy.
Dlaczego nasz mózg przeszkadza w inwestowaniu?
Luka behawioralna
Luka behawioralna, to różnica między tym, ile zarabia rynek, a tym, ile zarabia inwestor działający na tym rynku.
Nie wynika ona wyłącznie z doboru złych spółek czy pecha. W dużej mierze bierze się z powtarzalnych błędów, które ludzie popełniają niezależnie od kraju, wieku czy poziomu wiedzy. Kupują wtedy, gdy czują się bezpiecznie. Sprzedają, gdy stres jest największy.
W praktyce wielu inwestorów zajmuje pozycje, gdy rynek już mocno urósł i wszyscy wokół czują się pewnie. Sprzedają w momentach największego stresu. To nie musi wynikać z braku rozsądku. Tak po prostu działa człowiek pod presją.

Źródło: Quantitative Analysis of Investor Behavior, 2025, DALBAR, Inc.
Na powyższym wykresie widzimy średnioroczny wynik za ostatnie 20-lat dla indeksu S&P 500 (kolor zielony, 10,4%) oraz przeciętnego inwestora w fundusze akcyjne (kolor niebieski, 9,2%). Jak już wspomniałem wcześniej, pomimo tego, że różnica jest stosunkowo niewielka (1,2 pkt. %), to na przestrzeni 20 lat potrafi zrobić ogromną różnicę. To dobry przykład tego, jak mocno działa procent składany.
Co ciekawe, ten sam problem dotyczy inwestorów, którzy uciekają od akcji w stronę „bezpiecznych” obligacji (prawa strona grafiki). W latach 2005–2024 indeks obligacji Bloomberg Aggregate Bond Index przynosił na rynku amerykańskim średnio 3% zysku każdego roku (kolor brązowy). Przeciętny inwestor w funduszach dłużnych osiągnął w tym czasie –0,3% rocznie (kolor czerwony). Dane pochodzą z tego samego raportu Dalbar QAIB 2025. Ucieczka od ryzyka nie chroni więc przed błędami behawioralnymi. Często je tylko przenosi w inne miejsce.
Mózg jaskiniowca na Wall Street
Wyobraźcie sobie człowieka siedzącego przy ognisku 100 tys. lat temu. Z ciemności wyłania się zagrożenie. Nie ma czasu na analizę. Organizm uruchamia prostą reakcję: walcz albo uciekaj.
Problem polega na tym, że ten sam mózg dostaje dziś dostęp do brokerów, kont maklerskich i instrumentów finansowych.
Kiedy inwestor patrzy na czerwony ekran i widzi, że jego portfel stracił 20%, ciało reaguje podobnie jak w obliczu fizycznego zagrożenia. Rośnie napięcie, przyspiesza tętno, pojawia się stres. W takiej chwili łatwo wejść w tryb: „byle wyjść z rynku”. A to często kończy się sprzedażą po dużym spadku, czyli w bardzo słabym momencie.
Nie chodzi tylko o charakter czy silną wolę. Pod presją uruchamiają się mechanizmy, które są normalną częścią naszego sposobu reagowania na ryzyko.
Daniel Kahneman i Amos Tversky opisali to zjawisko w teorii perspektywy. Za swoje prace Daniel Kahneman otrzymał w 2002 roku Nagrodę Nobla. Ich wniosek był prosty i ważny: ból psychologiczny po stracie 1000 USD jest 2–3 razy silniejszy niż radość z zysku tej samej kwoty. Na marginesie, Daniel Kahneman to jeden z ojców ekonomii behawioralnej (i autor słynnego bestsellera „Pułapki myślenia”), z kolei Amos Tversky był wybitnym psychologiem matematycznym i geniuszem analitycznym, bez którego te przełomowe badania nigdy by nie powstały.
Dla inwestora oznacza to jedno. Strata boli mocniej niż podobny zysk cieszy. Z tego powodu wiele osób zbyt długo trzyma stratne pozycje i zbyt szybko zamyka te zyskowne.
Na giełdzie sama wiedza nie wystarcza. Bardzo dużo zależy od tego, czy potraficie zachować spokój wtedy, gdy rynek wywołuje strach albo chciwość.
Cykl emocji inwestora – na jakim etapie jesteście?
Nie ma znaczenia, czy mówimy o bańce tulipanowej z XVII wieku, euforii dot-comów z końca lat 90., krachu z 2008 roku czy krypto-zimie z 2022 roku. Schemat zwykle wygląda podobnie. Zmieniają się aktywa i epoka, ale mechanizm jest zbliżony.

Cykl emocji inwestora – opracowanie własne
Na tej grafice warto zwrócić uwagę na jedną rzecz: największy optymizm pojawia się zwykle blisko szczytu, a największy pesymizm – blisko dołka. To jeden z głównych powodów, dla których tak wielu inwestorów kupuje drogo i sprzedaje tanio.
Faza hossy: narodziny bańki (Optymizm → Ekscytacja → Euforia)
Zwykle zaczyna się niewinnie. Ceny rosną, media coraz częściej o tym piszą, a znajomi zaczynają o tym rozmawiać. Na rynek wchodzą nowi inwestorzy, a ich pieniądze napędzają dalsze wzrosty.
Im dłużej trwa hossa, tym bardziej zmienia się sposób myślenia. Na początku dominuje ostrożny optymizm: „wygląda obiecująco”. Potem pojawia się ekscytacja: „to prawdziwa okazja”. Na końcu wraca zdanie, które rynek słyszał już wiele razy: „tym razem jest inaczej”. To zwykle moment, w którym emocje zaczynają brać górę nad rozsądkiem.
Jest też znana giełdowa anegdota, nazywana czasem „wskaźnikiem pucybuta”. Nawiązuje do historii przypisywanej Josephowi Kennedy’emu, który miał sprzedać akcje przed krachem 1929 roku po tym, jak nawet pucybut zaczął udzielać mu porad inwestycyjnych. Sens jest prosty: gdy ktoś, kto wcześniej nie interesował się rynkiem, zaczyna tłumaczyć wam, dlaczego koniecznie musicie kupić dane aktywo – rynek może być już mocno rozgrzany.
Czytaj dalej: Independent Trader - Rynki, inwestycje i finanse
Jak inwestować na giełdzie? Darmowe poradniki inwestycyjne
Autor: Piotr Chuszno


Komentarze
Pokaż komentarze (4)