10 wyzwań dla Polski na najbliższą dekadę
10 wyzwań dla Polski na najbliższą dekadę
Independent Trader Independent Trader
60
BLOG

10 wyzwań dla Polski na najbliższą dekadę cz.3

Independent Trader Independent Trader Polityka Obserwuj notkę 5
Cztery wyzwania, które w codziennej debacie publicznej giną gdzieś w tle, choć to właśnie one rozstrzygną, czy Polska najbliższą dekadę wykorzysta, czy przegapi. Trafiamy przy tym na moment, w którym układ sił na świecie szybko się zmienia, a Polska ma większą niż zwykle przestrzeń do prowadzenia własnej polityki. To okienko szybko się zamknie.

W pierwszej części opisałem trzy obszary, które podcinają fundamenty polskiej gospodarki: demografię, energetykę i emigrację. W drugiej zająłem się służbą zdrowia, optymalizacją podatkową dużych korporacji oraz pułapką średniego rozwoju, w której utknęły państwa bogatsze od nas. Zapraszam na ostatnią część cyklu.

Rekordowe zbrojenia, milcząca doktryna

W 2025 roku Polska przeznaczyła na obronność około 4,5% PKB według danych NATO, co daje jej pierwsze miejsce w sojuszu. Wyprzedzamy pod tym względem nawet Stany Zjednoczone, które zatrzymały się na poziomie 3,2%. W kwotach bezwzględnych mówimy o ponad 180 mld PLN, czyli kwocie ponad dwukrotnie większej niż zaledwie cztery lata wcześniej.

Warto jednak wiedzieć, co dokładnie kryje się za tym wskaźnikiem. Zgodnie z metodologią NATO do wydatków obronnych zaliczamy nie tylko zakup uzbrojenia i amunicji, ale także wynagrodzenia żołnierzy, emerytury wojskowe, koszty szkoleń i ćwiczeń, utrzymanie baz i poligonów, badania i rozwój oraz udział w misjach zagranicznych. Same emerytury mundurowe pochłaniają w Polsce około 13 mld PLN rocznie i wchodzą w wykazywane 4,5% PKB, mimo że nie mają one już żadnego wpływu na realną zdolność bojową armii.

W polskiej debacie publicznej trwa spór, jaki sprzęt kupować i od kogo – z USA, z Unii Europejskiej, czy stawiać na własny przemysł. To dyskusja o katalogu zakupowym, nie o strategii. Znacznie ważniejsze pytania giną gdzieś w tle. Jakie zagrożenia realnie nam grożą i w jakiej perspektywie czasowej? Czy przygotowujemy się na konflikt konwencjonalny, wojnę hybrydową, czy może na cyberataki i sabotaż infrastruktury krytycznej? Czy mamy zdolność samodzielnej odpowiedzi na atak, czy raczej rolę ostatniej linii oporu czekającej na decyzje z Waszyngtonu i Brukseli? W jakich obszarach chcemy budować przewagę jako państwo, bo skoro nie stać nas na wszystko, ktoś musi wskazać priorytety. Na żadne z tych pytań publicznie nie pada jasna odpowiedź.

image

Posiedzenie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Źródło: interia.pl

Trzeba tu uczciwie zaznaczyć jedną rzecz. Wojskowi, analitycy i decydenci z pewnością mają swoją mapę zagrożeń i wiedzą, na co się przygotowujemy. To ich praca, płacona z naszych podatków i nie ma powodu zakładać, że robią ją źle. Problem w tym, że nasi potencjalni przeciwnicy również prawdopodobnie dysponują tą wiedzą, bo służby wywiadowcze każdego liczącego się państwa od dawna analizują polskie kontrakty zbrojeniowe, zmiany doktryny i rozmieszczenie jednostek. W tej dyskusji brakuje natomiast samego społeczeństwa. Skoro przeciwnik i tak analizuje nasze zakupy oraz rozmieszczenie wojsk, publiczna debata niczego mu nie ujawni. On tę wiedzę już posiada. Odbiera natomiast szansę na to, żeby w chwili prawdziwego kryzysu ludzie wiedzieli, o co walczą i byli gotowi ponieść tego koszty.

Efekt braku tej debaty widać już dzisiaj. Po kilku latach ciągłego straszenia wojną, niejasnych komunikatów po kolejnych obiektach naruszających naszą przestrzeń powietrzną i braku spójnej reakcji państwa na te incydenty, społeczeństwo zaczyna mieć wątpliwości. Kiedy przez trzy lata z rzędu słyszy się, że „wojna wisi w powietrzu”, ludzka wrażliwość na komunikat spada. Nikt nie tłumaczy jasno, na co się przygotowujemy i dlaczego akurat w ten sposób. W efekcie społeczeństwo nie wie nawet, jaki scenariusz państwo uważa za najbardziej prawdopodobny.

Obowiązkowa służba wojskowa w nowym wydaniu

Obowiązkowa służba wojskowa wraca w debacie co jakiś czas, ale rzadko pojawia się pytanie, jak taki system miałby dziś wyglądać. Warto zastanowić się nad rozwiązaniem dopasowanym do polskich realiów społecznych i gospodarczych.

Wyobraźmy sobie kilkumiesięczne, obowiązkowe i normalnie płatne szkolenie po ukończeniu szkoły średniej. Na początek dla mężczyzn, docelowo być może dla wszystkich chętnych kobiet. Nie chodzi o odtworzenie modelu służby zasadniczej, którą starsze pokolenia wspominają głównie jako stracone miesiące. Chodzi o program, w którym młody człowiek uczy się rzeczy przydatnych m.in. pierwszej pomocy na poziomie ratownika, obsługi dronów, podstaw cyberbezpieczeństwa, prowadzenia pojazdów ciężkich, obsługi łączności, spawania, elektryki, działania w grupie pod presją i reakcji na awarie infrastruktury krytycznej. Absolwent takiego szkolenia wraca do cywila z konkretnymi uprawnieniami przydatnymi na rynku pracy, takimi jak prawo jazdy kategorii C, uprawnienia SEP (świadectwo potwierdzające wiedzę dotyczącą pracy przy instalacjach i sieciach energetycznych), kwalifikacje ratownika medycznego. Ścieżka szkolenia opierałaby się na dotychczasowym wykształceniu i predyspozycjach kandydata. Państwo daje młodemu człowiekowi start zawodowy, a w zamian dostaje wyszkolonego rezerwistę, którego można wezwać w kryzysie.

Warto od razu zaznaczyć, że tego typu szkolenie nie ma na celu przygotowania żołnierza pierwszej linii frontu. Chodzi raczej o zbudowanie zaplecza, czyli ludzi, którzy w razie konfliktu utrzymają państwo w działaniu. Nowoczesna wojna to nie jest starcie samych piechurów. Za żołnierzami walczącymi na pierwszej linii stoi rozbudowane zaplecze: logistycy, medycy, mechanicy, operatorzy łączności, kierowcy, informatycy i obrona cywilna.

Czytaj dalej: 10 wyzwań dla Polski na najbliższą dekadę cz.3

Darmowa konferencja dla inwestorów - nie przegap!

Autor: Bartosz Piwko

Nigdy nie byłem prymusem. To, czego nie mogłem wykorzystać w praktyce niezbyt mnie interesowało. Już jako nastolatek wiedziałem, że system szkolnictwa nie jest skonstruowany tak, jak być powinien. Byłem prawdziwym utrapieniem dla nauczycieli :) W trakcie studiów na UW moje podejście do nauki zaczęło się trochę zmieniać, ponieważ otaczali mnie coraz ciekawsi ludzie. Z uczelni nie skorzystałem jednak zbyt wiele, gdyż sytuacja zmusiła mnie do nagłego podjęcia pracy. Jak się szybko przekonałem, rola pracownika nie za bardzo mi odpowiadała więc wraz z kolegą założyłem pierwszą firmę. Był to strzał w 10! Firma zaczęła się rozwijać, a my zatrudnialiśmy coraz więcej osób. W ciągu pięciu lat przeszliśmy od gwałtownego rozwoju, przez kontrolowany chaos, aż do ładu korporacyjnego, który okazał się być złem koniecznym. W międzyczasie ukończyłem MBA na University of Illinois. Po kilku latach, wszystkie firmy, które kontrolowałem zatrudniały prawie 50 osób, a łączny obrót przekraczał 20 mln zł. Lata harówki od rana do późnego wieczora sprawiły, że się wypaliłem. Sprzedałem wszystkie udziały i zacząłem jeździć po świecie. W ciągu kilku lat odwiedziłem prawie 30 krajów, mieszkając w niektórych przez dłuższy czas. Poznawanie innych kultur w fantastyczny sposób otwiera umysł oraz rzuca całkiem nowe spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Inwestowaniem zajmowałem się równolegle do pracy zawodowej, aby w rozsądny sposób zagospodarowywać nadwyżki. Jednak dopiero od 2008 roku zacząłem intensywnie uczyć się, poznając prawa rządzące rynkami finansowymi. Pierwsze artykuły na łamach bloga zacząłem pisać, aby usystematyzować swoją wiedzę. Z czasem jednak okazało się, że to co robię przyciąga wiele osób i należy to kontynuować. Obecnie, moim celem jest stworzenie portalu na miarę The International Forecaster ś.p. Boba Chapmana. To właśnie jego praca otworzyła mi oczy na wiele rzeczy, za co zawsze będę mu bardzo wdzięczny. Kolejne lata pokazują, że to co robimy ma sens. Każdego tygodnia nasze artykuły czyta ponad 60 tys. osób, z czego 25 tys. to stali czytelnicy. Zainteresowanie portalem potwierdzają dotychczasowe nagrody. Zaczęło się od II miejsca w konkursie "Ekonomiczny Blog Roku 2014" organizowanym przez Money.pl. Dalsze sukcesy przyniosły konferencje FxCuffs, gdzie w 2016 roku otrzymaliśmy nagrodę w kategorii "Blog Roku". Rok później wyczyn ten udało się powtórzyć ("Blog Roku 2017"). Dodatkowo, otrzymałem również nagrodę w kategorii "Osobistość Roku 2017". Każde z tych wyróźnień stanowi świetną motywację do dalszej pracy. Trader21

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka