43 obserwujących
1406 notek
819k odsłon
74 odsłony

Przedsiębiorczość jest jak sport, trzeba trenować, żeby osiągnąć sukces

Wykop Skomentuj

Liberté! Numer XXII

Rozmowa Katarzyny Peszyńskiej–Drews z Juliánem Ugarte

Współczesnemu bohaterowi nie potrzeba peleryny i maski. Można zmieniać świat inaczej – pomysłem, chęcią i pociąganiem za sobą innych. Bo dobro też jest zaraźliwe.

Katarzyna Peszyńska-Drews:

Za każdym sukcesem kryje się niepowtarzalna historia, więc chciałabym zacząć od tego, jaka jest twoja. Co sprawiło, że podążyłeś tą, a nie inną ścieżką?

Julián Ugarte:

Studiowałem projektowanie przemysłowe w Chile z myślą, by zaprojektować coś, co będzie mógł mieć każdy, na przykład szklankę. Projektowanie przemysłowe daje możliwość stworzenia przedmiotu, który może być obecny wszędzie i dostępny dla wszystkich. Pokochałem możliwość tworzenia nowych rzeczy, które można dać światu. Chciałem wykorzystać tę wiedzę do rozwiązania dużych problemów w innowacyjny sposób. Kiedy miałem 25 lat, zacząłem pracować z fundacją działającą w 21 krajach. Pracowałem w ich siedzibie głównej w Chile. Zacząłem zajmować się problemem biedy. Piramida C.K. Prahalada pokazuje, że 60 proc. populacji świata żyje za mniej niż cztery dolary dziennie. Jest to ogromny rynek, który potrzebuje skutecznych rozwiązań. Dzięki innowacjom możemy zapewniać dostęp do wody, energii i edukacji. Z technologicznego punktu widzenia mamy teraz narzędzia, o których nie śniło nam się w poprzednich dekadach. Dużo przebywałem w slumsach, które wykreowały moją historię. Wielu ludzi z różnych części świata sądzi, że mieszkańcy Ameryki Południowej są biedni z powodu lenistwa albo nadmiernego spożywania alkoholu. To nieprawda. Codziennie widziałem rażący obraz niesprawiedliwości. Na różnych twarzach i w różnych rodzinach. Tendencja jest taka, że jeżeli pochodzisz z biednej rodziny, to najprawdopodobniej twoje dzieci również będą biedne.

Potrzebne są więc narzędzia do zwalczania tej nierówności społecznej.

Tak. Dlatego stworzyłem w tej organizacji Centrum Innowacji. Kiedy określiłeś już swój cel i dysponujesz odpowiednimi narzędziami, to właściwie masz wszystko. Wystarczy zacząć pracować. Istnieją różne sposoby rozwiązywania danego problemu społecznego. Są przecież wolontariusze, przedsiębiorcy czy filantropi. Jeżeli, na przykład, masz dolara, możesz go dać rodzinie, która go potrzebuje. Albo, korzystając ze swoich możliwości, możesz go zainwestować i po jakimś czasie mieć dwa dolary, wydać niezbędne minimum na administrację i przekazać maksimum środków ludziom w potrzebie. Na początku wyzwaniem dla mnie było podjęcie decyzji, które podejście jest właściwe. To był eksperyment. Ale jeżeli nie zaryzykujesz wypróbowywania nowych rozwiązań, kiedy te dotychczasowe przestają wystarczać, możesz nigdy tego problemu nie rozwiązać.

Czyli nie zacząłeś jako młody biznesmen, tylko jako młody przedsiębiorca społeczny. Jaka jest różnica?

Tym, co napędza przedsiębiorcę społecznego, jest chęć wpływu na zmianę społeczną, ulepszanie świata. Dla biznesmena najważniejsze są zyski finansowe. Jeżeli celem są pieniądze, biznesmeni mogą wypłacać mniejsze pensje pracownikom i sprzedawać swoje produkty drożej, nie kierują się wtedy ideą, lecz celami prywatnymi, co nie zawsze jest dobre dla ludzkości. W przedsiębiorczości społecznej zaś rdzeniem jest człowiek. Ale oba typy przedsiębiorcy są wartościowe i potrzebne światu.

Jaki był twój pierwszy projekt?

Zacząłem go w małej mieścinie pod Chile, które jest moim rodzinnym miastem. Jest tam szpital położony na wzgórzu, do którego dojazd jest dość utrudniony. Kiedy starsi ludzie robią sobie tam badania, kilka dni później muszą wrócić po wyniki. Zacząłem więc świadczyć usługę dostarczania wyników badań. Poruszałem się na motorze, co było znacznie tańsze niż przemieszczanie się autobusem. Pomagało zaoszczędzić czas i pieniądze.

Twój pierwszy projekt świadczy o tym, że zareagowałeś na potrzeby lokalnej społeczności jako świadomy, aktywny obywatel. W Europie społeczeństwo obywatelskie, którego podstawą są takie inicjatywy społeczne, jest obecnie zjawiskiem naturalnym. W Polsce idea społeczeństwa obywatelskiego stała się popularna po roku 1989, trzeci sektor jest niezwykle aktywny, działa bowiem około 83 tys. organizacji pozarządowych, w tym organizacje pożytku publicznego. Jak wygląda sytuacja społeczeństwa obywatelskiego i aktywizmu obywatelskiego w Ameryce Łacińskiej?

W Chile jest to ruch bardzo silny i istnieje wiele rodzajów działalności. Jedni mają gest i mogą sobie pozwolić, by wesprzeć finansowo inicjatywy i organizacje pozarządowe. Drudzy – miliony wolontariuszy – poświęcają swój wolny czas na niesienie pomocy. Jednak nie da się rozwiązać ogromnych problemów, poświęcając im tylko wycinek swojej energii, czasu i uwagi. Przedsiębiorca społeczny powinien więc zajmować się swoim zajęciem profesjonalnie i w pełnym wymiarze czasowym. Uważam, że Ameryka Łacińska jest właśnie w momencie, w którym zaczyna się kształtować ruch, z którego wyłaniają się zaangażowani aktywni obywatele i profesjonaliści. Przedsiębiorczość społeczna zaczyna kwitnąć. Przeszkodą rozkręcenia tego rodzaju organizacji pozarządowych jest konieczność tworzenia struktur i utrzymywania się z takiej działalności, bo zarobki na początku rzadko są wysokie. Na szczęście rozwijają się już korporacje wprowadzające rygorystyczne standardy odpowiedzialności społecznej, ochrony środowiska, wydajności i przejrzystości, które stają się platformą dla rozwoju społeczeństwa i starają się odpowiadać na wyzwania stojące przed latynoamerykańskimi krajami rozwijającymi się.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale