Czasem muszę być paparazzi. To okazuje się post factum, kiedy wykonane zdjęcie zasługuje na miano zdjęcia paparazziego. Mam np. byłego min. Drzewieckiego, jak wcina bułkę, mam jeszcze paru innych posłów i polityków. W zasadzie wszyscy w dość nietypowych pozach, które mogą dać poczucie dyskomfortu.
W zeszłym roku byłem nad polskim morzem i pewnego dnia, idąc wzdłuż plaży, zauważyłem nimfę wskakującą do wody. Była ubrana na fioletowo. Aparat zawsze mam włączony w ręku, trzymając go za „hand grip”, z dekielkiem obiektywu w kieszeni, więc uchwycenie sceny nie stanowiło większego problemu. Potem zjawił się jakiś, nazwijmy go fotograf, by wykonać serię profesjonalnych uśmiechów coraz bardziej przemoczonej sukni. Popatrzył na mnie z zazdrościa, więc sobie poszedłem, ale to co zrobiłem to moje. Czy jestem paparazzi?
Jak dla mnie nimfa może być, panienka mniej, choć jesli ktoś zapyta- będę wybrzydzał, bo taki jestem; buzię miała nawet ładną. Była to prawdopodobnie amatorsko-profesjonalna sesja w Bałtyku, a panienka to normalna amatorka- modelka, a nie szczapa jak te od dyktatorów mody.
*****Nic mi nie wiadomo, aby była to WODZIANNA*****





Komentarze
Pokaż komentarze (20)